fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Porażka europejskiej ofensywy francuskiego prezydenta

AFP
Emmanuel Macron nie zdoła przeforsować pomysłu ogólnoeuropejskiej listy kandydatów w wyborach do europarlamentu w maju przyszłego roku. To źle wróży jego planom głębokiej przebudowy strefy euro.

Sprawa może się wydawać marginalna – chodzi o sposób, w jaki mają być podzielone 73 mandaty eurodeputowanych pozostawione po brexicie. Jednak trudno o lepszy test sił między zwolennikami bardziej federalnej Wspólnoty a tymi, którzy się temu sprzeciwiają.

Młody francuski prezydent już kilka miesięcy temu zaproponował, aby zamiast dzielić zwalniane mandaty między kraje, które pozostaną w Unii, utworzyć listę ogólnoeuropejską. W ten sposób wyborcy głosowaliby dwa razy: na kandydatów ze swojego kraju oraz na listę ogólnounijną. Zdaniem Macrona to świetny sposób, aby zwiększyć zainteresowanie wyborami do europarlamentu, wypromować świadomość wspólnoty interesów krajów Unii. Od pierwszych powszechnych wyborów do Parlamentu Europejskiego w 1979 r., gdy do urn poszło 62 proc. uprawnionych, frekwencja stale spadała: w 2014 r. wyniosła już tylko 42,6 proc. uprawnionych.

Plan Macrona poparło kilka krajów Unii z południa Europy: Hiszpania, Włochy, Portugalia, Grecja i Cypr. Ale jak ujawnił portal „Politico", szans na to, aby nowe regulacje zostały wprowadzone już w nadchodzących wyborach, nie ma.

Najpoważniejszy cios dla Francuzów przyszedł z kierunku, którego się najmniej spodziewali: z Niemiec. Manfred Weber, przewodniczący największego klubu w europarlamencie (Europejska Partia Ludowa), ale jednocześnie polityk bliski Angeli Merkel, zapowiedział, że sprzeciwi się rozwiązaniu forsowanemu przez Macrona. Jego zdaniem efekt mógłby być odwrotny do oczekiwanego przez Francuzów: poczucie europejskich obywateli jeszcze większego oddalenia instytucji w Brukseli i Strasburgu.

Inni obawiają się wręcz, że dzięki wspólnej liście w europarlamencie zamiast zwolenników unijnego federalizmu wzmocnią się antyeuropejskie partie populistyczne, które znacznie skuteczniej łączy wrogość do Brukseli.

Sprzeciw Webera źle wróży znacznie poważniejszej reformie strefy euro, jaką planował Macron, w tym powołaniu odrębnego budżetu, ministra finansów i parlamentu dla krajów unii walutowej. Francuzi mieli nadzieję, że kiedy wreszcie w Berlinie powstanie nowy rząd, będą mogli pójść do przodu z tym przełomowym projektem. Jednak sprawa reformy ordynacji do europarlamentu pokazuje, jak niewielki jest dziś na Szprewą entuzjazm dla pogłębiania europejskiej integracji.

Ale opór wobec wspólnej listy do europarlamentu jest szerszy. „Politico" cytuje deklarację w tej sprawie krajów Grupy Wyszehradzkiej, które uważają, że byłoby to sprzeczne zarówno z zasadą subsydiarności, jak i demokratycznej kontroli nad poczynaniami Brukseli.

Obawy mają także małe kraje Unii, w tym Litwa, Węgry i Słowenia.

– Deputowani startujący z ogólnoeuropejskiej listy z konieczności prowadziliby kampanię w dużych państwach Wspólnoty i potem uwzględniali interesy tychże państw – uważa Gyorgy Shopflin, węgierski eurodeputowany reprezentujący Fidesz.

Sam Parlament Europejski przyjmie w tym tygodniu uchwałę w sprawie zagospodarowania 73 mandatów pozostawianych przez Brytyjczyków. Według projektu dokumentu 27 z nich miałoby zostać podzielonych między 27 krajów Unii, jakie pozostaną po brexicie, a pozostałe 46 byłoby zamrożonych w oczekiwaniu na przyjęcie do Wspólnoty nowych członków. W europarlamencie zasiada 750 deputowanych. Reforma będzie musiała zostać zatwierdzona przez Radę UE.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA