fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Waldemar Gontarski: Grożą nam miliardowe odszkodowania za stan nadzwyczajny

Adobe Stock
Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego przy obecnie obowiązującym ustawodawstwie rodzi ryzyko zapłacenia przez Polskę wielomiliardowych odszkodowań inwestorom zagranicznym – tak wynika z tekstu Andrzeja Mikosza, i z tym poglądem autora wypada się zgodzić, ale tylko z tym, bowiem epidemia może obejmować cały obszar państwa.

Co się dzieje, gdy prawnik zastępuje prawo czymś innym...

... - o tym dowiadujemy się z tekstu autorstwa A. Mikosz, „Skutki różnicy między pandemią i epidemią" („RZ" z 23 kwietnia br.).

Najpierw zaglądamy do encyklopedii

Już następująca wypowiedź: „W Polsce bowiem nie występuje 'epidemia' Covid-19; całe terytorium Polski zostało objęte pandemią tej choroby" – skłania do zastanowienia się, po co Autor zaprząta uwagę Czytelników „Rz", skoro zdradza luki w wiedzy encyklopedycznej. „Pandemia" – „nazwa epidemii o szczególnie dużych rozmiarach, obejmującej kraje [liczba mnoga – przyp. mój, W.G.], a nawet kontynenty" (Encyklopedia PWN, online); „epidemia" – „wystąpienie u ludzi zachorowań na określoną chorobę w określonym czasie i na określonym terenie w liczbie przypadków większej niż przeciętnie" (tamże).

Wprowadźmy zwrot „definicja pandemii" w wyszukiwarkę na stronie Światowej Organizacji Zdrowia (www.who.int), a wtedy dowiemy się, że pandemia ma charakter transgraniczny, tzn. pandemia jest epidemią obejmującą więcej niż jedno państwo („A pandemic is defined as ").

Słowem, epidemia może dotyczyć całego obszaru państwa. Inna rzecz, że pandemia też jest epidemią, tylko o zasięgu większym niż obszar danego państwa.

Gdyby prawnicy wypowiadający się publicznie mieli obowiązek (wewnętrzny) uprzedniego sięgania po wiedzę powszechną, to nie pisaliby takich rzeczy:

„Epidemia, z punktu widzenia podejścia nauki o zdrowiu publicznym czy słownika języka polskiego, oznacza wystąpienie pewnego zjawiska (wzrostu zachorowań czy nowego czynnika chorobotwórczego) na pewnym, ściśle określonym obszarze. Zjawisko, które objęło swoim zasięgiem Polskę, nie ma charakteru epidemii; nie ma już obszaru, na którym by ono nie występowało".

Autor uzbrojony w taką (nie)wiedzę encyklopedyczną – polegającą na tym, że niby epidemia nie może dotyczyć całego obszaru Polski – w imię obrony Konstytucji RP, przystąpił do ataku na akt z konstytucyjnego katalogu źródeł prawa powszechnie obowiązującego – na rozporządzenie ministerialne wprowadzające wpierw stan zagrożenia epidemicznego, a później stan epidemii:

„Przesłanką faktyczną powstania kompetencji ministra zdrowia do wydania takiego rozporządzenia jest wystąpienie epidemii lub zagrożenia epidemią. Tymczasem twierdzenie faktyczne jakoby w Polsce występował stan zagrożenia epidemicznego czy epidemia – w rozumieniu ustawy – jest fałszywe. W Polsce bowiem nie występuje 'epidemia' Covid-19; całe terytorium Polski zostało objęte pandemią tej choroby".

Następnie zaglądamy do ustawy

Jak wiadomo, minister zdrowia, w porozumieniu z ministrem spraw wewnętrznych, na wniosek generalnego inspektora sanitarnego, wprowadził na terytorium całego kraju „stan epidemii", a podstawą prawną tego działania był art. 46 ust. 2 i 4 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Co istotne, a co pomija A. Mikosz, ustawa ta (przyjęta w okresie rządów PO-PSL) nie przewiduje odszkodowań. Przeto brak odszkodowań to kwestia ustawy (a nie rozporządzenia), zaś ustawa obdarzona jest domniemaniem legalności. Tylko więc kierując się racjami pozaprawnymi można pisać w omawianym kontekście: „Rozporządzeniom władzy wykonawczej nie przysługuje domniemanie zgodności z Konstytucją".

Ponadto definicję legalną epidemii przynosi w art. 2 ust. 1 pkt 9 tej ustawy: „epidemia - wystąpienie na danym obszarze zakażeń lub zachorowań na chorobę zakaźną w liczbie wyraźnie większej niż we wcześniejszym okresie albo wystąpienie zakażeń lub chorób zakaźnych dotychczas niewystępujących"; nie jest więc powiedziane, że nie może to być obszar całej Polski, wystarczy odpowiednia (wyraźnie większa) dynamika wystąpienia zakażeń lub chorób zakaźnych. Dopiero jeśli przy wypełnieniu tej przesłanki ustawowej (wystąpienie owej dynamiki) minister nie wydałby wspomnianego rozporządzenia, to z ustawowego punktu widzenia można byłoby mieć pretensje.

Ignorancja względem wiedzy encyklopedycznej i prawnej (z zakresu ustawy) prowadzi do wniosków przeciwnych – i to z tak daleko idącą konsekwencją, że pozwala sformułować tezę o dopuszczalności roszczeń odszkodowawczych (podmiotów dotkniętych ograniczeniami wynikającymi ze stanu epidemii) względem Skarbu Państwa z powodu konsekwencji stanu epidemii oraz o przesłance odpowiedzialności wspomnianych ministrów przed Trybunałem Stanu.

Ryzyko zapłacenia wielomiliardowych odszkodowań w stanie klęski żywiołowej

„Ryzykiem zapłacenia wielomiliardowych odszkodowań" nazywa A. Mikosz wprowadzenie jednego ze stanów nadzwyczajnych (art. 228 Konstytucji) w związku z obowiązywaniem ustawy, o której mowa w art. 228 ust. 4 Konstytucji. I ten pogląd oznacza powrót do rzeczywistego dyskursu prawniczego. Rzeczywistego, opartego na stanie prawnym, w przeciwieństwie do wyrażonych w tym względzie zapatrywań Pani Profesor Ewy Łętowskiej, która w imię jakichś racji pozaprawnych w rozważaniach nad pojęciem „strat majątkowych" z art. 228 ust. 4 Konstytucji pomija kwestię refundacji i nie bierze pod uwagę, że negatywnym następstwem majątkowym jest tutaj utrata możliwości korzystania z rzeczy, czyli utrata uprawnienia stanowiącego atrybut prawa własności (szerzej: W. Gontarski, „W pełni korespondencyjne wybory Prezydenta sposobem na kryzys konstytucyjny", „Rz" z 07 kwietnia br.).

A. Mikosz proponuje dokonać takiej zmiany ustawy, aby ograniczyć ustawowe wyrównanie strat majątkowych przewidziane w przypadku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Przemilcza natomiast swoistą refundację, jaką podmioty, których dotykają ograniczenia powodowane wprowadzeniem stanu epidemii mogą otrzymać na podstawie kolejnych ustaw określanych popularnie słowem „Tarcza", gdzie w sumie mamy tak bliskie Autorowi „miarkowanie" odszkodowań. Przemilcza też odwołanie wyborów prezydenckich jako konsekwencję wprowadzenia któregoś z trzech stanów nadzwyczajnych.

Może chodzi o to, co konstytucjonaliści rozumieją pod pytaniem retorycznym: „Państwo prawa czy populistów?" (tytuł publikacji Pana Profesora Krystiana Complaka („Dziennik. Gazeta Prawna" z 22 kwietnia br.), gdzie czytamy:

„Ale czasy zawsze są jakieś. Lepsze, gdy udajemy się w słoneczny, pogodny dzień do komisji wyborczej, albo gorsze, kiedy idziemy w deszczu w okresie szalejącej epidemii grypy. Gdyby tym się kierowali Amerykanie, już dawno i wielokrotnie musieliby przerywać wybory (prezydenckie czy kongresowe), i to z powodów, jak się wydaje, poważnych, jak wojny (w tym dwie światowe), tornada itp. Mimo to od ponad 200 lat powtarzany jest regularnie w USA ten sam rytuał konstytucyjny. Musimy zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką drogą wolimy podążać: kluczenia, jak obecnie na Węgrzech, czy jednak przestrzegania prawa. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że jeśli raz obniżymy standardy konstytucyjne, pokus do dalszego ich obniżania będzie coraz więcej. I to nie tylko z tego względu, że obecny stan epidemii może trwać jeszcze długo".

Autor jest prof. dr hab. nauk prawnych, adwokatem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA