fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek: W poszukiwaniu pani Marzenki

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Nike, wiadomo, kiedy się waha, w szkołach uczyli. A ona? Ona jest najpiękniejsza, kiedy nadchodzi, kiedy dopiero się zbliża. Poprzedzają ją zapowiedzi, jak szmer nadciągającej pierwszej, z dawna wyczekiwanej, wiosennej burzy. Szmer się wzmaga, wiatr już targa konarami, chmury ciemne, noc, apokalipsa. Wreszcie pierwszy grzmot i jest. Ona. Rekonstrukcja.

I czar pryska. Jest jak na mundialu: że przecież tym razem miało być inaczej, że miało się udać, wszyscy obiecywali, a jak zawsze gramy trzy mecze: o awans, o wszystko i o honor. Pretensje do trenera, bo znów wystawia Peszkę. Selekcjoner bezradnie ręce rozkłada, że grać to tamten może nie potrafi, ale za to jest królem szatni. I to mruganie do publiki, że trener też by chciał inaczej, on by inaczej zawistował, ale sami wiecie, związek nie pozwala.

W polityce to samo. „U nas drugich pisatieli niet" – cytuje tow. Stalina nasz Szeregowy Poseł z Żoliborza, dopytywany, czemu do kadry wciąż powołuje Peszkę. Teraz zresztą też skończyć się może odejściem pani od sportu, której nazwiska nie zdążył nawet poznać portier w jej gmachu, równie charyzmatycznej pani od europieniędzy i redukcją ministerstw od środowiska o połowę. Skądinąd z tymi ministerstwami jest jak z Żydem, który miał za ciasno, kupił sobie kozę, teraz ją wyprowadza, i jakaż od razu ulga, jakaż rewolucja! Ch...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA