fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Otworzyć gospodarkę dopóki jest jeszcze co otwierać

Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej
Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej
materiały prasowe
Niemal każdego dnia w mediach pojawia się informacja o przedsiębiorcach, którzy w najrozmaitszy i często oryginalny sposób próbują wbrew oficjalnym zakazom prowadzić działalność.

Mieliśmy już zgromadzenia religijne w siłowni, kwiaciarnie na lodowisku, turniej szachowy w hotelu. Wszyscy się cieszą. Dziennikarze, bo mają doskonały materiał, odbiorcy, bo dla wielu z nich tego typu historie to powód do śmiechu. Do śmiechu nie jest jedynie przedsiębiorcom, którzy przecież nie dla medialnego poklasku albo dla uciechy gawiedzi sięgają po radykalne środki chcąc chronić swój biznes. Robią to z desperacji. Widząc dookoła nierespektowane (często przez samych twórców) przepisy, nic dziwnego, że coraz więcej przedsiębiorców wpada w nastrój buntu.

Mija prawie rok czasu, kiedy mierzymy się z pandemią COVID-19. W tym okresie wielokrotnie od polityków słyszeliśmy sprzeczne informacje o postępie epidemii w Polsce. Byliśmy świadkami tworzonych ad hoc i trudnych do logicznego usprawiedliwienia zakazów administracyjnych. Teraz jesteśmy świadkami często pozornych działań rządu mających pomóc przedsiębiorcom.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że pędzimy na oślep w nieznanym kierunku. Decyzje o kolejnych zakazach i ograniczeniach są wprowadzane bez podawania wiarygodnych i opartych o empiryczne danych. W rezultacie nie wiadomo np. dlaczego zamknięte muszą być siłownie i baseny, a inne rodzaje aktywności grupowej są dozwolone.

Jakby tego było mało, w okresie kryzysu wprowadza się nowe obciążenia dla biznesu. Opłata tzw. mocowa, podatek handlowy, cukrowy, galopujące koszty wywozu odpadów to tylko przykłady nowych danin, które istotnie utrudniają firmom przetrwanie, a dla konsumentów – niezależnie od tego jak bardzo politycy nie zaklinaliby rzeczywistości – oznaczają znaczną podwyżkę cen w sklepach. W efekcie upraszczania podatku VAT przedsiębiorcy są zobowiązywani do składania coraz to nowych oświadczeń pod rygorem sankcji karnych. Takie otoczenie prawne, połączone z kolejnymi obostrzeniami prowadzenia działalności
w żaden sposób nie pozwoli wielu firmom przetrwać do lata.

W tej całej atmosferze coraz bardziej irytujące stają się przytaczane często argumenty, że w innych krajach, jak np. w Niemczech, wprowadzono jeszcze bardziej ostre restrykcje. Zgoda, ale czy porównanie do krajów, w których nie roztrwoniono rezerw na rozdęte programy socjalne, a firmy są znacznie zasobniejsze i nie funkcjonują „od pierwszego do pierwszego”, jak wiele polskich biznesów, ma jakiś sens?

Sytuacja jest coraz bardziej napięta i nie rozładują jej kolejne propozycje tarcz antykryzysowych. Nawet jeśli są one w jakimś stopniu skuteczne, w perspektywie zamknięcia na kolejne tygodnie albo i miesiące wielu branż, ta pomoc może się okazać iluzoryczna. Kroplówki nie podaje się nieboszczykom. Zdaję sobie sprawę, że to szokujące porównanie, ale w przypadku wielu polskich firm sytuacja tak właśnie wygląda.

Od dłuższego czasu mówi się, że przedsiębiorcy balansują na skraju przepaści. Część z nich już przekroczyła krawędź, część zrobi to niedługo – jeśli obecne obostrzenia zostaną utrzymane. Obserwując reakcję przedsiębiorców z terenów górskich, ale i słuchając wielu opinii w trakcie prywatnych rozmów, coraz bardziej obawiam się, że może to zakończyć się wiosenną „insurekcją bankrutów”.

Opór przeciwko zamykaniu gospodarki nie będzie przejawem lekkomyślności czy awanturnictwa przedsiębiorców tylko aktem desperacji wynikającej z widma bankructwa połączonej z brakiem szacunku administracji dla dorobku ich życia. Takiego scenariusza chyba wszyscy chcielibyśmy uniknąć.

Jak to zrobić? Przede wszystkim należy jak najszerzej otworzyć gospodarkę i umożliwić działalność wszystkim przedsiębiorcom. Oczywiście z zachowaniem odpowiednich rygorów – racjonalnych ograniczeń, ale nie zakazów. Kolejnym krokiem powinno być uporządkowanie kwestii odszkodowań za bezprawny lockdown i próba odzyskania zaufania przedsiębiorców.

Powrót do normalności, również w biznesie, bez wątpienia przyśpieszy wyprostowanie bałaganu ze szczepionkami. Jeśli eksperci dopuszczają taką możliwość, pierwszą dawką powinno być zaszczepionych jak najwięcej osób, po czym, w miarę pozyskiwania kolejnych partii szczepionek, powinna być podawana druga dawka. Administracja powinna wreszcie zacząć działać w taki sposób, który da się przewidzieć i uzasadnić, na podstawie podanych wcześniej kryteriów. Jeśli rząd zdusi biznes, wszystkie zapowiedzi o „przewidywanej poprawie sytuacji w II kwartale” możemy już teraz włożyć między bajki.

Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA