fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rumunia wygrywa z korupcją

Liviu Dragnea, były już polityk numer 1 w Rumunii
AFP
Liviu Dragnea, przywódca postkomunistycznej PSD i najpotężniejszy polityk w kraju, od poniedziałku siedzi w więzieniu. Powinien tam spędzić trzy i pół roku.

W ten sposób kończy się pewna epoka w najnowszej historii Rumunii. Kraju, który od wygranych przez postkomunistyczną Partię Socjaldemokratyczną (PSD ) wyborów parlamentarnych pod koniec 2016 roku żył właściwie jednym tematem – walką z korupcją. Centralną postacią w tej sprawie był 56-letni Liviu Dragnea, lider PSD i przewodniczący parlamentu.

Nie miał szans na objęcie stanowiska premiera z powodu sprzeciwu prezydenta Klausa Iohannisa. Rzecz w tym, że Dragnea został skazany na dwa lata w zawieszeniu za manipulacje w czasie nieudanego referendum w sprawie odwołania prezydenta Traiana Basescu kilka lat wcześniej. Był to wyrok w zawieszeniu. Dragnea kierował więc krajem niejako z tylnego siedzenia, desygnując kolejnych premierów, wycinając opozycję we własnym ugrupowaniu oraz pracując cały czas nad ustawą amnestyjną.

Nowe przepisy miały otworzyć drogę do stanowiska szefa rządu. Były tworem kuriozalnym – zwalniały od odpowiedzialności urzędników za nadużycie władzy, jeżeli wynikła z tego powodu szkoda byłaby mniejsza niż 200 tys. lei (ok. 45 tys. euro).

Przeciwko temu na ulicach protestowały setki tysięcy Rumunów. Wraz z niedzielnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego w Rumunii odbyło referendum w tej sprawie. 80 proc. jego uczestników wypowiedziało się przeciwko amnestii.

To jednak nie jest jedyny kłopot Dragnei. W ubiegłym roku został skazany na trzy i pół roku więzienia za korupcję w czasie, gdy był gdy był politykiem samorządowym (chodzi o wypłatę dwóm urzędniczkom nienależnych świadczeń o równowartości 24 tys. euro). Wyrok ten został w poniedziałek zatwierdzony przez ostateczną instancję sądowniczą. Automatycznie przestało więc obowiązywać zawieszenie poprzedniego wyroku. Taki jest koniec kariery polityka, który trząsł Rumunią w ostatnich latach.

– Oznacza to, że zatriumfowała sprawiedliwość i praworządność, co oznacza, że Rumunia wyznaje wartości UE, w której sprawuje obecnie prezydencję – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Ion Ionita, komentator niezależnego dziennika „Adevarul”.

Rumunia poczyniła w ostatnich latach znaczące postępy w zwalczaniu korupcji, w czym wielka zasługa Laury Koveci, zdymisjonowanej przed rokiem szefowej Specjalnej Dyrekcji Prokuratury Generalnej do Zwalczania Korupcji (DNA). Ma ona obecnie szanse na stanowisko szefowej Prokuratury Europejskiej.

Bruksela monitorowała nieustannie wydarzenia w Rumunii, śląc ostrzeżenia. Zaangażowana była też Komisja Wenecka. Bez skutku, mimo że przystępując do UE w 2007 roku, Rumunia podpisała traktat akcesyjny, w którym zawarto mechanizmy współpracy i weryfikacji, na podstawie których Komisja UE dokonuje co roku oceny stanu praworządności. Było to związane z koniecznością nadrobienia zaległości w dziedzinie reformy sądownictwa oraz zwalczania korupcji.

Po upadku Dragnei rząd czeka w przyszłym tygodniu w parlamencie wniosek o wotum nieufności i być może przedterminowe wybory. Małe ma w nich szanse PSD, która w niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego otrzymała 23 proc. głosów, połowę mniej niż w ostatnich wyborach do parlamentu krajowego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA