fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

To nie zwykła defilada, tylko defilada wyborcza

Fotorzepa, Radek Pasterski
Wojskowa parada wpisuje się w ciąg przedwyborczych wydarzeń, czyli „piątki Kaczyńskiego" czy kampanii antyeuro.

Setki żołnierzy, różnorakich pojazdów i typów uzbrojenia, lotnictwo, oczywiście politycy i rzesze widzów – tak będzie w piątek wyglądała warszawska Wisłostrada, którą przemaszeruje, przejedzie i nad którą przeleci wojskowa defilada. Jak to określił Mariusz Błaszczak, szef MON, defilada dodatkowa z okazji rocznicy obecności Polski w NATO i Unii Europejskiej.

Resort promował zresztą wydarzenie za pomocą osobliwego spotu. Już abstrahując od kwestii samego scenariusza, godne zastanowienia były realia przedstawiające polskie wojsko. Jak szybko zweryfikowali eksperci – z pięciu przedstawianych w filmiku efektownych wojskowych ciężarówek produktem nowoczesnym jest zaledwie jedna.

Niestety, tak będzie też z piątkową defiladą. Jestem przekonany, że show się uda, tak jak przy poprzednich tego typu okazjach. Niezależnie od tego, czy będą prezentowane rodzynki, czyli najnowsze nabytki naszej armii, czy niestety dominujący w Siłach Zbrojnych sprzęt starszej generacji. Jedno i drugie przy odpowiednich zabiegach wygląda efektownie, widzowie będą zadowoleni, a fachowcy sobie poutyskują w mediach społecznościowych czy na forach. Czyli jak zwykle.

Tyle że ta defilada nie odbywa się w okolicznościach przypominających wcześniejsze. Między innymi dlatego, że wojsko zaczęło oszczędzać. Wysiłek finansowy związany z zakupami absolutnie niezbędnego uzbrojenia jest tak duży, że MON – pewnie słusznie – stara się ograniczyć wydatki nawet na poziomie prostych prac w jednostkach.

Na rozmach defilady i prób przed nią jednak wystarczyło. Widzowie – być może – nie będą sobie zdawali sprawy, ile kosztuje godzina lotu wszelkich statków powietrznych przelatujących nad Warszawą. Od kilkudziesięciu tysięcy złotych w górę. Na odmalowanie korytarzy w garnizonach pieniędzy nie starcza, na defiladowy rozmach jednak są.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, jest dosyć oczywista. To nie jest zwykła defilada, tylko defilada wyborcza. Oficjalne, rocznicowe intencje są godne poparcia, jednak bez większego trudu można się domyślić, że politycy obozu rządzącego znaleźli idealną okazję, aby po raz kolejny pokazać się w jak najbardziej korzystnym świetle.

W tym sensie parada wpisuje się w ciąg przedwyborczych wydarzeń, czyli „piątki Kaczyńskiego" z „jarkowym" włącznie czy kampanii antyeuro. To posunięcie jest jednak dalece bardziej ryzykowne. Oznacza bowiem wciągnięcie do wyborczej gry apolitycznego z założenia wojska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA