fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Politycy przygotowali ustawę o kontroli niektórych inwestycji

Tomasz Pietryga
Fotorzepa, Waldemar Kompala
Pamiętam to przerażenie, kiedy w 2014 r. okazało się, że Grupie Azoty grozi wrogie przejęcie przez Rosjan.

Norica Holding zwiększyła wówczas udział w akcjonariacie grupy nadzorowanej przez  polski Skarb Państwa o 2,8 proc. i miała łącznie ponad 20 proc. akcji chemicznej firmy. Rosjanie podejmowali próby wrogiego przejęcia przez kilka lat. Gdyby się to udało, tej strategicznej z punktu widzenia interesów państwa spółce groziłaby utrata suwerenności gospodarczej.

Państwo, zupełnie zaskoczone, w jednej chwili stało się bezradne. A rząd i urzędnicy resortu skarbu chaotycznie poszukiwali rozwiązań, aby nie dopuścić do złego obrotu sprawy. Udało się.

Morał z tej historii był jednak aż nadto  czytelny. Przez całe dekady nikt z rządzących nie myślał, jak praktycznie zabezpieczyć strategiczne z punktu widzenia państwa spółki energetyczne czy paliwowe.  Ba, nie podjęto nawet poważnej debaty nad bezpieczeństwem gospodarczym państwa. Co najwyżej kończyło się na deklaracjach i błogim przeświadczeniu o sprawiedliwej ręce rynku i zawsze dobrych intencjach zagranicznych inwestorów, którzy przywożąc do Polski kapitał, sprawiają, że finalnie korzystamy na tym wszyscy.

Sprawa Grupy Azoty brutalnie przerwała to softkolonialne przeświadczenie o znikomej roli państwa w gospodarce. Pojawiło się pytanie, dlaczego, skoro Niemcy czy Austriacy mogą chronić ustawami swoje strategiczne firmy, w Polsce taka ochrona miałaby być ujmą czy zamachem na zagraniczny kapitał.

Kiedy wybuchł konflikt na Ukrainie, świat się zmienił. Zaczęło do nas docierać, że w epoce imperialnych zapędów Rosjan, a zarazem nowych technologii, równie groźne dla państwa jak rakiety czy czołgi mogą być transakcje kapitałowe czy stojące za nimi potężne korporacje finansowe bez zdefiniowanej przynależności państwowej, które – mając złe intencje – mogą destabilizować sytuację w państwie, a nawet przejąć kontrolę nad jego strategicznymi obszarami.

Dlatego dobrze się stało, że politycy wyciągnęli wnioski i dość sprawnie przygotowali ustawę o kontroli niektórych inwestycji. Niestety, kontrowersje pojawiają się nadal. Część ekspertów zarzuca nowym przepisom, że zbyt daleko ingerują w mechanizmy rynkowe, dając urzędnikom zbyt dużą swobodę decyzyjną.

Granica działania państwa i rynków kapitałowych jest  zawsze obszarem szczególnie wrażliwym. Dlatego wszelkie instrumenty ingerencji w rynek powinny być konstruowane z chirurgiczną wręcz precyzją. Tak aby przy okazji strategicznej ochrony nie zaszkodzić i tak już mocno poobijanemu rynkowi kapitałowemu w Polsce.

Czy państwo, przyjmując ustawę, odrobiło lekcję? Czas pokaże, gdyż przepisy zaczną obowiązywać 1 października. Warto im się przyglądać z dużą uwagą, wprowadzając ewentualne korekty. Tak aby stała się orężem w walce z wrogami państwa, a nie elementem politycznych rozgrywek czy nacisków, szkodzącym gospodarce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA