fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Jaka jest przyszłość Boeinga 737 MAX? Są trzy scenariusze

Bloomberg
Ostatnie oświadczenie Boeinga informujące o wydłużeniu do „kilku tygodni” czasu niezbędnego do korekcji jednej z funkcji autopilota oznacza, że sprawa wcale nie jest tak prosta, jak początkowo komunikowały to i sam Boeing, i Federalna Agencja Lotnictwa (FAA).

W tej chwili wszystko wskazuje na to, że sytuacja może się rozwinąć według trzech scenariuszy. Żaden z nich nie jest korzystny dla linii lotniczych, które w swojej flocie mają lub będą miały boeingi 737 MAX.

Scenariusz pierwszy, najbardziej optymistyczny, przewiduje wyłączenie Maksów przez krótki okres, czyli 2-3 miesiące. To oznacza, że mogłyby wrócić do eksploatacji już pod koniec czerwca, czyli tuż przed początkiem letniego szczytu przewozów. W tej wersji Boeing wypracowuje swoje rozwiązanie do końca kwietnia, FAA je certyfikuje, podobnie postępują inne agencje – EASA i chiński CAAC. Boeing nie zwalnia produkcji, która jak na razie odbywa się w tempie ponad 50 maszyn miesięcznie. I wszyscy są zadowoleni - linie, bo mogą latać oszczędzając paliwo, a dostawcy komponentów, bo nie mają problemu z ich składowaniem. Pozostaje tylko wizerunkowy problem Boeinga i FAA. Ale z tym będą sobie musieli poradzić w każdym scenariuszu.

Czytaj także: Naprawa Boeingów się przedłuży. Maxy wciąż uziemione 

Scenariusz drugi, najbardziej prawdopodobny, jest taki, że EASA i CAAC oraz kanadyjski regulator ruchu lotniczego nie dowierzają FAA i same będą dokładnie sprawdzać nowe oprogramowanie. Europejczycy zapowiadali, że sami sprawdzą Maxy. Kanadyjczycy informowali, że nie widzą tych maszyn w swojej przestrzeni powietrznej przynajmniej do końca czerwca i dopiero wtedy zastanowią się nad decyzją. Chińczycy, którzy uziemili Maxy jako pierwsi, z pewnością też nie będą się spieszyć. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy wyprodukowali własny samolot, rywala Maxa – Comac 919, który wkrótce ma polecieć. W tym scenariuszu uziemienie Maxów może wydłużyć się do 3-6 miesięcy.

I wreszcie scenariusz trzeci, najbardziej pesymistyczny, w którym CAAC, EASA i Kanadyjczycy nie dowierzają FAA i sami postanawiają przeprowadzić loty testowe, zanim pozwolą powrócić maszynom do latania. W takim wypadku niezbędne będzie również nowe szkolenie pilotów, a jeśli w to wszystko wmiesza się jeszcze polityka, konkretnie wojna handlowa między USA i Chinami, sytuacja skomplikuje się jeszcze bardziej. Bo wcale nie jest wykluczone, że rząd w Pekinie zechce wykorzystać wpadkę Boeinga do wzmocnienia swojej pozycji w negocjacjach handlowych. Duże prawdopodobieństwo realizacji tego scenariusza podtrzymuje jeszcze chińskie niezadowolenie ze sprzedania Tajwanowi przez Amerykanów samolotów F16. Dowodem, że Chiny zamierzają utrzymać twardą pozycję w tym konflikcie, było ostatnie podpisanie umowy z Airbusem na dostawy 290 A320 neo.

Prawdopodobieństwo tego najgorszego scenariusza jest wzmocnione decyzją Departamentu Sprawiedliwości USA, który wezwał Boeinga do złożenia wyjaśnień, ponieważ skandal z Maxami uznał za sprawę kryminalną. Jeśli rzeczywiście dojdzie do realizacji takiego scenariusza, B737MAX mogą być uziemione na 9 miesięcy, a nawet na rok.

Jest jeszcze jedna możliwość. Tyle że trudno jest określić ją czasowo. Bo wiadomo, że FAA poniosła ogromną wizerunkową porażkę, pozwalając Boeingowi na samowolę. Dla amerykańskiej agencji najkorzystniej byłoby więc, żeby nawet kosztem opóźnienia na własnym rynku, wydać certyfikat wspólny z Europą, Chińczykami i Kanadyjczykami. To wzmocniłoby jej wiarygodność.

Jak poradzi sobie z tym kryzysem Boeing? Zapewne poniesie ogromne koszty, które zaważą na jego wynikach finansowych. Ale przy zapasie gotówki przekraczającym 4 mld dolarów, chociaż będzie bolało, powinien sobie poradzić. Trudno sobie również wyobrazić, by w tej chwili mógł sobie pozwolić na wielką fetę z prezentacją B777x. A ta maszyna także miała być przełomem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA