fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Jak w Niemczech bisował polski król

Od lewej: Yuriy Mynenko, Max Emanuel Cenčić i Jake Arditi
MAT. PRAS.
Muzyczna opowieść o Zygmuncie Auguście to nasz wkład w nowy festiwal, który powstał w Europie w tym pandemicznym roku.

Korespondencja z Bayreuth

Większość wielkich imprez muzycznych została w tym roku odwołana lub odbywa się w mocno okrojonej wersji w sieci. A władze Bayreuth zdecydowały się stworzyć zupełnie nowy Festiwal Oper Barokowych.

Trudno się temu dziwić, gdy dysponuje się takim zabytkiem, jak popularnie tu nazywany teatr margrabiny z XVIII wieku, a dwa lata temu otwarty po gruntownej odnowie. W Bayreuth mówią, że to najpiękniejszy barokowy teatr w Europie. Na pewno zaś absolutnie wyjątkowy. Wnętrze wykonane z drewna zachwyca bogactwem złoceń, kolumn imitujących marmur i malowideł. Na razie nowy festiwal ma fundusz na trzy lata, a szef artystyczny to jeden z najlepszych specjalistów od muzyki baroku i wybitny kontratenor, Chorwat Max Emanuel Cenčić.

Festiwal wystartował mocno, jakby nie było kłopotów z pandemią. Już inauguracyjna premiera, „Carlo il Calvo” dzieła Antonio Porpory, spotkała się z tak wielkim zainteresowaniem, że dyrekcja ogłosiła, iż w przyszłym roku spektakle zostaną powtórzone. Bilety było bowiem trudno zdobyć, nie tylko dlatego, że pandemiczne obostrzenia spowodowały, iż tylko w co drugim rzędzie mogli siedzieć widzowie.

Finał festiwalu zdominowało inne muzyczne odkrycie – opera „Gismondo, re di Polonia” Włocha Leonarda Vinciego. Utwór odnalazła w 2017 r. w archiwach berlińskiej Sing-Akademie Martyna Pastuszka, skrzypaczka i współzałożycielka katowickiej {oh!}Orkiestry Historycznej. Koncertowe wykonanie odkrytego skarbu odbyło się w Gliwicach, potem opera była prezentowana w Moskwie czy w Wiedniu.

Jeśli ktoś się zastanawia, dlaczego mamy zajmować się utworem Włocha, to odpowiedź jest prosta: to operowy polonik, a takich nie ma zbyt wiele. Tytułowy Gismondo to Zygmunt August ukazany, gdy dąży do unii Polski z Litwą. Akcja nijak ma się do faktów, ale nie bądźmy drobiazgowi. Dodajmy zaś, że „Gismondo, re di Polonia” powstał przy wsparciu osiadłej w Rzymie Marii Klementyny Sobieskiej, wnuczki króla Jana III Sobieskiego.

Od koncertu w Gliwicach opera zyskała świetnych wykonawców, co nie było łatwe, jako że Leonardo Vinci napisał ją dla czterech kastratów. W Bayreuth w Zygmunta Augusta wcielił się sam Max Emanuel Cenčić, jako Ottone, syn polskiego króla (!), wystąpił ukraiński kontratenor o urzekającej barwie głosu Yuriy Mynenko, Ernestem, doradcą króla był Anglik Jake Arditi. Aleksandrze Kubas-Kruk powierzono trudną partię litewskiego księcia Primislao. Jego córkę Cunegundę zaśpiewała wspaniała Belgijka Sophie Junker.

„Gismondo, re di Polonia” ma aż 32 arie z muzyką zróżnicowaną i z dramaturgicznym nerwem. Rola orkiestry jest tu zatem ogromna, zatem tym bardziej trzeba podkreślić, że publiczność równie gorąco jak solistów oklaskiwała {oh!}Orkiestrę Historyczną. Na bis był więc powtórzony finał opery.

Polskiemu projektowi wsparcia udzieliły Instytut Adama Mickiewicza i Orlen Deutschland GmbH.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA