fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Tryumf Diego Simeone: Czar gangstera

AFP
Trener Atletico Madryt Diego Simeone to człowiek, który rzucił wyzwanie możnym futbolu i wygrał.

„Nienawidzę piłkarzy apatycznych, zrelaksowanych, bez poświęcenia. W ich grze najbardziej gardzę strachem przed podejmowaniem kluczowych decyzji" – pisze w swojej autobiografii Simeone – człowiek, który wywrócił hierarchię w europejskiej piłce i lidze hiszpańskiej.

Nie ma chyba innej wielkiej drużyny, która byłaby aż w takim stopniu ulepiona na wzór i podobieństwo swojego trenera. Atletico Madryt jest idealnym odzwierciedleniem Diego Simeone. Piłkarze są pełni pasji, umieją cierpieć za zespół, mają też odwagę i fantazję na boisku.

Jeden z najlepszych brytyjskich dziennikarzy sportowych Jonathan Wilson napisał niedawno książkę o historii argentyńskiej piłki nożnej. Nosi ona tytuł „Angels with dirty faces" – „Aniołowie o brudnych twarzach". Tak naprawdę taki właśnie tytuł powinna nosić książka o Simeone. Chociaż czasem trzeba mocno wytężyć wzrok, by dostrzec w nim anioła.

Już w trakcie kariery piłkarskiej nazywany był Cholo i do dziś wiele osób tak się do niego zwraca. Cholo to w latynoskim slangu dzieciak ulicy. Kiedy trzeba, potrafi zza paska wyjąć broń, ale swoich nie rusza i kieruje się ulicznym kodeksem honorowym. Simeone podczas meczów wygląda jak Cholo. Czarne włosy idealnie przylizane brylantyną, czarna koszula okraszona cieniutkim czarnym krawatem wpuszczona w czarne spodnie.

Gra razem z drużyną, przeżywa każdą akcję, dyryguje zawodnikami, jakby byli z nim połączeni niewidzialną nicią. Gdy jego zespół zaczyna stosować zabójczy pressing, którego intensywność jest trudna do zniesienia, a przeciwnik z braku miejsca i przestrzeni zaczyna się dusić – Simeone podskakuje przy linii i rękoma pokazuje zawodnikom, w którym miejscu mają stanąć, gdzie podbiec, kiedy zaatakować, a kiedy odpuścić i wrócić na pozycję.

Strona internetowa amerykańskiej stacji telewizyjnej Fox Sports w relacji z rewanżowego meczu Atletico i Barcelony pisze, że „Simeone niemal wepchnął swoimi krzykami zespół do półfinału Ligi Mistrzów". Cholo miewał zresztą problemy z powodu swojej nadmiernej ekspresji przy linii bocznej. W derbach Madrytu klepnął sędziego technicznego ręką w tył głowy. Oczywiście o żadnym uderzeniu nie mogło być mowy, w ostatniej chwili się powstrzymał, ale był to efekt niepanowania nad nerwami – dzieciak ulicy. Został zawieszony na osiem spotkań ligi hiszpańskiej.

Nie wiadomo, dlaczego Atletico Madryt wciąż uchodzi za kopciuszka i zespół, który na salonach znalazł się przez przypadek. Na kogokolwiek dziś trafi w losowaniu półfinałów Ligi Mistrzów ekipa z Madrytu, to i tak rywal będzie faworytem. Tak samo było przed spotkaniami w ćwierćfinale z Barceloną, choć kibice z Katalonii wiedzieli doskonale, że gorzej niż na Atletico trafić nie mogli.

Simeone, który posadę trenera objął w 2011 roku, poprowadził zespół do pierwszego od 1996 roku mistrzostwa Hiszpanii (2014), Pucharu Króla (2013), Superpucharu (2013), w rozgrywkach międzynarodowych wygrał Ligę Europejską (2012), a przede wszystkim swoimi krzykami wepchnął Atletico do finału Ligi Mistrzów w 2014 roku, gdzie przegrało dopiero po dogrywce z Realem, tracąc wyrównującego gola w trzeciej minucie doliczonego czasu gry.

„Żeby wymienić się ze mną na koszulkę Atletico, musisz mi dać dwie, ponieważ moja jest warta więcej niż twoja" – to kolejny cytat z Simeone idealnie oddający jego pełne pasji podejście do tego, co robi. Na boisku widać, że jego piłkarze myślą tak samo. Niemal co roku zespół traci kluczowych zawodników – nie są w stanie oprzeć się ofertom bogatszych klubów – ale Simeone za każdym razem wyszukuje następców, którzy po pierwsze, zapewniają odpowiedni poziom sportowy, a po drugie, skoczą za nim w ogień.

Z drużyny, która grała w finale LM z Realem dwa lata temu, w środę przeciwko Barcelonie na boisku było zaledwie czterech piłkarzy! W tym jeden z bohaterów – Filipe Luis, po którego niesamowitym rajdzie podyktowany został rzut karny dla Atletico. Piłkarz ten odszedł do Chelsea, nie poradził sobie w Premier League i wrócił do Atletico i Simeone.

Cholo podziwia Josepa Guardiolę, garściami czerpie z Jose Mourinho, ale twierdzi, że ukształtowali go przede wszystkim wielcy Argeńtyczycy – Marcelo Bielsa i Carlos Bilardo.

Miłość kibiców zazwyczaj zdobywają trenerzy ofensywni, dążący do zwycięstwa za wszelką cenę, ale Simeone z defensywy uczynił dzieło sztuki, jego mord na futbolu ma w sobie żar i czar Cholo – latynoskiego gangstera z zasadami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA