fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

W sosie własnym

Sebastian Szymański (główkuje) w tym sezonie już w ekstraklasie nie zagra. Został przez Legię sprzedany za 5,5 mln euro do Dynama Moskwa. To drugi co do wysokości transfer z polskiej ligi
EAST NEWS, Jan Bielecki
W ten weekend zaczyna się liga utrzymywana za państwowe pieniądze, z klubami, które aby przeżyć, sięgają do miejskiej kasy. Ale emocje zwykle są.

Początek rozgrywek to zwykle trudny czas dla czołowych polskich klubów, bo oprócz gry w ekstraklasie mierzą się z zagraniczną konkurencją w eliminacjach europejskich pucharów, co bywa bolesne, o czym chyba nikogo nie trzeba przekonywać.

Sensacyjny, ale zasłużony mistrz Polski z poprzedniego sezonu Piast Gliwice właśnie pobił rekord szybkości odpadnięcia z eliminacji Champions League. 17 lipca – na własne życzenie – przegrał u siebie z najlepszą białoruską drużyną, BATE Borysów, i tylko dzięki kolejnej reformie (obowiązującej od poprzedniego sezonu) nie ma jeszcze Europy z głowy.

Poprzednim rekordzistą była Wisła Kraków, która dekadę temu odpadła z estońską Levadią Tallin 22 lipca. Kluby z najsilniejszych europejskich lig w tym czasie dopiero rozpoczynają zgrupowania przed sezonem.

W ostatnich latach nasze kluby odpadały z europejskich pucharów z reprezentantami Luksemburga (Legia 2018), Słowacji (Górnik 2018), Mołdawii (Legia 2017), Azerbejdżanu (Jagiellonia 2017, Piast 2013 i Wisła 2010), Macedonii (Cracovia 2016), Cypru (Jagiellonia 2015), Islandii (Lech 2014), Litwy (Lech 2013) czy Kazachstanu (Jagiellonia 2011). Ta wyliczanka oczywiście dotyczy tylko rywalizacji w Lidze Europy (i wcześniej w Pucharze UEFA). Drzwi do Ligi Mistrzów zatrzaskiwali naszym czempionom obok Białorusinów m.in.: Słowacy, Kazachowie, Rumuni, Szwedzi, Czesi oraz Estończycy. Na 28 podejść do Champions League polskie kluby musiały się 25 razy obejść smakiem.

Ekstraklasa nie wytrzymuje konfrontacji z Europą. W rankingu UEFA jest na 27. miejscu (na 55), a przecież to zestawienie nie klasyfikuje lig, które nie wystawiają swoich przedstawicieli do walki międzynarodowej – 2. Bundesligi, Serie B, Segunda Divison, i przede wszystkim angielskiej Championship. Najdroższy zawodnik w historii tej ostatniej ligi Ruben Neves (kupiony w roku 2017 przez Wolverhampton) kosztował 16 milionów euro – najwyższy transfer do ekstraklasy to zakup Joao Amarala przez Lecha Poznań, który latem zeszłego roku wyłożył półtora miliona euro.

Polskie kluby nie wytrzymują rywalizacji nie tylko z zagranicznymi rywalami, ale w większości także z wolnym rynkiem. Tytularnym sponsorem ligi jest państwowy bank (PKO BP), który właśnie zluzował Totalizator Sportowy. Gdy ogłaszano współpracę z tymi podmiotami, w konferencji prasowej brał udział premier Mateusz Morawiecki. Ostatnim tytularnym sponsorem bez kapitału państwowego był T-Mobile – pięć lat temu.

Od poprzedniego sezonu jeden mecz każdej kolejki transmituje TVP (pokazuje też skróty innych spotkań). Większość klubów żyje z dotacji miejskich – Zabrze w zeszłym sezonie wypłaciło Górnikowi ponad 30 milionów złotych, Gliwice dały Piastowi ponad 12, a Płock Wiśle 10. Nie zapominajmy, że kluby rywalizują na stadionach wybudowanych za samorządowe pieniądze. Wisienką na torcie jest oczywiście Zagłębie Lubin, w całości należące do spółki Skarbu Państwa – KGHM. Tam jednak przynajmniej państwowe pieniądze przeznaczono nie tylko na przepłacanych przeciętnych zawodników, ale też zbudowano jedną z najlepszych akademii w kraju.

Stwierdzenie, że ta liga żyje dzięki państwowym pieniądzom, czyli naszym podatkom, jest być może nadużyciem, ale wcale nie takim wielkim.

Na szczęście uczucie skrępowania i wstydu trwa tylko chwilę – w połowie sierpnia, pierwszej połowie nawet, gdy kluby ekstraklasy już odpadają z europejskich pucharów i zaczynają rywalizować wyłącznie miedzy sobą, zaczyna robić się emocjonująco. W minionych sezonach o tytule decydowały zazwyczaj ostatnie kolejki, bywało tak, że do końca o mistrzostwo biły się nawet cztery zespoły.

Na szczyt będzie chciała wrócić Legia Warszawa, która przegrała tytuł w zeszłym sezonie. Jej właściciel i prezes Dariusz Mioduski już odczuł, jak bardzo łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Coraz częściej musi czytać wezwania, by odszedł, jeśli nie z klubu, to przynajmniej ze stanowiska i oddał zarządzanie w ręce kogoś, kto się na tym zna.

Transfery w Warszawie przeprowadzono obiecujące – ściągnięto wyróżniających się graczy ligi (Arvydas Novikovas z Jagiellonii, Walerian Gwilia z Górnika, z wypożyczenia do Piasta wrócił Tomasz Jodłowiec), a obcokrajowcy, którzy się w Legii pojawili, mają ciekawe CV.

Piast zapewne będzie chciał obronić tytuł, ale już zaczął się osłabiać – klub opuścił filar obrony Aleksandar Sedlar, a po tym jak mistrz odpadł z rywalizacji o Champions League na pierwszej przeszkodzie, można się niestety spodziewać kolejnych osłabień. Odejść może chociażby Patryk Dziczek.

Oczy kibiców zwrócone będą ze szczególną uwagą na Gdańsk i Poznań. W Lechii już w poprzednim sezonie – zakończonym zdobyciem Pucharu Polski, teraz jeszcze doszedł Superpuchar – były oznaki tego, że budowany jest ciekawy i długofalowy projekt, za który odpowiadać ma Piotr Stokowiec.

Z kolei w Poznaniu Lech jest w dalszej fazie transformacji. I chociaż kibice zdają sobie z tego sprawę, to kolejnego sezonu bez trofeum mogą nie znieść.

Gdy już przetrwamy upokorzenia w pucharach, ekstraklasa bywa smakowita, choć od lat niestety tylko w sosie własnym.

nowość w lidze – młodzieżowiec obowiązkowy

– Słyszę, że młodzi piłkarze będą mieli miejsce w składzie za darmo. To absurd. Przepis o młodym zawodniku nie wpłynie negatywnie na jakość rozgrywek – mówił Zbigniew Boniek po kolejnej zmianie regulaminu ekstraklasy. Szef PZPN przeforsował przepis, według którego każdy zespół będzie musiał mieć na boisku przynajmniej jednego polskiego zawodnika urodzonego w 1998 roku lub młodszego. Nie wiadomo, czy ta zmiana przyniesie cokolwiek pozytywnego, wiadomo, że wpłynęła już na codzienność klubów, które wcześniej nie dbały o wprowadzanie młodych zawodników. W Lechu w poprzednim sezonie regularnie grali Robert Gumny (1998), Kamil Jóźwiak (1998), więc zespół z Poznania nowych reguł w ogóle nie zauważy. Ale w Legii, po sprzedaży Sebastiana Szymańskiego (1999) do Dynama Moskwa, z kandydatów do gry w pierwszej jedenastce został tylko Radosław Majecki (1999). Także dlatego wicemistrzowie Polski zapłacili milion złotych za Kacpra Kostorza (1999) z Podbeskidzia.

Jednocześnie PZPN zniósł limit zawodników spoza Unii Europejskiej. Dotychczas w jednym zespole mogło grać dwóch takich zawodników.

Zmodyfikowane zostały zasady dotyczące spadku. Do I ligi zdegradowane zostaną dwa zespoły, trzeci od końca zagra ze zwycięzcą baraży w I lidze. Po 30 kolejkach ekstraklasa zostanie podzielona na grupy spadkową i mistrzowska z zachowaniem dorobku punktowego z fazy zasadniczej. W decydującej fazie wszystkie drużyny zagrają po siedem meczów. Ostatnia kolejka odbędzie się 22–23 maja.

1. KOLEJKA

Piątek

- Arka Gdynia – Jagiellonia Białystok (18.00, Canal+ Sport); ŁKS Łódź – Lechia Gdańsk (20.30, Canal+ Sport, Canal+ 4K)

Sobota

- Raków Częstochowa – Korona Kielce (15.00, nSport+); Wisła Kraków – Śląsk Wrocław (17.30, TVP Sport, Canal+ Sport); Piast Gliwice – Lech Poznań (20.00, Canal+ Sport, Canal+ 4K)

Niedziela

- Zagłębie Lubin – Cracovia (15.00, Canal+); Legia Warszawa – Pogoń Szczecin (17.30, Canal+, Canal+ 4K)

Poniedziałek

- Wisła Płock – Górnik Zabrze (18.00, Canal+ Sport)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA