fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Mariusz Korpalski: jak banki pogrążają ludzi

123RF
Przed sądami zapadają kolejne wyroki pokazujące, że instytucje, które powinny działać w najlepiej pojętym interesie klienta, potrafią nadużywać jego zaufania.

Sąd Okręgowy w Warszawie w sprawie z powództwa klientów Noble Bank SA (marka handlowa Metrobank), obecnie Getin Noble Bank SA, obejmującej rozliczenie kredytów indeksowanych zaciągniętych na inwestycje finansowe Skandia i Noble Funds, uznał umowy kredytowe za nieważne i zasądził zwrot ponad 285 tys. zł z odsetkami za opóźnienie (wyrok z 24 czerwca 2019 r., sygn. XXV C 266/15).

Małżeństwo, które miało już kredyt mieszkaniowy w innym banku, udało się do doradcy finansowego celem optymalnego zagospodarowania oszczędności. Doradca rekomendował zainwestowanie wolnych środków w walory Skandia Życie TU SA. Pieniędzmi uzyskanymi z inwestycji klienci mieli spłacić kredyt mieszkaniowy.

Po pewnym czasie klienci udali się do tego samego doradcy po kredyt na budowę garażu. Tym razem polecono im kredyt w Noble Bank SA, którego zabezpieczeniem miały być nabyte wcześniej walory Skandii. Potem historia zatoczyła koło. Klienci zdradzili doradcy, że mają jeszcze niezagospodarowane oszczędności. Ten poradził ulokować je w funduszu inwestycyjnym banku i zwiększyć wolumen inwestycji środkami z drugiego kredytu. Zabezpieczeniem miały być nabyte walory Noble Funds TFI.

Po kilku latach, gdy nadszedł czas spłaty kredytów, okazało się, że wartość inwestycji stopniała tak bardzo, iż małżeństwo nie miało z czego ich spłacić. Nie było innej możliwości utrzymania płynności finansowej rodziny niż podpisanie aneksów do umów kredytowych na warunkach podyktowanych przez bank. Warunki te były niekorzystne. Nie tylko zwiększały koszt kredytu, ale też wprowadzały niejasne zasady likwidacji i wyceny walorów będących zabezpieczeniem kredytów oraz drakońskie opłaty za samo zawarcie aneksu.

Po kolejnym odraczaniu terminu spłaty kredytów klienci zorientowali się, że to droga donikąd, a dalszy spadek wartości walorów może jeszcze pogorszyć ich sytuację finansową. Zdecydowali się na złożenie pozwu, w którym zażądali zwrotu pieniędzy zapłaconych jako koszt kredytów.

Po dziesięciu posiedzeniach sąd zamknął rozprawę. Bank, mimo wielokrotnych pytań sędziego, nie był skłonny do rozważenia ugody.

Sąd uznał umowy kredytowe za nieważne na podstawie art. 58 § 2 kodeksu cywilnego jako sprzeczne z dobrymi obyczajami (zasadami współżycia społecznego). Umowy kredytów indeksowanych do waluty obcej służyły sfinansowaniu inwestycji na rynku finansowym. Taki „wehikuł inwestycyjny" obciążał klienta nie tylko ryzykiem walutowym, ale i inwestycyjnym. Klient ryzykował utratę zarówno oszczędności, jak i środków z kredytu. Z drugiej strony ryzykował utratę wartości zabezpieczenia kredytów i wzrost wartości zadłużenia kredytowego. Pewne miało być tylko to, że kredyt będzie do spłaty po bieżących kursach wskazywanych przez bank w tabeli kursowej.

Sąd uznał, że bank nie dopełnił obowiązków informacyjnych zarówno co do ryzyka walutowego (ciążących na nim na podstawie dyrektywy 93/13/EWG), jak i co do ryzyka inwestycyjnego (na podstawie dyrektywy 2004/39/WE, tzw. MiFID). Ponadto stwierdził, że ryzyko inwestycyjne jest niesymetrycznie rozłożone, i przyjął to za dodatkową przesłankę nieważności. Do tych wniosków sąd doszedł w oparciu o orzecznictwo SN dotyczące dyrektywy MiFID w zakresie opcji walutowych.

Aneksy i pełnomocnictwa podzieliły los umów – były nieważne.

Zasądzone kwoty zostały ustalone w oparciu o: przepisy o nienależnym świadczeniu w zakresie, w jakim klienci płacili dobrowolnie raty odsetkowe (art. 410 k.c.); przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu właściwym w zakresie, w jakim bank działał na podstawie nieważnego pełnomocnictwa, które dzieliło los nieważnej umowy (art. 405 k.c.); przepisy o odpowiedzialności odszkodowawczej w zakresie kosztów egzekucji, gdyż bank egzekwował kredyt w zakresie, w jakim środki z inwestycji nie wystarczyły na spłatę kredytu (art. 471 k.c. w zbiegu z art. 415 k.c.).

Bankowi przysługuje apelacja. Mocno prawdopodobne jest jednak, że zrezygnuje z zaskarżania wyroku. Na ostatniej rozprawie przyznał bowiem, że klauzule indeksacyjne określają główne świadczenia stron umów kredytowych. Wobec oczywistej bezskuteczności tych klauzul, wynikającej z dowolnego odesłania do tabeli banku, trudno mu będzie przedstawić konstrukcję, która pozwoliłaby utrzymać w mocy umowę nieokreślającą głównych świadczeń stron. W takich warunkach decyzja o ponoszeniu kosztów sądowych apelacji w wysokości 100 tys. zł mogłaby być wręcz potraktowana, biorąc pod uwagę sytuację finansową banku, jako działanie na szkodę banku, deponentów, a nawet Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Sąd kilkakrotnie odniósł się do podobnej sprawy wytoczonej przez klientów tego samego banku, zakończonej wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie 5 marca 2019 r. (sygn. akt I ACa 7/18). W tamtej sprawie sądy również stwierdziły nieważność podobnych umów kredytowych. Wydaje się jednak, że opisywany przypadek jest jeszcze bardziej drastycznym przykładem nadużycia zaufania przez instytucje, które powinny działać w najlepiej pojętym interesie klienta.

Autor jest radcą prawnym, partnerem w kancelarii Komarnicka Korpalski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA