fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Jak odkorkować europejskie niebo

Adobe Stock
Pogoda, zatłoczone niebo nad kontynentem, awarie, beztroska pasażerów, którzy spóźniają się z wejściem na pokład – to główne powody, dla których startujemy i lądujemy później, niż wynikałoby to z rozkładu.

Więcej jest opóźnień w startach niż lądowaniach, bo kapitanowie samolotów robią wszystko, aby stracone minuty nadrobić podczas lotu. Nie zawsze im się to udaje, bo trudno odzyskać tzw. slot, czyli czas wyznaczony na lądowanie.

– Mogłoby być o wiele gorzej – twierdzi Janusz Janiszewski, prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. I przekonuje, że agencja, którą zarządza od roku, na serio wzięła się do odkorkowywania europejskiego nieba. – W 2018 r. średnie opóźnienie rejsu wyniosło 2 minuty. Na razie w tym roku średnie opóźnienie europejskiego rejsu zmniejszyło się do 1,23 minuty – mówi.  

Czytaj także:  Wielkie strajki na brytyjskich lotniskach. Chaos od 25 lipca 

Na czym polega „odkorkowanie nieba"? Między innymi na tym, że PAŻP przejęła część ruchu lotniczego ze wschodnich Niemiec, średnio 100–150 samolotów dziennie lecących z południa na północ Europy. – Udało nam się przekonać niektóre kraje zachodniej Europy, że polska oferta kontroli ruchu lotniczego jest konkurencyjna. Dlatego udaje nam się zmniejszyć opóźnienia o kilka tysięcy minut w skali roku. A każda minuta odchylenia od rozkładu to dla przewoźnika koszt 100 euro, nie mówiąc o stratach dla środowiska – mówi szef PAŻP.

Jakby na potwierdzenie tych słów podczas środowego spotkania z dziennikarzami do Janiszewskiego dotarł e-mail od Eamonna Brennana, dyrektora generalnego EUROCONTROL, europejskiej agencji zrzeszającej unijne agencje kontroli ruchu lotniczego. „Drogi Januszu, dziękuję za to, co już zrobiłeś. I proszę zaproponuj, co PAŻP może zrobić więcej dla zmniejszenia opóźnień, które nadal są bardzo wysokie" – napisał Brennan. – Gotowi jesteśmy przejąć więcej operacji w przyszłym roku. Z obecnych 3 tys. dziennie jesteśmy w stanie obsłużyć 5–10 proc. bez straty dla polskich lotnisk i linii lotniczych operujących z naszych portów – zapewnia szef PAŻP.

Dlaczego więc, skoro jest tak dobrze, pasażerowie odlatujący z polskich lotnisk muszą czasami czekać godzinami na start swoich samolotów? – Największym problemem pozostaje pogoda. W ostatni piątek mieliśmy burze nad połową Europy. Żaden kontroler nie wyśle samolotu w chmury burzowe, to byłoby bardzo niebezpieczne. Nie mamy też wpływu na warunki panujące na lotniskach w Europie Zachodniej – tłumaczy Janusz Janiszewski.

Na przykład nieustannie zakorkowane jest lotnisko Berlin Tegel – 45 proc. samolotów odleciało stamtąd o czasie w pierwszym półroczu 2019 r., a z Brukseli 47,3 proc. Dla porównania: z warszawskiego Lotniska Chopina 52,5 proc., a z Krakowa 55,3 proc.

Są jeszcze inne przyczyny opóźnień. Jak chociażby beztroska pasażerów, którzy koniecznie muszą dopić kawę w lotniskowej restauracji czy zrobić zakupy w sklepie wolnocłowym, mimo że pozostali towarzysze podróży już są na pokładzie, a gotowy do odlotu samolot czeka. Zdarza się, że pasażerowie przyjeżdżają na lotnisko zbyt późno, a kolejka do kontroli bezpieczeństwa potrafi być naprawdę długa, zwłaszcza latem.

Wiadomo także, że opóźnienia lotów czekają teraz pasażerów odlatujących bądź przesiadających się na londyńskim lotnisku Heathrow. Permanentnie dochodzi tam do zakłóceń w sortowniach bagażu. Strajkami grożą zatrudnieni w rejestracji pasażerów, kontroli bezpieczeństwa i obsłudze technicznej. A kilkudniowy protest pilotów British Airways w I połowie sierpnia jest już przesądzony.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA