O tym, że Instytut Strat Wojennych przygotowuje „Raport wschodni”, jako pierwsi napisaliśmy w „Rzeczpospolitej” dwa tygodnie temu. Straty stara się oszacować około 30-osobowy zespół. W czasie rządów PiS inny zespół naukowców oszacował polskie straty powstałe w wyniku niemieckiej okupacji.
– Jesteśmy na początku drogi – przyznaje Jakub Stefaniak z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. – Nie wiadomo, jak i kiedy te prace się zakończą, bowiem jest to naukowa droga przez mękę. To nie jest projekt polityczny, ale historyczny, nie może dzielić, ale ma łączyć – uważa polityk PSL. Dodaje, że to ostatni dzwonek na takie działania, bowiem żyją jeszcze świadkowie.
Czytaj więcej
Polska nigdy nie zrezygnowała z roszczeń wobec Rosji – podkreśla MSZ. Poziom kremlowskiej grabież...
Na razie więc nie wiadomo, jak długo potrwają prace i kiedy będzie gotowy raport. Dr Bartosz Gondek, dyrektor Instytutu Strat Wojennych, mówi, że przy gromadzeniu danych dotyczących strat instytucja ta współpracuje ze stronami litewską oraz ukraińską. – Rosyjskie strony internetowe, na których były publikowane pewne dane, zostały zamknięte, w przeszłości część dokumentów archiwalnych na ten temat była fałszowana – opisuje trudności w zebraniu rzetelnego materiału dr Gondek.
Jaki jest cel badania strat w wyniku sowieckiej okupacji?
Prof. Damian K. Markowski tłumaczy, że badania obejmą m.in. losy majątku państwa na Kresach Wschodnich, ale przede wszystkim obywateli polskich z tamtych terenów. – Badanie elementów niematerialnych, chociażby skutków spowodowanych przymusową relokacją, będzie miało wartość przywracania pamięci.