fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Legia – Atromitos: Przegnać burzę znad Warszawy

shutterstock
Dzisiaj w Atenach rewanż Legia – Atromitos. Na Łazienkowskiej po meczu, w którym Grecy tylko się bronili, było 0:0.

W ostatnich latach przełom lipca i sierpnia w Warszawie to tajemnicze anomalie pogodowe. Występują lokalnie, a konkretnie w sąsiedztwie ulicy Łazienkowskiej 3.

Charakteryzują się tym, że niezależnie od pogody w pozostałych częściach miasta nad stadionem Legii gromadzą się ciężkie burzowe chmury. Atmosfera gęstnieje, a zazwyczaj dochodzi też do gwałtownych wyładowań.

Aleksandar Vuković wie, że tylko awans do czwartej rundy eliminacji Ligi Europy przegoni te chmury znad Legii i to też raczej chwilowo, bo jeśli uda się pokonać Atromitos, to w decydującej rundzie czekać będą już prawdopodobnie Glasgow Rangers, którzy w pierwszym meczu wygrali z duńskim Midtjylland 4:2. By jednak do tego meczu doszło, Legia musi w Atenach zdobyć przynajmniej jednego gola. Po remisie 0:0 w Warszawie każdy bramkowy remis pod Akropolem będzie oznaczał awans drużyny Vukovicia.

Legia nie ma wymówek – musi osiągnąć rezultat wymagany przez kibiców, a przede wszystkim przez właściciela. Ligowe spotkanie z Wisłą w Płocku – pierwotnie zaplanowane na niedzielne popołudnie – zostało przełożone. Wszystko po to, by piłkarze i trener mogli się przygotować do meczu z Atromitosem, a nie spędzali czasu na kolejnych podróżach.

To chwilowe wyrwanie się z cyklu grania co trzy dni powinno pomóc Legii, bo serbskiemu szkoleniowcowi i jego zawodnikom brakuje przede wszystkim czasu. W ciągu miesiąca zespół z Warszawy rozegrał już osiem meczów, a dziewiąty zagra dziś.

Gdyby nie przełożono spotkania z Wisłą Płock, byłby to dziesiąty mecz w ciągu miesiąca i trzech dni. To dawka spotkań, jaką rozgrywają angielskie kluby w najbardziej gorącym momencie sezonu, na przełomie grudnia i stycznia. A nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że piłkarze Premier League są o niebo lepiej przystosowani do gry z taką częstotliwością niż kadra nawet najbogatszego polskiego klubu.

Atromitos przyjechał do Warszawy po bezbramkowy remis i swoje osiągnął. Grecy mieli trochę szczęścia – piłkarze Legii dwukrotnie trafiali w poprzeczkę ich bramki. W rewanżu, przed własną publicznością, Atromitos będzie jednak musiał w końcu zaatakować, a to może wypoczętej Legii ułatwić zadanie. Każdy polski klub lepiej się czuje, gdy nie musi prowadzić gry, tylko może kontrować.

Gorzej, że w obu dotychczasowych europejskich dwumeczach Legia na wyjazdach nie potrafiła strzelać goli. A przecież rywale z Gibraltaru i Finlandii to nie to samo co czwarta drużyna ligi greckiej.

W Atenach zabraknie Domagoja Antolicia, który narzeka na uraz pleców. Wciąż kontuzjowany jest też William Remy, zaległości treningowe nadrabia Ivan Obradović, ale szkoleniowiec będzie mógł skorzystać ze wszystkich pozostałych zawodników.

Jeśli Vuković i jego piłkarze nie pokonają Greków, można się spodziewać, że lokalna legijna anomalia tylko się nasili, a nad Łazienkowską nadciągnie burza z piorunami. Jeśli Legia nie zagra trzeci sezon z rzędu w europejskich pucharach, jeśli znów będzie musiała szukać gdzie indziej pieniędzy zabudżetowanych jako zysk z gry w fazie grupowej Ligi Europy (2,92 mln euro, ponad 12 milionów złotych), będzie miała poważny problem.

Pierwszą ofiarą w takiej sytuacji zwykle bywa trener.

Atromitos – Legia, 18:00, transmisja TVP Sport

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA