Reklama

Robert Mazurek. Zbrodnia w Mniszku. Na końcu przyszli po dzieci

Nie tylko lato było ciepłe tego roku. Jesienne słońce sprawiało, że i w październiku było pięknie. Wokół wszystko umierało, tylko przyroda sielska, paradoks. Tak, natura poddała się ostatnia i wtedy wszystko się skończyło, i pogoda, i jesień, i nadzieja, wszystko.

Publikacja: 13.09.2019 18:00

Robert Mazurek. Zbrodnia w Mniszku. Na końcu przyszli po dzieci

Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Na końcu przyszli po dzieci, po te dzieci, których nie udało się wypisać do domów, których nie udało się ukryć. Ile ich było? Dokładnie nie wiadomo, zresztą, kto by liczył. Dość, że dwa autobusy, więc pewnie koło setki. Zalęknione dzieciaki niewiele miały wcześniej powodów do radości, więc choć przejażdżka krótka, półgodzinna, to nie reagowały źle. Pozwolono im rozbiec się po lesie i dopiero wtedy padły pierwsze strzały. „Strzelano do nich jak do zajęcy" – opisywał później jeden ze świadków. Obok stali już z łopatami miejscowi Żydzi. To oni musieli pozbierać i wrzucić do dołów ciała. I rannych, bo nie wszystkie dzieci zginęły. „Po zakopaniu dzieci ziemia w niektórych miejscach poruszała się".

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
Z Rosji płynie coraz więcej sygnałów, że wojna przekracza istotny punkt
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Plus Minus
Serhij Żadan: Kraje Europy Środkowej mogą być kolejnymi celami Rosji
Plus Minus
Michał Szułdrzyński: Dlaczego wciąż powinniśmy być wdzięczni Ukraińcom
Plus Minus
Jak długo potrwa wojna z Ukrainą? W Rosji prawie każdy uważa tak samo
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama