fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Gdzie jest ta Polska?

Fotorzepa, Darek Golik
Najpierw telegraficznie: „Czekam na prawdziwie samodzielny głos prezydenta". Jedna z wielu. Tak, czekam. Czekam i próbuję zrozumieć, co się stało. Ale żeby to pojąć, trzeba odrzucić telewizyjne obrazki. Wszystkie słowa polityków. Nie wierzyć nikomu albo wierzyć każdemu. Nie bać się odrzucenia.

A więc mamy dwie Polski. Jedna chce być jak Zachód, druga jak Polska. Jedna czuje się silna Europą, z pewnością inteligentna. Nie na tyle jednak inteligentna, żeby zrozumieć, że żaden naród nie wytrzyma indoktrynacji pogardy i umniejszania zasług. Ktoś powie, że to brak krytycyzmu. To wymieńmy jakiegokolwiek pisarza, poetę – oprócz Sienkiewicza może – który nie piętnowałby naszych wad. Wymieńmy jakikolwiek rocznik polskiej szkoły, gdzie na lekcjach polskiego uczeń nie musiałby rozpracowywać „polskich wad narodowych" opisanych przez największych twórców. Czy może być większa dawka dziegciu niż wiersz Jana Kochanowskiego o Polaku „przed i po szkodzie głupim"? Od wieków samobiczowanie i krytyka są siłą napędową naszej kultury.

Ale żaden naród nie zniesie wmawiania, że mentalnie znajduje się w żłobku cywilizacji i dopiero to, co idzie z Unii Europejskiej, jest w stanie wynieść go wyżej. Ta Polska europejska pełna jest ludzi błyskotliwych. Po co komu jednak błyskotliwość, jeśli nie ma daru przewidywania? Jeśli nie rozumie szczególnego stanu bycia Polakiem?

Kiedy przeczytałam w „Gazecie Wyborczej" artykuł na całą stronę, że „Zośka" i „Rudy" byli gejami, naprawdę się przestraszyłam. I nie chodzi o sprawy gejów i ich prawa. Być może powtarzam to po raz kolejny, ale brak jakichkolwiek podstaw do takiej tezy wtedy wydawał mi się głupią i niebezpieczną demonstracją lewackiej siły. To samo dotyczy Marii Konopnickiej czy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Przecież to jest zwyczajne kłamstwo. A kłamstwo to głupota.

A dla siły, która szuka mitycznej Polski, to sygnał do oporu. I trzeba naprawdę nie znać tego kraju, który od wieków był kłopotem dla świata, żeby tak głupio prowokować. Myślałam wtedy: Czy oni choć trochę czują, „co tam puka w gorsecie trochę przyciasnym"? Czy tylko gardzą „powierzchownym katolem"? Wypracowanie tolerancji, odarcie z ksenofobii musi się odbywać na trudnej drodze dialogu. Co to znaczy? To znaczy, że można zadawać pytania, dzielić się wątpliwościami i nie być posądzanym o czarny charakter. Nachalność lewaków, brak próby zrozumienia szczególnej polskiej mentalności doprowadziły do zwycięstwa Drugiej Polski. A jaka ona jest?

W swojej sile, niestety, podobna. Pogardzająca inaczej myślącymi. Wygrażająca i nienawistna. Podejrzliwa. Pyszna. Dająca przyzwolenie niebezpiecznym skrajnościom.

Czy żadna z tych Polsk nie ma zalet? Oczywiście obie mają: celem Polski europejskiej jest zażegnywanie niebezpieczeństwa wojny. Rozwój gospodarczy. A ta druga? Idzie na ślepo ku lepszej przyszłości, która nazywa się Polska. Co to znaczy? Nikt nie wie. Wielu to czuje. Ja też to czuję. Ale jak to wyrazić? Nie wiem. Gdzie jest ta Polska?

Czy one obie mają jeszcze szansę się spotkać? Czy „bycie Polakiem" to problem XIX-wieczny? Może oddam tu część felietonu komuś, kto z całą pewnością nie zostanie uznany za pięknoducha.

Czytając tekst, na końcu proszę zwrócić uwagę na datę.

„Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy".

Donald Tusk, „Znak" , listopad–grudzień 1987 roku

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA