fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bogusław Chrabota. Covid – wstęp do totalitaryzmu

policja
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Kolejny dzień kwarantanny na warszawskim Ursynowie. Na zewnątrz słońce, ale mroźnie, zimno, więc ciężko jest wyjść do ogrodu, nacieszyć się coraz dłuższym dniem, odpocząć od kurzu i niewesołych myśli. O ileż łatwiej było poprzedniej wiosny, kiedy po raz pierwszy wrzucono nas w grozę pandemii. Izolacja miała być doskonała, zamknięcie w domach kompletne. Ktoś mądry zabronił nawet spacerów po lesie, wygrywali więc ci, którzy mają choćby spłachetek ogrodu.

W połowie marca można mieć nadzieję, że to już koniec zimy, za chwilę zacznie się wiosna i znów będzie można wychylić na dłużej nos na zewnątrz. Niemniej dziś jeszcze mróz. Co kilka godzin dzwoni telefon, by odezwać się bezbarwnym głosem z komputera: tu domowa kwarantanna... za chwilę otrzymasz zadanie... masz na jego wykonanie 30 minut. Nerwowo klikam w aplikację i nic. Blada mapa ze strzałką wskazującą miejsce mojego pobytu. Jeśli się ruszę, pójdę choćby do śmietnika, strzałka przesunie się niebezpiecznie w lewo, a śledzącemu ją po przeciwnej stronie aplikacji kontrolerowi zacznie nerwowo chodzić grdyka. Pewnie nabierze podejrzeń, że próbuję nielegalnie gdzieś się oddalić, a to przecież zabronione.

Wysłać policję czy jeszcze nie? Nałożyć mandat, bo a nuż poddawany srogiemu reżimowi kwarantanny odważył się wybrać na rower albo poszedł pobiegać? Jeszcze nie, jeszcze chwilka. Dłoń kontrolera nerwowo stuka o blat biura. Spróbujmy wysłać m...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA