fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Czarny PR – największy wróg specustawy mieszkaniowej

materiały prasowe
Łatka „lex deweloper", która przylgnęła do ustawy o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych skutecznie trzyma się do tej pory – mówi Przemysław Dziąg, radca prawny z Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD).
Ilu firmom z zrzeszonym w PZFD udało się uzyskać zgodę na budowę w trybie specustawy mieszkaniowej?
Statystyki – tak jak podejrzewaliśmy – pokazują, że zastosowanie ustawy jest znikome. W zasadzie jedna czy dwie firmy w Warszawie próbują na razie złożyć kompletny wniosek o podjęcie uchwały o ustaleniu lokalizacji inwestycji mieszkaniowej. Na chwilę obecną wygląda to jednak bardzo słabo: wnioski są ciągle procedowane, wciąż zdaniem urzędu mają braki, które trzeba uzupełniać. Nie mamy sygnału, aby jakikolwiek deweloper zrzeszony w związku taką uchwałę otrzymał.
Jak jest powód tego, że statystyki są takie słabe?
Niestety, wdrożenie ustawy odbyło się przy mocnym głosie krytyki ze strony ruchów miejskich oraz samorządów. Łatka „lex deweloper", która przylgnęła do tej ustawy rok temu, skutecznie trzyma się do tej pory. Co powoduje, że samorządy są już z góry bardzo niechętnie do niej nastawione. Twierdzą – podobnie jak podnoszono podczas dyskusji na etapie konsultacji – że będzie ona tylko i wyłącznie elementem który zdegraduje ład przestrzenny i pozwoli deweloperom budować, co chcą, gdzie chcą i jak chcą. W dyskusji o tej ustawie zapomina się natomiast bardzo często, że to właśnie rada gminy, czyli ten sam organ, który uchwala plan miejscowy, jest władny do wydania uchwał lokalizacyjnych.
Zawsze więc może się nie zgodzić na daną inwestycję i wydać uchwałę odmawiającą ustalenia lokalizacji. Tymczasem praktyka wygląda tak, że wiele gmin nawet nie analizuje, jak specustawa mieszkaniowa mogłaby na ich terenie działać. Przyjmuje się z góry, że cokolwiek, by deweloper na jej postawie chciał wybudować, na pewno odbędzie się to kosztem szeroko rozumianego ładu przestrzennego.
Nie wydaje się panu, że opór przed ustawą mógł mieć jednak swoje uzasadnienie. Statystyki pokazują, że w Polsce pokrycie planami wynosi około 30 proc. Proces ich uchwalania jest długi i kosztowny. A tu nagle wchodzi w życie akt, który przekreśla te prace. Pozwala bowiem budować wbrew zapisom planów.
I właśnie problem polega na tym, że procedura uchwalania planów jest bardzo długa, a pokrycie nimi niewielkie. W efekcie buduje się w większości na podstawie warunków zabudowy, które okryły się złą sławą. Istniała zatem potrzeba znalezienia takiego instrumentu, który przyspieszyłby rozwój budownictwa mieszkaniowego – do średniej europejskiej jeszcze nam sporo brakuje.
Spec posiada elementy, by działać prawidłowo – to jest w kierunku rozwoju ładu przestrzennego. Sama ustawa dopuszcza budowę wbrew planom, jeśli jest to zgodne z zapisami studium. W Polsce mamy natomiast plany, które w 2004 r. były uchwalane od nowa, wiele z nich ma po kilkanaście lat, zdezaktualizowały się. Dzięki ustawie możliwe jest natomiast wykorzystanie pod budownictwo mieszkaniowe terenów położonych w centrach miast, które przeznaczone są w planach np. na tereny przemysłowe. W ten sposób eliminuje się konieczność nowelizacji planu, co może trwać nawet pięć lat. Skutecznie, mądrze i rozsądnie wykorzystana specustawa połączona ze współpracą na linii samorząd–deweloper, może pozwolić na rozwój dzielnic czy miast.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA