Myślę, że powinienem. Jestem politykiem dość konsekwentnym i ceniącym otrzymywane od wyborców role. Nie skaczę ani z partii do partii, ani też nie jestem kolekcjonerem stanowisk. Prezydentem Wrocławia byłem ponad 11 lat (to w tamtych czasach absolutny rekord), a ministrem kultury siedem lat, co także było bez precedensu. Wiem też, że PE ma swoją specyfikę i niezwykle cenne jest kontynuowanie w nim pracy. W Niemczech, ale także w innych państwach, wyraźnie dzieli się kariery na te krajowe i europejskie. Po co? By w efekcie posiadanych doświadczeń uzyskiwać większą skuteczność. Dziś Jerzy Buzek, Janusz Lewandowski czy też np. Jan Olbrycht to liderzy i cenieni partnerzy w kluczowych debatach i rozstrzygnięciach.
A chciałby pan startować z listy PO czy z listy Tuska, o której się często mówi?
Zawsze dla mnie najważniejszy, ten pierwszy, jest interes państwa, potem moich wyborców i dopiero później interes partii. Dobrze, gdy łączą się bez konieczności jakichkolwiek kompromisów. Czasami jednak trzeba zdobyć się na krytycyzm wobec tego, co partia proponuje. Lokajów i klakierów w żadnej partii nigdy nie brakuje. Krytycznych ocen zawsze mamy deficyt, a to one często są ważną przestrogą. Tak też – przypomnę – było, gdy wbrew Donaldowi Tuskowi postanowiłem powalczyć o funkcję szefa klubu przeciwko Zbigniewowi Chlebowskiemu. Jestem przekonany, że tamta moja decyzja uchroniła w znacznym stopniu klub przed podziałem, i to na rok przed wyborami. Dziś poczekajmy na wyniki wyborów do samorządu i dopiero wówczas budujmy scenariusze na przyszły rok.
Kogo te wybory zweryfikują?
Dziś w jakimś sensie wiatr wieje dla lewicy. Ale SLD, zamiast budować nowy jacht, by skorzystać z tego wiatru, podejmuje próbę na starej łajbie. Nowoczesna w samorządzie prawie nie istnieje. PSL będzie walczyć o minimalizację strat. Poprzednie wybory były dla ludowców splotem nadzwyczajnie dobrych okoliczności. PiS swoim sceptycyzmem wobec instytucji samorządu, a także centralizmem w myśleniu o państwie, będzie szukać raczej namiestników niż autentycznych, samodzielnych liderów w terenie. Sam jestem ciekawy, jak wyborcy odczytają te wszystkie intencje. Najtrudniejsze zadanie ma jednak SLD. Przede wszystkim dlatego, że nie ma ich w parlamencie.
Ale ta łódka całkiem nieźle sobie daje radę. Ma 10 proc. poparcia w nowym sondażu dla „Rzeczpospolitej".