fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Michał Szułdrzyński: Rozmyta granica między informacją a dezinformacją

komputer, Internet
Pixabay
Mało co tak mnie złości, jak tytuły w portalach internetowych: „Internauci obnażają hipokryzję opozycji" (to ze strony sprzyjającej rządowi) czy „Internauci nie dowierzają. Uchwała radnych PiS to szok" (to ze strony rząd zwalczającej). Dlaczego uznałem, że warto Czytelnikom zawracać głowę tym, co mnie złości? Ano dlatego – ostrzegam, przypomnę truizm – że choć może się wydawać, że różnica między prawdą a fałszem bywa ogromna, niekiedy bywa ona niezwykle cienka. Granica między informowaniem a dezinformowaniem, relacjonowaniem faktów a narzucaniem opinii potrafi być ledwo dostrzegalna. Szczególnie w czasach, w których nie istnieje już jedna opinia publiczna, lecz swoją opinię ma każde plemię, każda bańka.

Co mają do tego „internauci"? Otóż portale informacyjne korzystają niekiedy z takiej formy, że opisują pierwsze reakcje w sieci na jakieś zdarzenie. I nie ma w tym nic niestosownego, przecież, jak wiadomo, nigdy nie ma się drugiej szansy na zrobienie pierwszego wrażenia. Politycy np. po konferencji prasowej uważnie śledzą pierwsze komentarze liderów opinii, ponieważ wiedzą, że to one ukształtują sposób, w jaki dana sprawa będzie następnie komentowana przez większość. Stąd też można nawet w poważnych portalach znaleźć niekiedy przegląd opinii dotyczących nowego wydarzenia – jak skomentowali je politycy głównych partii, znani publicyści, naukowcy itp. Zresztą wielu odbiorców mediów chce poznać nie tylko sam fakt, ale również to, jaki stosunek do niego mają cenieni przez nich komentatorzy. Komentarze ukazują wydarzenie w pewnym kontekście historycznym czy politycznym, dzięki czemu osoby, które nie śledzą aż tak regularnie wydarzeń, mogą sobie – czytając kilka różnych komentarzy do dane...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA