fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Panowie mają ambicje, ale to ja jestem premierem

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jak patrzę na swą drogę, a zaczynałam jako asystentka w dziale folkloru i tradycji Muzeum Historycznego miasta Krakowa, to przecież nie mogłam pomyśleć, że kiedyś będę premierem

(fragment wywiadu)

Lubi pani żarty na swój temat?

Beata Szydło, premier: Widziałam kilka niezłych memów.

A ten? Morawiecki mówi do pani: „Beata, miałem być kimś ważnym”. A pani do niego: „Ja też”.

Hm, dobry żart…

Minister Witek naprawdę się śmieje.

Przecież mówię, że to zabawne, ale tylko połowa memu się zgadza.

Która?

Że stoimy koło siebie. Zapewnianie, że jako premier jest się kimś ważnym, wydaje mi się jednak dość dziwaczne, więc na tym poprzestanę.

W tym memie prawdziwa jest sugestia, że pani pozycja polityczna jest niższa niż funkcja, którą pani pełni.

Ta teza jest popularna wśród dziennikarzy i kompletnie nieprawdziwa.

To kto nami rządzi?

Odkąd zostałam premierem, wszyscy mnie pytają, jak to jest być prowadzonym za rękę, jak to jest być sterowanym, bo przecież rządzi Kaczyński, to on podejmuje decyzje, o wszystkim decyduje…

A tak nie jest?

Zżymałam się na te uwagi, miałam już tego serdecznie dosyć, bo nie jest łatwo – kiedy się naprawdę rządzi – przekonywać innych, że to nie teatr, że to ja podejmuję decyzje. Zwłaszcza że krytyków nie przekonam, a Mazurek z Zalewskim i tak swoje wiedzą.

To Zalewski, ja jestem do rany przyłóż.

Owszem, kilka osób się przekonało, co pan robi z ranami, czytam te wywiady.

Czytaj pozostałe rozmowy Mazurka:

Posłanka PiS: Ja po prostu lubię prezesa

Jankowski, były naczelny „Faktu”: Marcinkiewicz myślał, że jest Bogiem

Rozmowa Mazurka z Andrzejem Żuławskim: Jestem nie do zniesienia

To niech pani powie, jak jest naprawdę.

Tak naprawdę to mam szczęście, że mogę się radzić Jarosława Kaczyńskiego, że mogę rozmawiać z nim o polityce i w ten sposób uczyć się od niego. Ja jestem w parlamencie od 11 lat, on od samego początku. Przepraszam, ale dlaczego miałabym nie skorzystać z jego doświadczenia?

Nikt nie twierdzi, że Kaczyński jest nieatrakcyjnym rozmówcą, tylko że on pani wydaje polecenia, a nie konsultuje z panią decyzje. Jakie więc są granice pani samodzielności? Wybór wojewody lubuskiego?

Akurat w takich sprawach każdy premier powinien się liczyć ze zdaniem lokalnych struktur swej partii. Takie są fakty i nie ma się co obrażać.

To co może premier? Zwłaszcza premier Szydło?

Może bardzo dużo, ale żeby to udowodnić, nie musi się odcinać od swego zaplecza politycznego.

To byłoby głupie i krótkowzroczne…

Dobrze pan to ujął.

…Ale nie musi być pacynką. Więc gdzie leży granica?

Tam, gdzie ją sobie każdy ustawi i ja ją też ustawiłam, ale pan wybaczy, nie będę o tym mówiła w wywiadach, to byłoby niepoważne. Konsultuję z prezesem i moją partią najważniejsze kwestie, ale ostatecznie decyzję podejmuję ja. Zdarzają się sprawy, w których się z Jarosławem Kaczyńskim nie zgadzamy.

I co wtedy?

Dyskutujemy, ale na końcu i tak ja muszę zdecydować. Wydaje mi się, że dobrze nam idzie, potrafimy ze sobą rozmawiać i realizujemy politykę, do której oboje jesteśmy przekonani.

Tylko że on z uporem nazywa panią eksperymentem.

Tak, Beata Szydło, na drugie mam „Eksperyment”… (śmiech) A tak poważnie – do tej pory utarło się że to szef partii zostaje premierem. W tym sensie jest to eksperyment, że to nie prezes, tylko wiceprezes stanął na czele rządu. Ale to całkiem miłe, kiedy słyszę od prezesa, że „eksperyment pod tytułem rząd Beaty Szydło się sprawdza”.

Jest zadowolony, bo pani nie ma ambicji i na wszystko się zgadza.

Myślę, że Jarosław Kaczyński nie zniósłby takiego premiera, naprawdę.

Nie przeszkadza pani, że na pani następcę typuje się wicepremiera Morawieckiego?

W najmniejszym stopniu nie przeszkadza mi plotkarska działalność mediów.

Morawiecki, Gliński, Ziobro, Gowin, Jackiewicz, a poza rządem Brudziński – panów łączy to, że mają duże ambicje.

W polityce jak w życiu, żeby osiągnąć sukces, trzeba mieć ambicje, więc panowie mają ambicje, ale to ja jestem premierem… I rozumiem, że polityka to zajęcie dla dużych dziewcząt i chłopców.

Co to znaczy?

To, że polityka polega także na współzawodnictwie, a nawet na eliminowaniu rywali, również z własnej partii. Trzeba mieć twardą skórę i pamiętając o wspólnych celach, nie wolno bać się walki.

 

Czytaj cały wywiad

 

Czytaj pozostałe rozmowy Mazurka:

Piotr Liroy Marzec: Teraz trawę palę rzadko

Kukiz: Pomagamy PiS w sprzątaniu

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA