fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: Banki w opałach

Adobe Stock
Banki z reguły nie cieszą się wielką miłością ludzi, a już szczególnie w czasach kryzysu.

Owszem, klienci zgłaszają się do nich, gdy potrzebują kredytu albo kiedy chcą, by ich ciężko zarobione oszczędności przynosiły bezpieczny dochód. Ale kiedy w gospodarce zaczyna być naprawdę źle, niechęć do banków gwałtownie wzrasta.

Kredyty, które jeszcze niedawno wydawały się łatwe do spłaty, zaczynają ciążyć jak kula u nogi skazańca. A bank, wyglądający dość sympatycznie w czasach, gdy ich udzielał, teraz wydaje się rabusiem, który chce nas zadusić po to, by czerpać z cudzego nieszczęścia swoje gigantyczne zyski.

A co z właścicielami oszczędności? Patrzą dziś na ofertę banków i widzą zerowe oprocentowanie depozytów. A właściwie ujemne, jeśli wziąć pod uwagę związane z kontem opłaty! To skandal, mówią zgodnym głosem, wszyscy wiedzą, że banki siedzą na miliardach, a posiadaczy depozytów chcą dziś po prostu oszukać. Płacić bankom za przetrzymywanie pieniędzy? To jakiś absurd, nigdy na to się nie zgodzimy. Zwłaszcza że, jak wiadomo, mimo kryzysu banki jakoś nie udzielają kredytów z ujemnym oprocentowaniem.

Rozumiem rozczarowanie ludzi, którym w głowie się nie mieści, że bank żąda zapłaty za zdeponowanie pieniędzy, zamiast płacić odsetki. Ale tak naprawdę, to nie jest wina banku.

Po pierwsze to, że banki siedzą na miliardach, nie oznacza, że są one ich właścicielami. Banki żyją z marży, czyli różnicy pomiędzy odsetkami pobieranymi od kredytów i wypłacanymi właścicielom depozytów. Kiedy w gospodarce jest krucho, trudno znaleźć wiarygodnych kredytobiorców, więc dochód z oprocentowania udzielanych kredytów musi spaść, a wraz z nim spada marża. Aby przeżyć, bank próbuje choć część tego spadku marży przerzucić na klientów, więc w konsekwencji spada oprocentowanie depozytów.

Po drugie proces ten został potężnie wzmocniony przez politykę państwa. Obniżając swoje stopy procentowe praktycznie do zera, NBP zmusił banki do dalszego ograniczenia odsetek od kredytów (zazwyczaj obliczanych jako bliski dziś zeru WIBOR plus marża). A to znaczy, że banki naprawdę nie mają z czego wypłacać odsetek od depozytów.

Po trzecie, wobec braku dostatecznej ilości wiarygodnych kredytobiorców, najbardziej atrakcyjnym sposobem inwestowania naszych pieniędzy przez banki stają się bezpieczne obligacje skarbowe. Jednak ponieważ NBP jest gotów skupić ich dowolną ilość, drukując dodatkowe pieniądze, ich oprocentowanie również spada do symbolicznego poziomu.

Efekt jest taki, że wobec spadających przychodów z tytułu odsetek od kredytów i obligacji, banki muszą też ograniczyć swoje wydatki. A najważniejszym wydatkiem są odsetki wypłacane posiadaczom depozytów. Dziś w gruncie rzeczy ujemne.

Co z tym możemy zrobić? W gruncie rzeczy niewiele. W czasach kryzysu trudno znaleźć jakąkolwiek inwestycję, która przyniosłaby znaczący dochód bez większego ryzyka. Możemy oczywiście świadomie zaryzykować i kupować różne aktywa finansowe, ale bez gwarancji, że nie stracimy całości zainwestowanych pieniędzy.

Możemy też kupić złoto i zakopać je w ogródku, ale ktoś je może odkopać. Albo zanieść pieniądze do banku – i płakać ze złości, widząc, że zamiast dochodu przyniosą niedużą stratę. Bo w czasach kryzysu gwarancja, że nie stracimy naszego kapitału, jest czasem warta nawet zaakceptowania straty.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA