fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Nakaz zwrotu spreadów wątpliwy konstytucyjnie

Fotorzepa/Marta Bogacz
Prezydencki projekt ustawy całą odpowiedzialnością za pobieranie nieuczciwych spreadów obciąża banki. Tymczasem współwinne jest państwo, które powinno tą odpowiedzialnością się podzielić – pisze ekspert Marcin Wiącek.

Prezydencki projekt ustawy o zasadach zwrotu niektórych należności wynikających z umów kredytu i pożyczki jest inicjatywą ważną i ma na celu częściowe rozwiązanie problemu społecznego. Wiadomo, że niektóre banki wykorzystywały fakt, iż przeciętny klient często nie potrafi ocenić ryzyka, jakie może wiązać się ze skorzystaniem z takiego czy innego instrumentu finansowego – w tym zabezpieczonego hipoteką kredytu mieszkaniowego. Liczni klienci, zachęceni pozornie atrakcyjnymi ofertami, decydowali się na kredyty udzielane co prawda w walucie polskiej, jednak ich wysokość była, mówiąc najogólniej, odnoszona najczęściej do franka szwajcarskiego. Był to w istocie rodzaj zakładu, gdyż nie da się przewidzieć procesów zachodzących na rynku, które skutkują zmianą wartości waluty. A chodzi przecież o inną walutę niż ta, w której kredytobiorca otrzymuje wynagrodzenie.

Pomoc się należy...

Projekt ustawy ma na celu rozwiązanie jednego z aspektów problemu, tzn. kwestii tzw. spreadów pobieranych przez banki w latach 2000–2011. Spread to różnica między kursem rynkowym waluty a kursem ustalonym przez bank. Niektóre banki zastrzegały w umowach, że przeliczenie rat będzie następowało na podstawie tabel ustalanych przez same banki w oparciu o niejasne i dowolnie dobrane parametry. Banki osiągały tu dodatkowy dochód. Zmiana tego stanu rzeczy nastąpiła 26 sierpnia 2011 r., kiedy weszła w życie tzw. ustawa antyspreadowa. Od tego momentu banki mają obowiązek zamieszczania w umowach zasad, na podstawie których będą obliczane spready. Kredytobiorcom umożliwiono też spłatę rat bezpośrednio w walucie obcej, co pozwala na uniknięcie spreadu.

Ustawa zadziałała jednak na przyszłość, a więc problem spreadów pobranych przed 2011 r. pozostał. Próbuje go rozwiązać projekt prezydencki. Zakłada przyznanie kredytobiorcom roszczenia o zwrot części spreadów pobranych w latach 2000–2011.

Nie ma wątpliwości, że państwo powinno udzielić ochrony tym, wobec których banki stosowały nieuczciwe praktyki. Obowiązek ten wynika z art. 76 konstytucji. Należy jednak zwrócić uwagę na dwa problemy.

Po pierwsze, w świetle zasad pomocniczości (preambuła) i proporcjonalności (art. 31 ust. 3) zastosowanie rozwiązania zależy od tego, czy celu nie da się osiągnąć rozwiązaniem łagodniejszym, mniej ograniczającym wolności czy prawa jednostek, w mniejszym stopniu ingerującym w wartości chronione konstytucją. Do takich wartości należy m.in. pewność obrotu czy stabilność umów. Na przykład, jeśli problem może być rozwiązany na drodze postępowań sądowych – w warunkach umożliwiających analizę konkretnej sprawy, a także wymianę przez strony argumentów, ocenianych następnie przez niezależny organ – to ustawodawca powinien przynajmniej na jakiś czas powstrzymać się z wprowadzaniem generalnych nakazów czy zakazów.

...lecz bez pilnej potrzeby

Z tej perspektywy można odnieść wrażenie, że omawiany projekt jest przedwczesny. Poszkodowani walczą o prawa przed sądami, uzyskują procesowe wsparcie prezesa UOKiK i w efekcie, po zbadaniu przez sąd całości danej umowy, często udaje się im odzyskać pobrany spread (jako świadczenie wynikające z tzw. niedozwolonego postanowienia umownego). Nie ma zatem aktualnie pilnej potrzeby interwencji ustawowej. Być może potrzeba się pojawi, jeśli praktyka poszłaby w inną stronę i klienci nie będą uzyskiwali skutecznej ochrony sądowej.

Drugą kwestią jest analiza przyczyn obecnej sytuacji. Lektura uzasadnienia projektu prowadzi do wniosku, że to niektóre banki są wyłącznie winne szkód kredytobiorców. To uproszczenie. Banki nie są w świetle prawa instytucjami zaufania publicznego, jak kancelarie prawnicze czy placówki służby zdrowia. Są to przedsiębiorcy, których działalność jest nastawiona na zysk. Z kolei klient banku, biorąc kredyt hipoteczny, zawiera z bankiem umowę z reguły najważniejszą w życiu, obciążającą budżet jego i rodziny na kilkadziesiąt lat. Obowiązkiem państwa jest gwarantowanie, że kredytobiorca będzie w sposób dla niego zrozumiały poinformowany o skutkach decyzji, w szczególności o tym, jakie opłaty będzie musiał ponosić oraz na jakich zasadach będą one liczone.

Winne jest państwo

Do 2011 r. państwo nie wywiązywało się z tego obowiązku. Nie stworzono infrastruktury prawnej, chroniącej kredytobiorców hipotecznych w relacjach z bankami. Ustawa nie zabraniała kształtowania spreadów w oparciu o arbitralnie dobrane przez bank kryteria. Prowadzi to do wniosku, że państwo jest współodpowiedzialne za powstanie sytuacji.

W świetle zasady sprawiedliwości społecznej, wynikającej z art. 2 konstytucji, odpowiedzialność za powstanie negatywnego zjawiska powinna być rozłożona równomiernie między wszystkich jego „sprawców".

Prezydencki projekt ustawy nie uwzględnia tej okoliczności. Całą odpowiedzialnością za pobieranie nieuczciwych spreadów obciążono banki, a więc pośrednio klientów. Jest wszak oczywiste, że koszty wynikające z wejścia ustawy banki będą przerzucać na klientów (np. podwyższając rozmaite opłaty). Dlatego powstaje pytanie, czy wejście w życie ustawy nie doprowadzi do wtórnej niesprawiedliwości, wynikającej z nierównomiernego rozłożenia kosztów rozwiązania problemu.

Autor jest doktorem habilitowanym na Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA