fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Nowa upadłość konsumencka: plusy i minusy

Adobe Stock
W dniu 6 września 2019 r. Prezydent podpisał ustawę z dnia 30 sierpnia 2019 r. „O zmianie ustawy – Prawo upadłościowe oraz niektórych innych ustaw”. Ten akt prawny wprowadza m.in. od dość dawna zapowiadane zmiany w procedurze postępowań w zakresie upadłości konsumenckiej.

Ze względu na fakt, iż zmiany te wchodzą w życie z dniem 24 marca 2020 roku – warto się przyjrzeć, czy osobom planującym skorzystać z tej formy oddłużenia, korzystniej jest składać wniosek o upadłość na obecnych, czy na nowych zasadach.

Czytaj także:

Najważniejsza zmiana – każdemu wolno upaść!

Przez długi czas, tj. zanim na światło dzienne wyszedł projekt omawianej ustawy, media rozpływały się nad znaczącą liberalizacją zasad ogłaszania upadłości konsumenckiej. Konkretnie miał zniknąć (i tak się stało) obowiązujący obecnie zapis w art. 4914" tej treści:

„Sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności lub istotnie zwiększył jej stopień umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa."

W zamyśle ustawodawcy – czemu trudno odmówić słuszności – każda, niewypłacalna osoba będzie mogła skorzystać z dobrodziejstwa ustawy i uzyskać status upadłego konsumenta.

Jednak eksperci dostrzegli w tak liberalnym podejściu do ogłaszania upadłości pułapkę. Jeśli bowiem ustawa przewiduje, że może „upaść" nawet przestępca wyłudzający kredyty, albo osoba zadłużająca się złej wierze, tj. bez woli spłaty swoich zobowiązań – „nowa upadłość" musi tego typu sytuacje przewidywać. I tak jest faktycznie. Okazuje się bowiem, że ustawodawca nie zawsze jest tak liberalny wobec niesolidnych dłużników. Więcej na ten temat – w dalszej części publikacji.

Dodajmy, że ten, mocno kontrowersyjny zapis, tj.: „uchyla się art. 4914", jest także szansą na powtórne ubieganie się o upadłość konsumencką przez tych dłużników, którym sąd oddalił wniosek ze względu na zarzut rażącego niedbalstwa.

Nie zabieraj biednemu!

Od końca marca 2020 roku zniknie inny, bardzo poważny feler obecnie obowiązującej ustawy w zakresie upadłości konsumenckiej. Chodzi o „dzielenie się" upadłego z syndykiem swoimi dochodami. Obecnie obowiązują w tym względzie identyczne zasady podziału dochodu dłużnika, jak przy egzekucji komorniczej. Czyli nawet z bardzo niewielkich świadczeń emerytalnych (czy rentowych) trzeba wpłacić do masy upadłości 25 proc. otrzymanej kwoty – co zwykle uniemożliwia emerytowi (czy renciście) zaspokojenie podstawowych potrzeb, jeśli nie może liczyć na pomoc najbliższych.

W jeszcze gorszej sytuacji są dziś upadli, będący jedynymi żywicielami rodziny. Jeśli np. w rodzinie upadłego jest trójka małoletnich dzieci, pracuje tylko mąż i zarabia 4 tys. zł i był zmuszony do oddłużenia się poprzez upadłość konsumencką, połowa jego miesięcznych dochodów trafiała do masy upadłości. To oczywista katastrofa dla jego rodziny, szczególnie jeśli są oni mieszkańcami drogiego, dużego miasta. Wydaje się bowiem niemożliwe pokrycie kosztów utrzymania 5 osób kwotą 2 tys. zł miesięcznie, przez okres minimum kilkunastu miesięcy – bo tyle zwykle trwa właściwe postępowanie upadłościowe (tj. od uzyskania statusu upadłego do dnia ogłoszenia planu spłaty).

Po nowelizacji ustawy, sędzia – komisarz na wniosek upadłego lub syndyka, może indywidualnie określić część dochodu, która nie wchodzi do masy upadłości, biorąc pod uwagę potrzeby upadłego i osób pozostających na jego utrzymaniu. Jest to bardzo korzystna zmiana wobec obecnej ustawy.

Upadnij teraz – szybciej się podniesiesz!

Upadłość dla każdego nie każdemu się jednak opłaci. Przede wszystkim, wydłuży się maksymalny okres planu spłaty wierzycieli: z obecnych 36 miesięcy do 7 lat. Jeśli dodamy do tego okres pracy z syndykiem nad daną sprawą, m.in. przy sprzedaży trudnego do zbycia majątku upadłego (obecnie trwa to czasem dłużej niż 3 lata), taki upadły będzie usidlony w szponach procedur upadłościowych nawet ponad 10 lat!

Sąd będzie mógł zastosować wydłużony okres planu spłaty wierzycieli, jeśli danej osobie, będzie można postawić zarzut rażącego niedbalstwa – co okazało się w dotychczasowej praktyce bardzo ocenne, czyli w pełni uzależnione od „czynnika ludzkiego" i danego sądu. Informacja taka, tj. czy wobec działań dłużnika sąd uzna jego winę w powstaniu niewypłacalności, zostanie przekazana upadłemu w ostatniej fazie postępowania. Wchodząc w „upadłość", w wielu przypadkach, dana osoba nie będzie mogła przewidzieć, jak długo będzie trwać w tym mało komfortowym procesie wychodzenia z długów.

Ale jest jeszcze lepszy „rodzynek" w znowelizowanej procedurze upadłości konsumenckiej.

Upadłość - tak, umorzenie długów – nie

Największa wada projektu ustawy z dnia 30 sierpnia 2019 roku, dotyczy w szczególności upadłości konsumenckiej byłych przedsiębiorców. Chodzi o brak przejrzystości, jak i kiedy zakończy się postępowanie upadłościowe, oraz czy w konsekwencji nastąpi umorzenie długów. Takowe nie nastąpi, jeśli sąd uzna, że (cytuję fragment ustawy): „dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności w sposób celowy, w szczególności przez trwonienie części składowych majątku oraz celowe nieregulowanie wymagalnych wierzytelności."

Co więc się okazuje? Ustawodawca uznał, co prawda, że „rażące niedbalstwo" nie jest przesłanką do oddalenia wniosku o upadłość, ale z drugiej strony wprowadza kolejne, bardzo ocenne zapisy do treści ustawy, jakimi są: trwonienie części składowych majątku oraz celowe nieregulowanie wymagalnych wierzytelności.

Jeśli upadłemu skutecznie sąd zarzuci jedno z powyższych działań, postępowanie takiej osoby nie zakończy się umorzeniem długów! Czyli dłużnik taki uzyskuje status upadłego, syndyk wyprzedaje jego majątek, a na koniec sąd ogłasza odmowę umorzenia reszty długów. Krótko mówiąc, taki upadły robi „doskonały" biznes: pozbywa się majątku, ale w zamian pozostaje z długami.

Z deszczu – pod rynnę...

Powyższe bardzo mocno uderza w liczną grupę upadłych – byłych przedsiębiorców, którzy zazwyczaj w proces upadłości wchodzą z majątkiem. Ich postępowanie będzie trwało znacznie dłużej, niż np. upadłego, który nic nie posiada oprócz długów. Na dodatek eks-przedsiębiorca dopiero po ogłoszeniu jego upadłości, pozna swój przyszły los, czyli jak długo będzie niewolnikiem postępowania upadłościowego i czy doczeka się, finalnie, umorzenia części długów.

Ustawodawca, w sposób oczywisty, zignorował bardzo ważny element postępowania upadłościowego, iż powinno ono być przewidywalne dla dłużników. Każda osoba wnioskująca o upadłość konsumencką, powinna mieć orientację, jak będzie ten proces przebiegał, czy zakończy się oddłużeniem i w jakim czasie to nastąpi. Tylko w takiej sytuacji można mówić o planowaniu swojej przyszłości.

Wad nowej wersji zasad upadłości konsumenckiej jest znacznie więcej. Nie ulega wątpliwości, że duży wpływ na ostateczną treść ustawy mieli wierzyciele (lobby sektora finansowego), co widać było choćby po nanoszeniu kolejnych zmian do ostatecznej wersji tego aktu prawnego. W konsekwencji, poza niekwestionowanymi korzyściami, jakie daje „upadanie po nowemu" tym najsłabszym nadmiernie zadłużonym Polakom, w przypadku pozostałej grupy, próba skorzystania z dobrodziejstwa ustawy może zakończyć się tragicznie. Szczególnie, jeśli w ten proces wejdzie np. były przedsiębiorca, który zaliczył wpadkę biznesową, także bez własnej winy.

Krzysztof OPPENHEIM - ekspert finansowy, prowadzący Kancelarię Doradztwa Finansowego, specjalizujący się m.in. w upadłości konsumenckiej i antywindykacji. Członek Zespołu Roboczego ds. Restrukturyzacji i Upadłości w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA