fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wartości blogerów? Ja muszę dać pracę milionowi absolwentów rocznie

Emmanuel Macron i Abd al-Fatah as-Sisi
AFP
Emmanuel Macron wciąż nie chce dawać prezydentowi Egiptu lekcji o prawach człowieka. Ale ostrożnie skrytykował dziś w Kairze jego niektóre działania. I zasugerował, że wolność obywateli sprzyja rozwojowi gospodarczemu.

Popołudniowa konferencja prasowa składającego trzydniową wizytę w Egipcie Macrona i gospodarza prezydenta Abd al-Fataha as-Sisiego przerodziła się w ciekawą wymianę zdań na temat różnic między cywilizacjami i tego, czy wartości są uniwersalne. Prezydent Egiptu stwierdził, że nie są. Świat islamu ma inne niż świat zachodni.

WIZJA EGIPCJAN MIGRUJĄCYCH DO EUROPY

- Nie jesteśmy, jak Ameryka czy Europa. Mamy swoją specyfikę, swoje poglądy, swoje wartości. Nie ma jednej ogólnoświatowej zasady, jest różnorodność. - powiedział Sisi, pytany o wolności obywatelskie w jego kraju.

Jego zdaniem ci, co skarżą się na łamanie praw człowieka - blogerzy - "mówią innym językiem niż my". Nie mogę się kierować wartościami blogerów, zasugerował Sisi, bo ja muszę znaleźć pracę milionowi Egipcjan, którzy co roku kończą uczelnie, i zapewnić opiekę medyczną 2,5 mln dzieci, które się każdego roku tutaj rodzą.

Liczby, które podał Sisi, pokazują Europejczykom, z jakimi problemami zmagają się kraje po drugiej stronie Morza Śródziemnego. Egipt jest z nich najludniejszy, ale w miarę stabilny, rządzony silną ręką. Można sobie wyobrazić, co by się stało, gdy miliony Egipcjan, którym reżim nie zapewnia podstawowych warunków życia, ruszyły w kierunku Unii Europejskiej.

WIĘZIENNY WIZERUNEK SOJUSZNIKA

Zanim Macron doleciał do Egiptu, obrońcy praw człowieka i część mediów krytykowali go, że robi interesy, także militarne, z przywódcą jednego z najbardziej represyjnych reżimów na świecie, prezydentem Abd al-Fatahem as-Sisim.

Egipt jest w ścisłej czołówce, jeżeli chodzi o liczbę więźniów politycznych, są ich dziesiątki tysięcy, głównie członkowie i liderzy zdelegalizowanego Bractwa Muzułmańskiego, których władze uważają za terrorystów.

Emmanuel Macron był już krytykowany za cynizm i stosowanie podwójnych wartości, gdy przyjmował Sisiego w Paryżu w październiku 2017 roku. Wtedy bowiem wygłosił zdanie o "respektowaniu suwerenności państw" - skoro, jak nie zgodziłbym się, aby inny przywódca udzielał mi lekcji, jak rządzić krajem, to ja nie udzielam ich innym.

Teraz je nawet powtórzył. Ale jednak zdobył się na łagodną krytykę. Nie ujął się za więzionymi islamistami, ale już za siedzącymi za kratami dziennikarzami telewizyjnymi i blogerami - już tak. Ściślej rzecz biorąc, że takie ich traktowanie "nie jest dobre dla wizerunku sojusznika" (a nim jest dla Francji Egipt, nawet sojusznikiem strategicznym).

Emmanuel Macron udzielił też prezydentowi Egiptu rady: Jeżeli chce odnieść sukces gospodarczy i zapewnić społeczeństwu rozwój, to powinien dbać o "mobilizację najlepszych umysłów", a im potrzebna jest wolność.

NIE MA DEBATY O HANDLU BRONIĄ

Egipt jest dla Francji jednym z najważniejszych rynków zbytu uzbrojenia. Handel bronią z krajami, gdzie łamane są masowo podstawowe prawa, też spotyka się z krytyką obrońców praw człowieka. Ale budzi niewielkie zainteresowanie polityków.

- Debata na ten temat jest ograniczona. Jeden przedstawiciel większości w Zgromadzeniu Narodowym próbował zorganizować komisję śledczą, konkretnie w sprawie sprzedaży broni powiązanej z wojną w Jemenie [gdzie Egipt wspiera Arabię Saudyjską - red.]. Ale bez sukcesu. Skończyło sie na tym, że komisja spraw zagranicznych opublikuje w przyszłym miesiącu raport o polityce kontroli handlu francuską bronią - informuje "Rzeczpospolitą" Jean-Pierre Maulny, wicedyrektor Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Strategicznych (IRIS).

FRANCUZI CZY POLSKI ARCHEOLOG?

Macron przyleciał do Egiptu już w niedzielę, ale akurat tego dnia składał wizytę w Kairze poszukiwany przez trybunał karny w Hadze dyktator Sudanu Omar al-Baszir. Prezydent Francji najpierw pojawił się nie w stolicy, a w Abu Simbel, gdzie znajduje się najważniejszy zabytek południowego Egiptu - świątynia (ściślej dwie) w skale wydrążona w czasach faraona Ramzesa II (trzynasty wiek przed Chrystusem).

W latach 60. ubiegłego wieku jej istnieniu zagroziła budowa wielkiej tamy na Nilu. Zapadła decyzja o operacji przeniesienia zabytku na miejsce położone powyżej lustra sztucznego jeziora, które miało powstać w wyniku wzniesienia tamy asuańskiej. Francuzi zapamiętali swoje zasługi. Na Twitterowej stronie Pałac Elizejskie podkreślił, że ta niezwykła operacja ratunkowa odbyła się we współpracy z Francją. Macron miał świętować 50. rocznicę kulturalnej współpracy francusko-egipskiej. W Polsce utrwaliła się raczej pamięć o zasługach polskiego archeologa profesora Kazimierza Michałowskiego.

W operacji w rzeczywistości brało udział wiele krajów, projekt sporządzili Szwedzi, a prace inżynieryjne i techniczne wykonywały firmy budowlane z Egiptu, Niemiec, Francji, Włoch i Szwecji, co opisał wieloletni szef egipskiej Najwyższej Rady ds. Starożytności Zahi Hawass.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA