fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Skończyć z wyrokami kopiuj–wklej - komentuje Tomasz Pietryga

Adobe Stock
Pewna sędzia opowiadała mi kiedyś historię sędziego, którego w pisaniu projektów uzasadnień wspomagał asystent. Kiedy ten pewnego dnia skończył kolejne dzieło, może z poczucia ulgi pod ostatnim zdaniem uzasadnienia zrobił dopisek: „I chu...".

Ów dopisek, przez nikogo niezauważony, także przez sędziego, znalazł się w wyroku z orłem Rzeczypospolitej na pierwszej stronie.

Dziś opisujemy przypadek sędziego, który skopiował niemal całe uzasadnienie do wyroku napisane przez innego sędziego, łącznie z literówkami. Sprawa jest bulwersująca i tylko z pozoru inna niż ta pierwsza. Obie bowiem pokazują, jak niesamodzielni bywają sędziowie, wydając wyroki.

Brak samodzielności i plagiat rodzą wątpliwości, czy aby na pewno sędzia w stu procentach przeanalizował naszą sprawę i wydał sprawiedliwy wyrok. I tej niepewności nie umniejszy nawet argument, że przecież skopiowane fragmenty nie miały wpływu na sedno wyroku.

Przypadki kopiowania uzasadnień z podobnych spraw czy aktów oskarżenia prokuratury znane są od lat i w środowisku panuje wręcz przyzwolenie na takie praktyki.

Dobrze charakteryzuje to wypowiedź byłego rzecznika KRS Waldemara Żurka, który przed laty, komentując podobną historię opisywaną przez „Rz", tyle że dotyczącą kopiowania przez sędziego fragmentów z aktu oskarżenia prokuratury, rozbrajająco przyznał, że „nie nazwałby tego skandalem". „Często sądy wzorują się na akcie oskarżenia, jeżeli jest dobrze napisany. Ważne jest te pozostałe 5 proc.".

Dwa lata temu nic złego nie widział w praktyce pisania za niego uzasadnień były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Stanisław Biernat. Kiedy opisaliśmy praktykę zamawiania za pieniądze podatników nie tylko projektów uzasadnień, ale nawet wyroków „z zewnątrz", oskarżono nas, że przyłączamy się do nagonki na sędziów.

Może warto w końcu uderzyć się w piersi, sędziowie? Nie jesteście przecież dla samych siebie, ale dla nas, obywateli. Chcemy mieć pewność wnikliwego zbadania naszych spraw i samodzielnie wydanego wyroku. Wszelkie, nawet najmniejsze wątpliwości podkopują nasze zaufanie, a to najcenniejszy atrybut sędziego.

Na łamach „Rzeczpospolitej" już kilkakrotnie próbowaliśmy rozpocząć dyskusje o wyrokach „kopiuj-wklej", nigdy jednak nie spotkały się z żywą reakcją środowiska. Może warto spróbować jeszcze raz. Dziś uzasadnienia pisane przez wielu sędziów przypominają rozprawy doktorskie i nie wiadomo, dla kogo są. Bo na pewno nie dla podsądnego, który nie rozumie dziesiątek stron prawniczego kodu, pełnego odwołań do innych orzeczeń, doktryny i myśli prawniczej. Czy naprawdę o to chodzi? Czy nie lepiej zrobić to zwięźle, zrozumiale? Zachęcam. Wzrośnie zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, a i kopiowanie nie będzie potrzebne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA