fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Sekrety i kłamstwa

materiały prasowe
Złośliwi powiedzieliby, że drugi sezon „Wielkich kłamstewek" powstał tylko po to, by Meryl Streep, wcielająca się w rolę Mary Louise – teściowej jednej z bohaterek przyjeżdżającej do nadmorskiego miasteczka, by zawalczyć o dobre imię tragicznie zmarłego syna – mogła po raz kolejny zgarnąć wszelkie możliwe nagrody. Nie jest to oczywiście jedyny powód, choć aktorka rzeczywiście ma szansę rozbić bank.

Pierwsza seria, oparta na prozie Liane Moriarty, okazała się spektakularnym sukcesem, czego dowodem jest przychylność zarówno widowni, jak i krytyki (cztery Złote Globy i osiem nagród Emmy). Twórcy w sposób subtelny, wyczerpujący i naturalistyczny dokonywali wiwisekcji kobiecej psychiki, stawiając bohaterki w sytuacjach skrajnych – od małżeńskiej niewierności przez przemoc w rodzinie aż po gwałt. Ponadto było to studium przyjaźni rodzącej się w trudnych warunkach pomiędzy zupełnie różnymi osobami, zjednoczonymi na skutek serii niefortunnych zdarzeń, wspierającymi się niezależnie od okoliczności, okłamującymi przy tym mężów, dzieci i same siebie.

Zamknięcie pierwszej serii mogło sugerować, że oto historia jest skończona. Niemniej jednak sezon drugi powstał. I dobrze się stało, gdyż opowieść o piątce z kalifornijskiego Monterey zasługiwała na rozwinięcie. Może nie tyle konkretnych wątków, ile zachowań postaci w obliczu popełnionej zbrodni.

Mogłoby się wydawać, iż życie bohaterek, które tak wiele mają – urodę, pieniądze, kochających mężów i zdrowe dzieci – jest spokojne. Nie bez przyczyny jednak ich dramat rozgrywa się nad Pacyfikiem, oceanem spokojnym tylko z nazwy, którego wody nigdy nie stoją w miejscu, stale uderzając o brzegi piaszczystych plaż.

Falujące relacje międzyludzkie stara się uchwycić Andrea Arnold, autorka lirycznych i surowych jednocześnie filmów, jak choćby „Fish Tank" (2009) czy „American Honey" (2016). Reżyserka tworzy niebywale intymne i zniuansowane portrety kobiet, które stają przed nowymi problemami, każdorazowo powodowanymi przez błędne decyzje z przeszłości. Wspólnym mianownikiem całego sezonu jest trauma oraz desperackie próby jej przepracowania.

Na szczególną uwagę zasługuje kwestia potraktowania przemocy domowej. Dogłębna eksploracja tego zjawiska, jego przyczyn i skutków, staje się istotnym głosem w debacie publicznej. Nie bez powodu w jednej ze scen terapeutka porównuje taką sytuację do wojny, mówiąc o tym, że terror w domu, zwłaszcza fundowany przez kochaną osobę, potrafi uzależniać w tym samym stopniu co adrenalina udzielająca się żołnierzom na froncie. Potulny kochanek w mgnieniu oka zmienia się w potwora, a luksusowa willa, mająca przecież być azylem, staje się klatką rodem z horroru. Racjonalne argumenty nie mają siły przebicia – są tłamszone przez to, co instynktowne, nawet jeśli przynoszące cierpienie. Wszystko z miłości, grunt, by zachować jak najlepszą pamięć o bliskim gnębicielu.

I szkoda jedynie, że ta znakomita seria, która może się nie doczekać trzeciego sezonu z uwagi na napięte terminarze grających w niej gwiazd oraz – ponownie – fantastyczne, domknięte zakończenie, ma także ciemną stronę, całkiem niedawno zdemaskowaną przez amerykańską prasę. Arnold, która przystępując do realizacji „Wielkich kłamstewek", miała zagwarantowaną wolność artystyczną, także dzięki producentkom i pomysłodawczyniom projektu – aktorkom Reese Witherspoon oraz Nicole Kidman – została odsunięta na pewnym etapie przez Davida E. Kelleya, twórcę serialu, a kontrolę nad montażem powierzono Jeanowi-Marcowi Valléemu. Wszystko po to, by ocieplić nieco chłodną formę zaproponowaną przez reżyserkę i jak najbardziej zbliżyć całość do wizualnego stylu z pierwszego sezonu. To dość przygnębiający zwrot akcji, zwłaszcza w przypadku tak kobiecej realizacji.

„Wielkie kłamstewka" sezon 2, reż. Andrea Arnold, prod. i dystr. HBO

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA