fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Hubert A. Janiszewski: Kiepski rezultat polonizacji

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Od wygranych wyborów w 2015 r. „dobra zmiana" energicznie realizuje tzw. polonizację gospodarki, a właściwie jej upaństwowienie. Czas powiedzieć: sprawdzam.

Polonizacja jest szczególnie zauważalna w sektorze bankowym – to przejęcie Alior Banku oraz odkupienie od UniCreditu akcji Pekao. Rządzący wykorzystują do tego kontrolowany przez Skarb Państwa PZU i Polski Fundusz Rozwoju (PFR).

Celem tych operacji, jak zapowiadano, miało być nie tylko istotne zmniejszenie zależności sektora bankowego od zagranicy, ale i – w domyśle – zwiększenie efektywności i wartości przejmowanych podmiotów dla ich akcjonariuszy. Popatrzmy z perspektywy pięciu lat, jaki jest rezultat zwiększenia udziału państwa w gospodarce, uwzględniając pokaźne kwoty na to wydane.

PZU przejął kontrolny pakiet akcji Alior Banku po 89,25 zł za sztukę. Wydał na tę inwestycję łącznie (zakup w dwóch transzach) 2,27 mld zł i nabył 31,91 proc. akcji. O ile w 2015 r., gdy dokonywał zakupu, wartość rynkowa Aliora wynosiła ok. 11 mld zł, o tyle obecnie, gdy piszę ten tekst, przy kursie 28,62 zł spadła do 3,7 mld zł.

Nie jest to imponujący rezultat pomimo niezłych wyników banku. Z jednej strony PZU odnotowało księgową stratę z tytułu utraty wartości nabytego aktywa, z drugiej – prawdopodobnie niewielki dodatni efekt dzięki dywidendzie. Pozostali akcjonariusze Alior Banku z pewnością są rozczarowani, bo wartość posiadanych przez nich walorów dramatycznie w tym czasie spadła.

Podobnie wygląda zakup przez PZU (20 proc.) i PFR (12,8 proc.) akcji Pekao od UniCreditu na przełomie 2016 i 2017 r. Akcje kupowano po 123 zł. Gdy piszę ten tekst, kurs wynosi 101,15 zł. Oznacza to, że ich nabywcy, którzy wydali 10,6 mld zł, ponieśli 20-proc. stratę na tym aktywie.

mBank kusi...

W świetle kiepskich wyników uzyskiwanych pośrednio lub bezpośrednio przez Skarb Państwa w sektorze bankowym zadziwia deklarowana przez szefów PFR i PKO BP chęć nabycia od Commerzbanku pakietu ponad 60 proc. akcji mBanku (gdy piszę tekst, jeszcze nie wiem, czy złożyli oferty). Commerzbank z niezbyt przekonujących powodów zdecydował się na sprzedaż perły w koronie. Potencjalne nabycie mBanku przez kontrolowane przez państwo instytucje powinno uruchomić dzwonki alarmowe zarówno wśród akcjonariuszy podmiotów, które deklarowały zainteresowanie nim, jak i decydentów je nadzorujących, z nowym Ministerstwem Aktywów Państwowych włącznie. Wydać 12–15 mld zł na akcje mBanku można łatwo, ale uzyskać rozsądny zwrot na inwestycji będzie bardzo, ale to bardzo trudno.

Gdyby do tej transakcji doszło, doprowadziłaby do monopolizacji rynku przez państwowe banki i ograniczyła konkurencję. Pogorszyłby się poziom usług i wzrosły ich koszty – zarówno dla klienta indywidualnego, jak i korporacyjnego. Efektem będzie spadek wartości podmiotów przejmujących i przejmowanego.

Warto zwrócić uwagę, że o ile ceny akcji nabywanych przez państwowe podmioty w ostatnich latach spadły o 25–60 proc., o tyle indeks giełdowy WIG wzrósł ponad 12 proc. To pokazuje brak zaufania inwestorów do podmiotów kontrolowanych przez państwo. Dla pełnego obrazu należy wspomnieć, że o ile giełdy na świecie przebiły maksima sprzed kryzysu 2008–2009, o tyle nasza jest ciągle 30 proc. poniżej poziomu z 2007 r. To potwierdza opinie o więdnięciu rynku kapitałowego w Polsce, m.in. z powodu rosnącego udziału państwa w gospodarce.

...energetyka już nie

Podobna jest sytuacja w innych kontrolowanych przez państwo sektorach. Np. akcje Taurona od listopada 2015 do grudnia 2019 r. spadły z 3,15 zł do 1,64 zł, PGE odpowiednio z 14,38 do 8,03 zł, Enei z 12,16 do 7,82 zł, a Energi z 15,49 do 7,1 zł. Ten spadek wartości nastąpił pomimo wpompowania w latach 2013 – 2018 w sektor energetyczny przez rząd ok. 30 mld zł (wg raportu „Subsydia: motor czy hamulec polskiej transformacji energetycznej?" autorstwa ClientEarth i WiseEuropa).

Pompowanie pieniędzy w energetykę opartą głównie na węglu jest działaniem nie tylko wbrew dobrostanowi obywateli, ale też zaprzeczeniem deklaracji rządu o polityce proklimatycznej. Jak oceniają specjaliści, za 30 mld zł można zbudować elektrownię jądrową lub dwie potężne morskie farmy wiatrowe. Kontrowersyjne decyzje podejmowane przez zarządy tych spółek wynikają z polityki rządu, w tym kurczowego trzymania się kopalin jako głównego źródła energii. Konsekwencją jest spadek wartości spółek, ze szkodą dla Skarbu Państwa, akcjonariuszy instytucjonalnych i indywidualnych.

Dopełnieniem marazmu na rynku kapitałowym jest wstrzymanie działań prywatyzacyjnych i groźba uruchomienia sprzedaży „nawisu" akcji z OFE w chwili likwidacji funduszy w 2020 r. Efektem polonizacji, a w rzeczywistości upaństwowienia, jest tworzenie ciepłych posadek dla „swoich", czego dowodem jest karuzela zarządów i prezesów spółek z kontrolnym udziałem państwa. Nie o takiej gospodarce marzyliśmy w 1989 r. i nie taką budowaliśmy przez pierwsze 25 lat.

Dr Hubert A.Janiszewski jest ekonomistą, członkiem Polskiej Rady Biznesu i rad nadzorczych spółek, w tym notowanych na warszawskiej giełdzie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA