fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adam Strzembosz: Byłem naiwny. Powinienem spisać umowę z Jarosławem Kaczyńskim

1998 rok: minister sprawiedliwości Hanna Suchocka, prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz i prezes SN prof. Adam Strzembosz
Fotorzepa/ Jakub Ostałowski
Gdy w 1989 r. przyszedłem do ministerstwa, wielu pracowników miało nadzieję na zmiany. Niektórzy zrezygnowali z przejścia na emeryturę, żeby zostać i coś zrobić. Tymczasem ani jeden łobuz nie został z resortu usunięty. Nie mogłem tego tolerować, dlatego złożyłem prośbę o odwołanie - mówi w rozmowie z Elizą Olczyk prof. Adam Strzembosz, były I Prezes Sądu Najwyższego i wiceminister sprawiedliwości w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Plus Minus: Był pan jednym z ekspertów Solidarności podczas obrad Okrągłego Stołu. Jak to się stało, że zaangażował się pan w działalność opozycyjną w czasach PRL?

Prof. Adam Strzembosz: W 1980 roku pracowałem w Instytucie Badania Prawa Sądowego przy Ministrze Sprawiedliwości. W kwietniu odbywały się wybory do rady zakładowej w ministerstwie i podległych mu instytucjach. Zmuszono mnie wtedy do wzięcia udziału w dyskusji. Wygłosiłem ostrą krytykę ówczesnej sytuacji społecznej. Moje wystąpienie zostało przyjęte w śmiertelnej ciszy i uczyniło mnie osobą publiczną. Gdy wybuchła Solidarność, zostałem przewodniczącym zakładowej organizacji, brałem udział w zjeździe Solidarności w Hali Oliwii, zostałem wybrany do Krajowej Komisji Rewizyjnej, a parę miesięcy później byłem w pierwszej czwórce sędziów odwołanych ze stanowiska przez Radę Państwa. Było to 19 grudnia. Wyrzucono mnie też z Instytutu.

Został pan bez pracy?

Na krótko. Już...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA