fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rząd się trzęsie przez iskandery

Premier Paszynian w czwartek na centralnym placu stolicy
AFP
Kłótnia premiera z generałami o rosyjskie rakiety zmieniła się w poważny kryzys polityczny, w który wciągnięte są sąsiednie kraje. Tym razem to armia zażądała ustąpienia Nikola Paszyniana.

– To są nasi bracia i żołnierze ojczyzny – mówił pojednawczo na wiecu w centrum Erywania armeński premier o wojskowych, którzy domagają się jego ustąpienia. Ale nie odwołał swoich decyzji o zdymisjonowaniu dwóch najważniejszych ludzi w armii: szefa sztabu i jego pierwszego zastępcy.

Wszystko zaczęło się od zwykłego sporu z opozycją. Nieznoszący obecnego premiera były prezydent Serż Sarkisjan powiedział, że jest zdziwiony, iż w zeszłorocznej wojnie z Azerbejdżanem armeńska armia nie użyła rosyjskich rakiet balistycznych Iskander. Sarkisjan sugerował, że pozostały one w magazynach z powodu niekompetencji obecnego premiera.

W odpowiedzi zapalczywy Nikol Paszynian stwierdził, że rosyjska broń jest do niczego, z Iskanderów „tylko 10 proc. wybuchało po trafieniu w cel". W czasie wojny o Karabach Armenia miała co najmniej cztery kompleksy Iskanderów. Były inspektor generalny ormiańskiej armii jeszcze w ubiegłym roku przyznał, że użyto ich w działaniach bojowych, ale odmówił ujawnienia gdzie.

Premierowska replika wywołała wzburzenie od Erywania do Moskwy. – Nasza broń jest efektywna – zapewniał rzecznik Kremla. – To jest niepoważne – powiedział z kolei zastępca szefa sztabu generalnego armeńskiej armii. Paszynian natychmiast go zdymisjonował.

Ujął się za nim jego przełożony – szef sztabu generalnego – i również został zdymisjonowany. Konflikt narastał jak śnieżna kula i list otwarty z żądaniem ustąpienia premiera Paszyniana podpisało ponad 30 ormiańskich dowódców wojskowych. Zarzucili premierowi, że „wraz z rządem nie jest już w stanie podejmować rozsądnych decyzji w tej krytycznej dla kraju sytuacji". Premier nazwał list „próbą zamachu stanu".

Kłótni wojskowo-politycznej towarzyszyły trwające niezależnie od niej manifestacje opozycji w centrum stolicy. Przeciwnicy Paszyniana próbowali od dwóch dni blokować ulice i stacje metra. Wdarli się też do dwóch szkół wyższych, wzywając studentów, by się do nich przyłączyli, ale nie znaleźli tam poparcia.

Za to w czwartek centrum Erywania zapełnili zwolennicy premiera, których wezwał on na wiec. Chodząc wśród nich z megafonem, odpowiadał na pytania i przekomarzał się z nimi. – Najważniejsze, że wszyscy jesteśmy spokojni. Wewnątrz kraju nie ma wrogów, to naprawdę ważne – mówił o swych przeciwnikach.

Do spokoju wezwał wcześniej ormiański Kościół apostolski. Również Rosja wyraziła „głębokie zaniepokojenie" sytuacją w Armenii. Zaskakujące poparcie Paszynian otrzymał od znienawidzonej w Armenii sąsiedniej Turcji. – Żądanie armii ustąpienia demokratycznie wybranego premiera – nie mówiąc już o jego obaleniu – jest nie do przyjęcia. Ostro potępiamy taką próbę w Armenii – oświadczył turecki szef dyplomacji Mevlut Cavusoglu.

Ormianie uważają, że Azerbejdżan wygrał wojnę z nimi dzięki tureckiej pomocy. Ale obecne tureckie władze same przeżyły nieudany wojskowy pucz pięć lat temu, stąd ich niechęć do tego rodzaju przedsięwzięć. A ewentualne obalenie premiera Paszyniana zniszczyłoby plany Ankary na Kaukazie, które przewidują m.in. otwarcie korytarzy transportowych przez terytorium Armenii do Azerbejdżanu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA