fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Dyrektor Ossolineum: Wrocław chlubi się Lwowem

Ossolineum, Andrzej Solnica
Wciąż myślimy o lwowskich zbiorach i szukamy drogi do kompromisowego rozwiązania ich losu – mówi dyrektor Ossolineum - mówi historyk Adolf Juzwenko.

Plus Minus: Nie żal panu, że 200-lecie Ossolineum świętujemy we Wrocławiu? Gdyby nie wojna, Lwów wciąż mógłby należeć do Polski, więc Zakładu Narodowego im. Ossolińskich nie trzeba by było w dramatycznych okolicznościach przenosić.

Alternatywna historia mnie nie frapuje. Ossolineum było bardzo ambitnym i przemyślanym przedsięwzięciem fundatora. Zadał sobie on dużo trudu, by zapewnić mu długie trwanie. I to mu się udało, chociaż przez cały czas zakład borykał się i z historią, i z ogromnymi problemami, zwłaszcza politycznymi, a także finansowymi. J.M. Ossoliński przed 200 laty powołał do życia instytucję będącą czymś w rodzaju koła ratunkowego, które pomogło narodowi przetrwać niewolę i zebrać siły, gdy pojawiła się szansa odrodzenia własnego państwa. W 1918 roku, po klęskach wojennych zaborców, Polska wróciła na mapę Europy. Utrzymała się na niej 20 lat, mniej więcej tyle, ile w XVIII wieku upłynęło od I do III rozbioru. We wrześniu 1939 roku II Rzeczpospolita nie miała szans obrony przed napaścią dwóch zbrodniczych totalitaryzmów. U schyłku II wojny stała się przedmiotem gry prowadzonej przez zwycięskie mocarstwa. W nowych granicach pozbawionego suwerenności państwa dla Lwowa i Wilna zabrakło miejsca. Znalazło się dla Szczecina i Wrocławia. Polacy, opuszczając Lwów, zabrali Ossolineum ze sobą, do Wrocławia. Szybko okazało się, jak bardzo temu miastu jest potrzebne.

Wrocław jest nieraz nazywany Lwowem bis.

To nie jest Lwów bis, to Wrocław. Choć po wojnie rytm jego życiu intelektualnemu i naukowemu nadawały lwowskie elity. Wrocław chlubi się tradycjami lwowskimi. Można wręcz powiedzieć, że dziś więcej w nim przedwojennego Lwowa niż w samym Lwowie.

Dlaczego?

Bo po wojnie ukraińscy mieszkańcy sowieckiego Lwowa starali się wymazać polską przeszłość tego miasta.

Podobnie było z Wrocławiem, wcześniejszym Breslau.

Tak, komuniści polscy w podobny sposób traktowali Wrocław: za Piastów był nasz – mówili. O historii od Piastów do 1945 roku po prostu się nie mówiło. Z tym, że wrocławianie po 1989 roku zrozumieli, że Wrocław ma swoją historię, a ta była przed 1945 rokiem niemiecka. Zmiana myślenia historycznego we Lwowie zaczęła się niedawno.

Czy zostając dyrektorem Ossolineum, zdawał pan sobie sprawę z trudności, jakie pana czekają?

Po przyjściu do Ossolineum szybko dostrzegłem konieczność przebudowy jego statusu prawnego, bez odzyskania podmiotowości prawnej trudno było sobie wyobrazić jego przyszłość. Ossolineum miało wtedy niemal 175 lat wielkiej historii, która stała się narodowym mitem. Do niej należało się odwołać.

Mitem? Chyba symbolem.

Mitem też. Mity rodzą się w trudnych czasach, a Ossolineum właśnie w takich funkcjonowało. Przypomnijmy: zabory, powstania narodowe, rebelia galicyjska, I wojna światowa, wojna polsko-ukraińska, wojna z bolszewikami, II wojna światowa, podczas której Zakład został zlikwidowany, a zbiory rozparcelowane pomiędzy ukraińskie instytucje, potem zmieniający się okupanci, Sowieci, Niemcy i jeszcze raz Sowieci. Wreszcie wywiezienie części zbiorów przez Niemców i porzucenie ich w Zagrodnie. Na koniec decyzja o przekazaniu zbiorów, jako tzw. „daru narodu radzieckiego dla narodu polskiego" do Wrocławia...

A i tak 60 proc. zbiorów zostało we Lwowie.

Wciąż o tych zbiorach myślimy i szukamy drogi do kompromisowego rozwiązania ich losu. Prowadzenie wojny o zbiory byłoby smutną donkiszoterią.

Może gdyby pan walczył o nie tak zawzięcie, jak pan działał w opozycji za komuny, to sukcesy byłyby większe?

Z komuną naród walczył o państwową suwerenność. Kiedy mówimy o rewindykacjach zbiorów bibliotecznych czy zbiorów sztuki, to zupełnie inna sprawa. Nigdzie na świecie rozmowy na ten temat nie są łatwe. Zwłaszcza, że my nie lekceważymy starań o porozumienie polsko-ukraińskie i przekonanie Europy o większe zainteresowanie się Ukrainą.

Kultura łagodzi obyczaje?

Powinna, ale wśród ludzi kultury też bywają ekstremiści, a rozmowy ossolińsko-lwowskie nie toczą się w społeczno-politycznej próżni.

Rozmowy ze stroną ukraińską zaczęły się w 1992 roku, a dopiero w 2004 roku udało się cokolwiek ugrać.

Wydaje mi się, że całkiem sporo. W 1992 roku nie zaczęły się rozmowy, tylko przepychanki. Jeśli dwie strony twardo obstają przy swoich racjach i nie szukają kompromisu, to negocjacje łatwo zmieniają się w zapiekłe spory. Rozmawiać zaczęliśmy dopiero w 2004 roku. Dyrektorem Biblioteki Stefanyka został wtedy prof. Myrosław Romaniuk. Zaczęliśmy od przygotowania umowy o skanowaniu ossolińskich kolekcji przechowywanych w Bibliotece. Ustaliliśmy, że zaczniemy od rękopisów i prasy. Skanujemy już 12 lat, wykonaliśmy niemal 5 milionów skanów. Na elektronicznych nośnikach mamy wszystkie znaczące zespoły rękopisów i część periodyków. Cieszy nas, że zeskanowaliśmy XIX- i XX-wieczną prasę emigracyjną. Rozpoczęliśmy także skanowanie zbiorów sztuki.

W 2004 roku, w trakcie negocjowania warunków umowy, dowiedziałem się o kłopotach finansowych lwowskiej biblioteki, które pojawiły się w trakcie remontu budynku dawnej Biblioteki Baworowskich. Po wojnie umieszczono tam ossolińskie kolekcje sztuki. Do zakończenia remontu brakowało miliona złotych. Zapytałem, czy możemy bibliotece w tym pomóc. Dyrektor gotów był pomoc przyjąć, ale z pewnym niepokojem zapytał, czego w zamian oczekujemy. Zaproponowałem, by jedną z sal nazwać Salą Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, stworzyć biuro pełnomocnika ZNiO we Lwowie w Pałacu Baworowskich oraz organizować cykliczne Spotkania Ossolińskie w Bibliotece Stefanyka, na które byliby zapraszani wybitni politycy, uczeni, artyści z Polski i innych krajów europejskich. Dyrektor się na te propozycje zgodził. Wcześniej nawet nie śniłem o tym, że kiedyś przedstawię lwowskiej placówce takie propozycje, a jej dyrektor je zaaprobuje.

Po tej rozmowie na łamach „Rzeczpospolitej" Ossolineum ogłosiło publiczną zbiórkę pieniędzy na pomoc w remoncie dawnego pałacu Baworowskich. Podczas zbiórki zebraliśmy niemal 400 tys. zł, z czego 100 tys. przekazała Fundacja Presspublica, której prezesem był ówczesny redaktor naczelny „Rzeczpospolitej" Grzegorz Gauden. Minister kultury i dziedzictwa narodowego dorzucił ok. 300 tys. zł i dawny pałac Baworowskich został wyremontowany. I tak od 12 już lat rezyduje we Lwowie pełnomocnik Ossolineum. Nadzoruje prowadzone wspólnie z Biblioteką Stefanyka prace. Mamy za sobą siedemdziesiąt Spotkań Ossolińskich, które odbywają się pod patronatem konsula generalnego RP we Lwowie.

Czy to właśnie według pana jest największe osiągnięcie Ossolineum po 1989 roku?

Jest dużym osiągnięciem. Ważniejsze jest to, dzięki czemu Ossolineum może obchodzić swój jubileusz jako fundacja prawa publicznego, której status prawny określiła ustawa o ZNiO przyjęta przez Sejm w 1995 roku. Ustawa zapewnia Zakładowi stałą coroczną dotację budżetową. W jej przygotowaniu brał udział ostatni kurator ekonomiczny Zakładu – Mieczysław Ledóchowski, który w imieniu założycieli legalizował jej zapisy. Nie mniej ważne jest to, że w jego strukturach odtworzone zostało Muzeum Lubomirskich. Stało się to po podpisaniu w 2002 r. „Uroczystego postanowienia". Podpisał je dyrektor Ossolineum ze spadkobiercami Henryka Lubomirskiego. Spadkobiercy uznali, że Ossolineum wiernie realizuje założenia Ustanowy Ordynacji Przeworskiej i zaapelowali, by ich następcy wspierali go w przyszłości. Sejm RP w 2007 r. wpisał do ustawy finansowanie przez Zakład Muzeum Lubomirskich. W 2007 roku ustawowo przekazano także Zakładowi większościowy pakiet akcji w wydawniczej spółce Skarbu Państwa. Spółkę udało się oddłużyć i powołać niekomercyjne Wydawnictwo Ossolineum w strukturach Fundacji. Z tą chwilą Zakład Narodowy im. Ossolińskich zaczął funkcjonować w kształcie, jaki nadali mu założyciele. W maju 2016 roku wzbogacił swoją strukturę o Muzeum „Pana Tadeusza".

—rozmawiała Aneta Wawrzyńczak

Adolf Juzwenko jest doktorem historii, autorem wielu prac naukowych, poświęconych głównie stosunkom polsko-rosyjskim i polskiemu ruchowi niepodległościowemu. W czasach PRL związany z opozycją demokratyczną. W latach 80. był doradcą i działaczem Solidarności. Od 1990 roku pełnił funkcję dyrektora PAN-owskiej Biblioteki, a w 1995 został dyrektorem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Honorowy Obywatel Wrocławia

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA