fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Przedsiębiorcy wszystkich branż, łączcie się!

Adobe Stock
Słuszne tezy strategii odpowiedzialnego rozwoju legły na ołtarzu działań rządzących służących głównie zachowaniu władzy – pisze były członek Rady Dialogu Społecznego.

Jest nas, przedsiębiorców w Polsce, ponad 2 miliony. Dużą część tej liczby tworzą osoby samozatrudnione i mikroprzedsiębiorstwa rodzinne. Ale ok. 300 tys. to przedsiębiorstwa i przedsiębiorcy dojrzali i działający w większej skali, którzy są również pracodawcami dla 12 mln pracujących Polaków. Przedsiębiorcy to w znakomitej większości klasa średnia, ludzie lepiej niż przeciętna wykształceni i poinformowani. Świadomość silnego wpływu emocji społecznych na świat gospodarki i klimat pracy w firmach każe im interesować się wszystkim, co formuje otoczenie, w którym funkcjonują biznesowo. Ważne więc, by ich głos był brany przez rządzących pod uwagę w stopniu zauważalnym i większym niż w przypadku przeciętnego Kowalskiego.

Władza umie jednak liczyć: co z tego, że przedsiębiorców jest kilkaset tysięcy, skoro owych Kowalskich jest o rząd wielkości więcej. Kieruje więc swoją propagandę do szerokich mas, obiecując na przedwyborczych wiecach ukrócenie bezprawia i krzywd ze strony przedsiębiorców, a przedsiębiorców w tym samym czasie karmiąc opowieściami o tym, jak bardzo jest proprzedsiębiorcza. Ma to się wyrażać w licznych inicjatywach mających ułatwiać start i prowadzenie innowacyjnego biznesu, takich jak mały ZUS, ulga B+R czy Innovation Box.

Jednocześnie przedsiębiorcy są epatowani tzw. konstytucją biznesu, która w sensie praktycznym ma z konstytucją tyle wspólnego co krzesło z krzesłem elektrycznym. I to nie dlatego, że ustawa zła, lecz dlatego, że jest wyspą na morzu złego prawa. Nie pomogą zaklęcia pani minister Emilewicz i udowadnianie, że zdarzyły się przypadki skorzystania w jednym czy drugim sądzie z zapisów tej ustawy – w skali masowej jej postanowienia są martwe, jednoczesne kontrole nadal funkcjonują w dotychczasowy sposób, a szczytne i słuszne zasady pozostają na papierze.

Już nawet rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw, były poseł PiS pan Abramowicz, zwraca w niedawnym wywiadzie w „Rzeczpospolitej" uwagę, że dociążanie firm obowiązkami biurokratycznymi ma charakter „odkręcania śruby o jeden obrót, ale przykręcania o dwa".

Przedsiębiorcy głosują inwestycjami: ostateczną miarą braku zaufania do rządzących, otoczenia prawnego i niestabilnych regulacji dotyczących biznesu jest właśnie niski poziom inwestycji prywatnych osób krajowych, które nie rosną w liczbach bezwzględnych, a ich stopa wobec rosnącego PKB maleje. Słuszne były tezy strategii odpowiedzialnego rozwoju sprzed czterech lat. Cóż z tego, skoro legły na ołtarzu działań rządzących służących głównie zachowaniu władzy.

Cóż więc robić? Duża odpowiedzialność spoczywa w tej sytuacji na organizacjach przedsiębiorców. Tzw. reprezentatywnych, w rozumieniu ustawy o Radzie Dialogu Społecznego (RDS), jest obecnie pięć, ale jest też wiele innych o charakterze ściśle branżowym lub terytorialnym. Poza RDS pozostaje np. zasłużona Krajowa Izba Gospodarcza.

Niestety, problemem tych organizacji pozostaje atomizacja działań i podatność na uroki „przytulania się" do władzy. Tak więc najświeższa z organizacji reprezentatywnych, skądinąd prezentująca bardzo trzeźwe i racjonalne poglądy gospodarcze, działa tak, jak gdyby jej celem była realizacja zlecenia rozbicia jedynego instytucjonalnego forum kontaktu z rządzącymi, czyli właśnie RDS.

Druga, mieniąca się najstarszą organizacją przedsiębiorców prywatnych, dymisjonuje swojego czołowego działacza na żądanie przedstawiciela władzy, której ten frontowy działacz nadmiernie zalazł za skórę. Trzecia, po zmianie przywództwa, straciła pazur i koncentruje się na kohabitacji z rządzącymi. O wspólnych działaniach na forum RDS, propozycjach ustawodawczych lub zdecydowanych działaniach na rzecz nowego prawa pracy, rozwiązywaniu problemów usług publicznych i np. racjonalizacji coraz to nowych oczekiwań sprawozdawczych wobec biznesu – nie słychać.

Nie są takim głosem wezwania do „Paktu dla Polski", jaki wystosował niedawno prezes BCC Marek Goliszewski. Rzecz nie jest bowiem w propagandowych i dobrze brzmiących sloganach, lecz w faktycznych i rzeczowych propozycjach działań i uregulowań. Prezes BCC dostrzega konieczność reformy RDS, ale słowem nie odnosi się do przedstawianych już na tych łamach propozycji ani nie przedstawia własnych. Nie pokazuje też przykładów spraw ważnych dla przedsiębiorców i gospodarki, z którymi należałoby się zmierzyć w ramach współpracy w RDS, o którą podobno apeluje premier Morawiecki.

Konkrety bowiem mają to do siebie, że mogą wywołać równie konkretną reakcję władzy, która nie musi być nimi zachwycona. Lepiej więc po prostu konkretów unikać, poprzestając na wzniosłych deklaracjach i nagradzaniu zasłużonych...

Nietrudno zgadnąć, skąd biorą się obecne apele rządzących. Idzie spowolnienie gospodarcze, fatalne pęknięcie społeczeństwa na wrogie plemiona jest coraz bardziej widoczne i grożące wybuchem, a praworządnością w Polsce znów interesują się organy unijne. Dlatego rządzącym potrzebna jest legitymizacja ich dotychczasowych zmian prawnych i ustrojowych Polski, w tym budowy „nowych elit".

Organizacje pracodawców nie powinny bezkrytycznie przyjmować agendy rządzących, ale mogą wykorzystać sytuację przy stole negocjacyjnym. Twardo stawiając żądania i otwarcie krytykując działania władzy, mogą w obecnej sytuacji sporo osiągnąć, zwłaszcza gdy inteligentnie sprzymierzą się z (niektórymi) związkami zawodowymi. Warunkiem jest działanie wspólne, a nie rozgrywanie partykularnych interesów. RDS jest świetną ku temu platformą. Dobre pytanie, czy liderzy tych organizacji zdobędą się na konieczny w tym przypadku altruizm i poczucie obrony dobra wspólnego.

Dr Wojciech Warski, przedsiębiorca, w latach 2011–2019 wiceprzewodniczący Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych i Rady Dialogu Społecznego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA