fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: A nuż się coś do marszałka przyklei

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Zastanawiając się nad oskarżeniami pod adresem Tomasza Grodzkiego, warto pamiętać o kampaniach nienawiści i manipulacjach, jakich dopuszczano się przez ostatnie cztery lata w serwisach informacyjnych telewizji publicznej.

Od momentu, gdy prof. Tomasz Grodzki został najpierw kandydatem na marszałka Senatu, a potem głosami senatorów opozycji objął to stanowisko, można się było spodziewać, że stanie się wrogiem numer jeden dla obozu władzy. PiS wprawdzie bagatelizował, że Senat może jedynie opóźniać prace legislacyjne Sejmu, więc wygrana opozycji w izbie wyższej nie ma znaczenia, jeśli jednak policzyć krytyczne wypowiedzi polityków prawicy na temat Grodzkiego, widać, że stał się on dla nich solą w oku.

Nie można zapominać o tym kontekście, zabierając się do komentowania sprawy oskarżeń pod adresem marszałka Senatu o przyjmowanie łapówek od pacjentów. W przypadku tego typu – bardzo poważnych – oskarżeń mamy na ogół słowo przeciwko słowu. W sprawach sprzed lat brakuje też dziś dowodów. Opinia publiczna jest więc skazana wyłącznie na własną intuicję: wierzyć Grodzkiemu albo telewizji publicznej, która oskarża go o korupcję. I chyba o to w tej całej sprawie chodzi. Nie o prawdę, lecz o napędzanie politycznej wojny – a nuż coś się do marszałka przyklei.

Dowiedz się więcej: Kto zbiera haki na marszałka Grodzkiego?

Zastanawiając się nad oskarżeniami pod adresem Grodzkiego, warto też pamiętać o kampaniach nienawiści, zaszczuwaniu kolejnych osób i grup, o wszelkich nieprzyzwoitościach i manipulacjach, jakie pojawiały się przez ostatnie cztery lata w serwisach informacyjnych telewizji publicznej. Do tego dochodzi najnowsze świadectwo byłego pacjenta, który przekonuje, że oferowano mu 5 tys. zł w zamian za oskarżenie marszałka Senatu o korupcję. Inna rzecz, że Grodzki ma wyjątkowego pecha. TVP Info z satysfakcją podała, że imię i nazwisko mężczyzny, który zgodził się opowiedzieć o korupcyjnej propozycji, by oskarżył profesora, zgadza się ze znajdującymi się w archiwach IPN danymi szczecińskiego funkcjonariusza stalinowskiej bezpieki – Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Dla obrońców marszałka nie ma to żadnego znaczenia, dla jego przeciwników jest za to argumentem rozstrzygającym o braku wiarygodności tego świadectwa.

Póki więc nie zakończą się wszystkie procesy, które Grodzki obiecuje wytoczyć osobom oskarżającym go o przyjmowanie łapówek, większość obserwujących tę sprawę skazana będzie na to, by wierzyć w taką wersję wydarzeń, jaka jest zgodna z ich poglądami politycznymi. Zagorzali kibice po obu stronach frontu polsko-polskiej wojny wyroki już wydali.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA