fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Paweł Rochowicz: Podwyżka w nieładnym stylu

Adobe Stock
Wielu drobnych przedsiębiorców może się poczuć oszukanych. Państwo chytrze podniesie im podatek, choć dla niepoznaki jego stawka pozostanie bez zmian.

Przecież nie podnosimy podatków" – mógłby powiedzieć premier, komentując insynuacje publicystów i ekspertów, jakoby tzw. "Polski Ład" PiS oznaczał dokręcanie śruby biznesowi. I rzeczywiście, w zapowiedziach stawki procentowe CIT, PIT i VAT ani drgnęły. Gorzej, gdy przyjrzeć się szczegółom. Bo na przykład PIT oblicza się z użyciem wielu zmiennych, takich jak kwota wolna, ulgi czy odliczenia składek. Właśnie dowiedzieliśmy się, że owa kwota wolna nie będzie stosowana przy obliczaniu podatku od jednoosobowych przedsiębiorców płacących prosty, 19-procentowy podatek. I podobnie jak inni podatnicy nie będą mogli odliczyć sobie od podatku składki zdrowotnej.

A wszystko po to, aby system był „bardziej sprawiedliwy".

Cofnijmy się do jesieni 2003 r., gdy rządzący Sojusz Lewicy Demokratycznej przeforsował w Sejmie ów liniowy PIT. Argumentowano to mniej więcej tak: indywidualny przedsiębiorca ryzykuje samodzielne działanie wbrew różnym koniunkturom i kryzysom, więc nie dręczmy go wysokim podatkiem. Niech płaci te 19 proc. i dźwiga naszą gospodarkę. Przecież za kilka miesięcy wchodzimy do Unii Europejskiej, a tam jest silna konkurencja, więc przynajmniej tym drobnym ulżyjmy.

Tyle argumentacji sprzed lat. A dziś? Eksperci już wyliczają, że małemu przedsiębiorcy będzie się opłacało nawet założyć jednoosobową spółkę z o.o., aby nie płacić więcej. I cóż, że kosztem formalności z rejestracją i utrzymywaniem spółki.

Zastanawiające, że nominalnie lewicowe ugrupowanie wprowadziło rozwiązanie ewidentnie liberalne. Dziś partia mająca w nazwie „sprawiedliwość" zapowiada, że ci, którzy ponoszą wielkie ryzyko w kryzysowym czasie zarazy, mają płacić więcej. A osoby na etatach czy emeryci, w porównaniu z nimi ekonomicznie bezpieczniejsi, mają płacić mniej.

Może dla celów propagandowych da się to nazwać ładem, ale nie jest to ładne zachowanie. Głównie dlatego, że istotne elementy nowych porządków są ujawniane po cichu i półgębkiem, dopiero gdy dziennikarz dopyta. A przecież to nie koniec. Wyraźnie zapowiedziano, że projekty ustaw, czyli konkrety, pojawią się dopiero jesienią. I dopiero wtedy dowiemy się, jakie naprawdę będą te zapowiadane ułatwienia w podatkach czy formalnościach budowlanych.

Jeśli rząd chciałby się zachować ładnie i z klasą, powinien powiedzieć szczerze: jest kryzys, musimy zacisnąć pasa, przez jakiś czas będzie trudniej. Niestety, zdaje się iść w kierunku propagandy rodem z epoki późnego Gierka. Wtedy kraj z niewydolną gospodarką tonął w długach, ale ogłoszono szumnie: będzie autostrada z zachodu na wschód, by olimpijczycy wygodnie dojechali przez Polskę na igrzyska w Moskwie. Skończyło się na kilku niedokończonych wiaduktach w szczerym polu.

Drobni przedsiębiorcy są wszędzie, w miastach wielkich, małych i na wsiach. Także na Podkarpaciu, w Świętokrzyskiem czy na Lubelszczyźnie, czyli w tych regionach, w których dotychczas poparcie dla partii „sprawiedliwej" było największe. Tych, którzy płacą liniowy PIT, jest ponad 700 tys. Też są wszędzie. Najwyraźniej PiS uznał, że w kolejnych wyborach poradzi sobie bez ich głosów. Pytanie, czy się nie przeliczy.

Czytaj też:

Kij na 700 tys. mikrofirm: na liniowym nie będzie kwoty wolnej

Firmy na liniowym PIT chcą uciec przed Polskim Ładem PiS

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA