fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Dawid Piekarz: Zmieńmy prawo, zamiast grozić przedsiębiorcom

Adobe Stock
Czy spotkaliście się Państwo z urzędem skarbowym, który odpuszcza obywatelowi podatek uznając, że co prawda ustawa jasno stwierdza, że pieniądze się fiskusowi należą, ale przecież intencje twórców regulacji były zgoła inne? Lub z sądem, który orzeka, że owszem, jazda po wódce jest przestępstwem, ale narodziny syna są wyjątkową okazją do wypicia? Nie – i raczej się Państwo z tym nie zetkną. Byłoby to absurdem i stawiało na głowie całe pojmowanie prawa. Natomiast urzędnicy nie widzą absurdu w obwinianiu obywateli za to, że korzystają z możliwości, jakie daje im źle skonstruowane prawo.

Wrogiem numer jeden mnóstwa urzędów stał się pewien warszawski deweloper, który po prostu dokładnie przeczytał ogromną twórczość prawodawcy, związaną z pandemią. Wśród rozlicznych specjalnych regulacji jest i taka, która pozwala na budowę inwestycji służących walce z pandemią, jej skutkami oraz skutkami wywołanemu przez nią kryzysu w specjalnym trybie. Wystarczy dokonać zgłoszenia – i można budować.

Tak szeroka regulacja powoduje, że da się podciągnąć pod nią niemal wszystko. Od budowy gorzelni, poprzez spa (rehabilitacja psychofizyczna dla rekonwalescentów!) a na wesołym miasteczku skończywszy. Zresztą tu i ówdzie, także w powiecie warszawskim zachodnim, w którym postanowił inwestować nasz deweloper, różne obiekty w specjalnym trybie powstają. Skąd więc ta burza?

Deweloper ogłosił, że zbuduje 15 ekologicznych domów jednorodzinnych, które najpierw będzie wynajmował jako izolatoria, a potem – po preferencyjnych stawkach – jako domy dla osób dotkniętych kryzysem. Urzędnicy nie kryją, że tę zapowiedź traktują jako blef, jako sprytne kłamstwo. Poszedł nawet donos do prokuratury, że inwestor wprowadza w błąd szanowną władzę. Cóż, pismo jest łatwo napisać i wysłać, ale trudniej udowodnić złą wolę. No, chyba że urzędnicy dysponują nagraniem, na którym deweloper, śmiejąc się szyderczo, zapowiada, że żadne koronaosiedle nie powstanie...

Urzędnicy są bezsilni, i to podwójnie. Po pierwsze, prawo jest na tyle jasne, że nie sposób udowodnić deweloperowi złamania jakiegokolwiek przepisu. Po drugie, zdają sobie sprawę, że regulację sformułowano, celowo lub z powodu przeoczenia, w sposób niezwykle nieprecyzyjny. Przypomina się sytuacja, w której oferent wygrał proces ze sprzedającym samochód za pośrednictwem jednego z portali. Otóż sprzedający pomylił się i zamiast, powiedzmy, 40 000 zł, wpisał 400 zł. Sąd uznał, że umowa musi być dotrzymana i to sprzedający ponosi konsekwencje swej nonszalancji. Dlaczego więc konsekwencję nonszalancji ustawodawcy ma ponosić przedsiębiorca? Tym bardziej, że podobna reguła nigdy nie działa w drugą stronę. Wobec podatników państwo lubi stosować wykładnię rozszerzającą ich obowiązki, nigdy zaś prawa. Natomiast oczekuje, że obywatele wezmą poprawkę na to, iż domniemanie racjonalności ustawodawcy jest tylko pewną konstrukcją myślową – i sami się ograniczą.

Dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA