Reklama

Hongkong: Policja użyła ostrej amunicji, ranny w stanie krytycznym

W Hongkongu, gdzie w dniu 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej trwają protesty, policja miała użyć ostrej amunicji - podaje Sky News powołując się m.in. na "South China Morning Post".

Foto: AFP

Korespondentka Sky News Alex Crawford informuje, że miało dojść do trzech przypadków użycia ostrej amunicji w Hongkongu, a jedna osoba została postrzelona w klatkę piersiową.

Użycie ostrej amunicji do rozpędzenia protestujących potwierdziła lokalna policja.

Jak podaje korespondentka Sky News ranny uczestnik protestu "mocno krwawi".

Wcześniej policja miała użyć armatek wodnych i gazu łzawiącego do rozpędzenia demonstrantów.

Korespondentka Sky News informuje o użyciu przez policjantów niebieskiego barwnika, który jest wystrzeliwany z armatek wodnych i który "przylepia się do skóry wywołując pieczenie".

Reklama
Reklama

"Od samego początku policja starała się stłumić protesty w zarodku" - cytuje swoją korespondentkę Sky News.

Uczestnicy protestów obrzucają policjantów kamieniami i koktajlami Mołotowa.

Na nagraniach, które pojawiają się w sieci widać jak policjant wyciąga pistolet i strzela z bliska w klatkę piersiową jednego z uczestników protestu. Ranny protestujący miał trafić do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Sky News informuje o zatrzymaniu przez policję 157 osób w związku z protestami.

Przedstawiciele policji z Hongkongu potwierdzają, że uczestnik protestów został postrzelony, po tym jak policjant otworzył do niego ogień z broni ręcznej podczas starć do jakich doszło na ulicach miasta.

Nagranie z momentu oddania strzału umieścił w sieci Miejski Związek Studentów Uniwersyteckich (City University Student Union).

Reklama
Reklama

W Hongkongu od tygodni trwają protesty, zainicjowane przez opór wobec projektu ustawy ws. ekstradycji, która pozwoliłaby na sądzenie obywateli Hongkongu przed podległymi Komunistycznej Partii Chin sądami w Chinach. Mieszkańcy Hongkongu uznali to za cios w swobody zagwarantowane im przez Chiny w związku z przekazaniem kontroli nad Hongkongiem Państwu Środka przez Wielką Brytanię w 1997 roku.

Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam zawiesiła sporne przepisy, ale protestujący zaczęli domagać się całkowitego wycofania się z nich (co ostatecznie nastąpiło na początku września), dymisji Lam i zwolnienia z aresztów zatrzymanych uczestników protestów, a także wycofania zarzutów przeciwko nim.

Hongkong funkcjonuje w ramach Chin zgodnie z zasadą "jedno państwo - dwa systemy". Oznacza to w praktyce znaczną autonomię miasta, którego mieszkańcy mają m.in. prawo do organizowania demonstracji, a sądy w Hongkongu pozostają niezależne.

Do eskalacji protestów doszło 1 lipca, gdy w rocznicę powrotu Hongkongu do Chin w mieście doszło do zamieszek. W ich trakcie setki protestujących wdarły się do siedziby lokalnego parlamentu, który został zdewastowany, a policja usunęła okupujących go demonstrantów dopiero po kilku godzinach.

9 lipca Carrie Lam, szefowa administracji Hongkongu oświadczyła, że budząca sprzeciw mieszkańców Hongkongu ustawa o ekstradycji do Chin "jest martwa". Mimo to sytuacja w mieście się nie uspokoiła.

Reklama
Reklama
Polityka
Donald Trump publicznie cieszy się ze śmierci byłego szefa FBI
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Polityka
Trump otwarcie wspiera Orbána przed wyborami na Węgrzech. „To jego zasługa”
Polityka
Rosyjski wywiad planował zamach na Viktora Orbána. Co knuli Rosjanie?
Polityka
Rosyjski ekonomista: Putin znajdzie pieniądze na wojnę
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama