Opinie

Normy zaskoczyły sprzedawców węgla

Adobe Stock
Choć temperatura za oknem jak na jesień jest dla nas łaskawa, to sezon grzewczy trwa już od kilku tygodni. Gdy zrobi się chłodno, będziemy oddychać powietrzem gęstym od smogu.

Tymczasem w składach węgla panika, bo wprowadzono normy jakości paliw stałych do domowych pieców i lokalnych kotłowni. Firmy działające na tym rynku co prawda wiedziały, że ten dzień w końcu nadejdzie, ale i tak nie zdążyły się przygotować. Przede wszystkim dlatego, że kluczowe rozporządzenie ministra energii wraz ze wzorem poświadczającym parametry kupowanego węgla sprzedawcy zobaczyli dopiero miesiąc temu.

Ledwo 30-dniowe vacatio legis rzeczywiście było wyzwaniem. W tak krótkim czasie przedsiębiorcy nie byli w stanie dostosować systemów informatycznych do nowych przepisów. I to nawet ci, którzy bacznie obserwowali batalię o normy jakości dla węgla.

Resort energii chciał jednak obwieścić sukces przed sezonem grzewczym. Zapewne ważniejszym powodem pośpiechu były wybory samorządowe – walka ze smogiem była na ustach wielu polityków lokalnych startujących z listy Zjednoczonej Prawicy.

Branży nie pomogły długie konsultacje międzyresortowe i społeczne. Właśnie z tego powodu zabrakło czasu na dłuższe vacatio legis. Branża broniła się przed normami, sięgając po argument o wyższych kosztach zakupu paliwa dla klientów. Nie pamiętam jednak, by przedsiębiorcy skarżyli się na brak wiedzy o tym, jak mają wyglądać świadectwa jakości wydawane klientom. Wydaje się, że to powinno być przedmiotem kuluarowych rozmów sprzedawców z ministerstwem. Zwłaszcza że pomyłka grozi wysoką grzywną. Jeśli takie rozmowy miały miejsce, to zaskoczenie sprzedawców jest co najmniej dziwne.

Program „Czyste powietrze", przyjęty przez rząd w lutym 2017 r., od początku zakładał wprowadzenie norm jakości dla węgla. Tymczasem zaskoczył handlujących węglem tak jak zima co roku zaskakuje drogowców.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL