fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Bartosz Węglarczyk: Ludzka rzeka płynie do Polski

Bartosz Węglarczyk
Fotorzepa, Robert Gardziński
Dla europejskich polityków zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego jest od wielu miesięcy tematem numer jeden. Na unijnych szczytach terroryzm islamski od dawna przykrywa inne tematy. Teraz budzimy się i my.

W Polsce też byli politycy – choćby Magdalena Ogórek - którzy tłumaczyli, że mało kogo na Zachodzie interesuje Ukraina, a wszyscy boją się raczej ukrytych wśród setek tysięcy imigrantów bojowników Państwa Islamskiego. Większość komentatorów wówczas jednak wyśmiewała głoszących takie tezy. Dziś o zagrożeniu mówi w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" szef ABW - i śmiesznie już nie jest.

Europa stoi przed nieprawdopodobnym problemem: jak wpuścić do siebie tysiące prawdziwych uciekinierów z ogarniętych wojną Syrii czy Libii, a jednocześnie wyłowić spośród nich terrorystów. ABW twierdzi, że jest na to gotowa. Ale nieoficjalnie przedstawiciele europejskich służb specjalnych przyznają, że skutecznie skontrolować setki tysięcy ludzi w krótkim czasie się nie da. A co z tymi, którzy dać skontrolować się nie chcą? Jak ich znaleźć, jeśli będą unikali kontaktów z jakimikolwiek instytucjami w Europie?

Na naszym oczach upada ostatecznie mit o tym, że „nasza chata z kraja", a więc problemy innych Polski nie dotyczą. Okazuje się nagle, że wojna w Syrii ma bezpośredni wpływ na sytuację w naszym kraju. Fala imigrantów prędzej czy później do nas bowiem dotrze – czy to wtedy, gdy Bruksela wymusi na Polsce zasadę europejskiej solidarności, czy to dlatego, że swoje granice uszczelnią Węgry, Czechy, czy Austria.

Ludzka rzeka nie różni się od prawdziwej – gdzieś ujście znaleźć musi. Ktoś wreszcie spojrzy na mapę i zauważy, że przez Polskę także można dotrzeć do Niemiec. Dramatyczne wydarzenia, jakie znamy z dworca Keleti w Budapeszcie niebawem możemy mieć na warszawskim Centralnym.

Nie ma prostej odpowiedzi, jak zaradzić dramatowi Syryjczyków i Libijczyków. Potrzebujemy gwałtownie informacji i publicznej dyskusji – o prawdziwych zagrożeniach i realnych możliwościach polskiego państwa. Od odpowiedzialności polityków zależy, czy w czasie kolejnej kampanii będziemy rozmawiać o tym, co nam naprawdę grozi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA