fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Wielki powrót do miejskości

Chcemy mieć na wyciągnięcie ręki dostęp do oferty miasta
AdobeStock
Pokolenia X–Y–Z nie chcą kosić trawników. A ich rodzice nie chcą utrzymywać drogich domów. Część wraca do miasta.
O procesie reurbanizacji i renesansie miasta mówi architekt Zbigniew Maćków, właściciel pracowni MPP. – Domy to przeżytek – stwierdził podczas niedawnej konferencji dotyczącej rynku luksusowych apartamentów. – Widać ruch w kierunku miast. Bo chcemy mieć wszędzie blisko, chcemy mieć dostęp do oferty miasta na wyciągnięcie ręki.
Młode pokolenia są coraz bardziej mobilne. Nie chcą mieszkać w wielkich, często nieekologicznych domach daleko za miastem.
Takie budynki, jak rozważał Maćków, być może będą kiedyś obłożone wysokimi podatkami. Konkurencją dla domów są też mieszkania na wynajem. Zamiast budynku za miastem często wynajmujemy lokal w śródmieściu.
O trendzie powrotów do miast mówi też ekspert rynku nieruchomości Jarosław Mikołaj Skoczeń ze Złotej.No 44. – Po zachłyśnięciu się willami w podmiejskich lokalizacjach zaczynamy doceniać to, co daje miasto – potwierdza. – Wielu właścicieli budynków na obrzeżach jest zmęczonych korkami, długimi dojazdami do pracy, odwożeniem dzieci do szkół – opowiada. A ci, których stać na dwie nieruchomości, wynajmują albo kupują lokal w śródmieściu, nie rezygnując z willi. – W wieży przy Złotej w Warszawie mieszkania wynajmują rodziny, które wracają do domów na weekendy – mówi.

Otwarty świat

Pośredniczka Joanna Lebiedź, właścicielka biura Lebiedź Nieruchomości, podkreśla, że wiele domów na przedmieściach to domy duże, kilkunastoletnie, budowane jako wielopokoleniowe.
– Powstawały według przestarzałych projektów, w starych technologiach. Wymagają remontów – mówi. – Są kosztowne w utrzymaniu. Sprzedaje je głównie pokolenie 50+, dla którego dom jest już za duży, bo dzieci są na swoim. A dojazdy do miasta w korkach stały się zbyt męczące, pielęgnowanie ogrodu nie daje już takiej radości jak kiedyś – opowiada.
Takich domów na przedmieściach, przy znikomym zainteresowaniu zakupem, jest bardzo dużo. Kupujący mogą przebierać w ofertach. – Do zakupu może przekonać jedynie rozsądna cena – podkreśla Joanna Lebiedź.
Na rynku pojawiają się nowe pokolenia – X–Y–Z.– Mają inne priorytety, inne wartości, inne potrzeby – zwraca uwagę pośredniczka. – Mają przed sobą otwarty cały świat, rynki pracy – europejskie, światowe. Nie chcą kupować nieruchomości, bo nie chcą się wiązać z jednym miejscem na dłużej. Nie chcą zaciągać długoterminowych zobowiązań. To w większości pokolenia wychowane w rodzinach, gdzie bolączką były kredyty na zakup domów – zauważa.
Młodzież nie chce tak żyć. – Nie chce kosić trawników, odśnieżać podjazdów – mówi. – Nie chce się martwić wysokimi kosztami utrzymania i remontowania domu. Chce mieszkać w mieście, blisko znajomych, blisko knajpek i pubów, klubów. Blisko przyjaciół. Najchętniej w mieszkaniu wynajmowanym.
Łukasz Wydrowski, właściciel gdańskiego biura Estatic Nieruchomości, zgadza się, że przy rozkwicie budownictwa apartamentowego w dużych miastach wiele osób zdecydowało się na przeprowadzkę z domu do komfortowego mieszkania.
– Nie nazwałbym jednak tego trendem – zastrzega. – Przedmieścia dużych aglomeracji są coraz lepiej rozwinięte i skomunikowane, co sprawia, że duża grupa osób podąża w odwrotną stronę, zamieniając mieszkania na domy. Z naszych statystyk wynika, że proporcje jednej grupy wobec drugiej od kilku lat pozostają na niezmiennym poziomie – podkreśla. Ale, jak przyznaje, łatwiej sprzedać tani szeregowiec niż willę. – Nie ma jednak domów niesprzedawalnych – zapewnia Łukasz Wydrowski.
Zauważa też, że w dobie galopujących cen nieruchomości widać większe zainteresowanie domami wśród młodych. – Bliźniak w rozsądnej odległości od miasta można kupić w cenie trzypokojowego mieszkania w bloku. To alternatywa dla osób, które nie chcą się zadłużać na ogromne kwoty lub wynajmować. Opinie, że mieszkanie w najbliższym czasie będzie usługą, moim zdaniem są mocno na wyrost. W Polakach jest mocno zakorzenione pożądanie własności – podkreśla.

Ucieczki w drugą stronę

Tomasz Błeszyński, ekspert i doradca na rynku nieruchomości, podziela opinię, że młode pokolenia chcą być mobilne, wolą więc mieszkać w mieście.
– I do czasu, aż ich życie prywatne i zawodowe się nie ustabilizuje, wolą mieszkania wynajmować – potwierdza. Jednocześnie, jak podkreśla, w takich miastach jak Poznań, Katowice, Łódź, Bydgoszcz, Szczecin czy w części Trójmiasta widać wyraźnie ruchy migracyjne i przeprowadzanie się do domów w podmiejskich miejscowościach. – Społeczeństwo o ustabilizowanym statusie materialnym i rodzinnym chce mieszkać w bardziej komfortowych warunkach, mieć czyste powietrze bez smogu – podkreśla Tomasz Błeszyński. – Drugim czynnikiem skłaniającym do kupna czy wybudowania domu są wciąż rosnące ceny mieszkań. Podaż domów jest wystarczająco duża, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, by znaleźć nieruchomość w cenie porównywalnej do większego mieszkania.
O ruchach w drogą stronę mówi też Jarosław Wójtowicz, ekspert Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości (WGN). Twierdzi, że posiadanie domu to marzenie dużej części klientów. – Przedstawiciele pokolenia dzisiejszych 30- i 40-latków są otwarci na zmianę mieszkania na budynek jednorodzinny albo zakup działki – zapewnia. – Zapotrzebowanie na nowe domy jest znaczące. Szybko ich ubywa. To dobry moment dla małych i średnich deweloperów, którzy korzystają z dobrej koniunktury na rynku. Towarzyszą temu takie zjawiska jak suburbanizacja czy migracja rezydencjalna. Większość inwestycji powstaje w miejscowościach satelickich graniczących z największymi miastami oraz w małych i średnich miastach.
Ekspert WGN potwierdza, że suburbanizacja, czyli rozwój obszarów podmiejskich skutkujący powstaniem tak zwanych miast sypialni, postępuje przede wszystkim dzięki aktywności deweloperów. – Wokół Wrocławia w takich miejscowościach jak Kiełczów, Wilczyce, Długołęka, Mirków, Dobrzykowice, Święta Katarzyna, Iwiny, Biestrzyków, Suchy Dwór, stale powstają nowe budynki, sprzedawane i dzielone są działki, które osiągają coraz wyższe cen – mówi.
Ekspert WGN przyznaje, że część właścicieli domów na przedmieściach chce z nich zrezygnować. – Głośny jest przypadek Skawiny pod Krakowem, gdzie mieszkańcy skarżą się na uciążliwy odór z zakładu produkcji części dla przemysłu samochodowego – przypomina. – Powodem niezadowolenia są najczęściej słaba komunikacja, uciążliwości wynikające z działalności rolniczej lub produkcyjnej, hałas w przypadku sąsiedztwa nowych inwestycji drogowych. Są też uwarunkowania ekologiczne: stopień zanieczyszczeń, wysoki koszt utrzymania domu, anachroniczne rozwiązania i przestarzała lub uciążliwa infrastruktura gospodarcza, komunalna czy produkcyjna w okolicy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA