fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Noblista uczy pokory

J.M. Coetzee (1940), laureat Nobla oraz dwukrotnie Bookera
Mat. Pras.
J.M. Coetzee kończy trylogię, inspirowaną historią Jezusa, sugestią, że od przesadnej pewności mądrzejsze są pytania, a nawet milczenie.

Trylogia 80-letniego Coetzeego to idealna lektura na środę popielcową i Wielki Post, który w tym roku upłynie pod znakiem koronawirusa.

Po książkach, w których podjął tematy przemocy, w tym wobec kobiet, migracji, dyskryminacji, a także przemysłowego zabijania zwierząt, stworzył cykl będącą literacką grą z historią Chrystusa. Zaczął od „Dzieciństwo Jezusa” (2013) i „Dni Jezusa w szkole” (2018). Niełatwą, enigmatyczną narracją w stylu Kafki i Becketta, z literackimi aluzjami, noblista podsyca nasze domysły, w tym religijne, lecz nigdy nie daje odpowiedzi. Gdy czujemy się jak w centrum sekciarskiego apokryfu, oczyszcza nas śmiech wywołany parodiami alternatywnych historii Jezusa. Ale bywa też na odwrót: konfrontacja z tajemnicą obnaża w nas totalną bezradność.

Hołd dla Cervantesa

Wszystko zaczęło się od Simona, który zaopiekował się sierotą-emigrantem Dawidem i znalazł mu przybraną matkę Ines. Chłopca o imieniu króla Izraela zaintrygowała postać Don Kichota, który żył w świecie własnej wyobraźni. Tak jak on bywa kompletnie nierozumiany, uważany za odmieńca. Gdy chłopiec nie chciał podporządkować się systemowi edukacji, rodzina uciekła do Estrelli.

Odbywa się spis powszechny, pojawiają się trzy siostry z Czechowa oraz Jan Sebastian i jego żona Anna Magdalena (tak nazywała się druga małżonka Bacha). Kiedy uczyli Dawida tańca zgodnie z muzyką sfer, dla jednych była to „sterta mistycznych śmieci”, inni widzieli, że tancerze stają się czystym światłem, a Ziemia utraciła swoją siłę ciążenia.

„Śmierć Jezusa”, ostatnią część trylogii, noblista rok przed anglojęzyczną premierą wydał po hiszpańsku. Był to protest urodzonego w RPA pisarza przeciwko „kolonizacyjnej hegemonii angielszczyzny”, co podkreślał jesienią w Meksyku, a także hołd wobec ukochanego Cervantesa.

Jeszcze ważniejsze niż w dwóch pierwszych tomach jest to, co przemilczane lub niepowiedziane, jak choćby fragment „Trenów dziecięcych” Gustava Mahlera, jeśli ktoś rozpozna niemiecki cytat z „Kindertotenlieder”.

To zaś, co było wcześniej alternatywną opowieścią, staje się dystopią. 10-letni Dawid nie chce dłużej mieszkać u przybranych rodziców. Zafascynowany piłką nożną, wybiera życie w sierocińcu, gdzie zapada na tajemniczą chorobę, po czym trafia do szpitala.

Groteski i ironii jest coraz mniej, a język wydestylowany z wieloznacznych dzieł Kafki, Becketta i Cervantesa zabarwiają pesymizmem reinterpretacje proroctw ze Starego i Nowego Testamentu. Wbrew „Księdze Izajasza” przygarnięty przez Dawida wilk i baranek nie mogą żyć w pokoju. Uosabiającego Mesjasza baranka rozszarpie drapieżnik.

Z kolei Dmitri, roszczący sobie prawo do bycia najwierniejszym uczniem Dawida, jest zbrodniarzem jak bohater „Braci Karamazow” Dostojewskiego, a jednocześnie ma cechy Pawła z Tarsu, nawróconego faryzeusza.

Miara świata

Paradoksalne i absurdalne dialogi skrywają dociekania związane z tajemnicą naszego istnienia, cywilizacji, wiary i religii, kreacji i autokreacji charyzmatycznych postaci, które stają się duchowymi przywódcami. Coetzee filtruje też na język dziesięciolatka wielkie filozoficzne dylematy. Upraszczając rzecz niemiłosiernie: każdy z nas musi dokonać wyboru, czy bliżej mu do Platona, który uczył że rozumiemy świat ułomnie, widząc na ścianie jaskini tylko cienie będące odbiciami prawdziwych idei, czy też idziemy tropem „technologicznej” myśli Arystotelesa, wierząc, że można jednoznacznie opisać świat.

Dawid jest wrogiem arytmetyki. W rozmowie z nauczycielką podkreśla, że dwa plus dwa nie zawsze jest cztery. Bliski jest mu Pitagoras, dla którego liczby były emanacją absolutu, a jednocześnie abstrakcją. Tej zaś nie da się opowiedzieć słowami tak jak tańca, którego jest mistrzem. Opowiadając losy don Kichota, Dawid stwierdza: „Człowieku, nie widzisz świata samego w sobie, lecz jedynie miary, w które świat jest obleczony”. Zaś błędny rycerz, z którym Dawid się utożsamia, mówi: „Biada wam – rzekł – za to, żeście we mnie wątpili”.

Dawid sam jest nośnikiem tajemnicy – poprzez swą chorobę, pochodzenie oraz wizje, które zadziwiają i odrzucają niektórych, a innych fascynują, każąc im widzieć w dziesięciolatku proroka, a może nawet boga, który na podobieństwo Chrystusa wywraca zastany porządek. A jednocześnie uświadamia, że w duchowości cywilizacji europejsko-atlantyckiej nic nie było ważniejsze od nauki Jezusa.

Kwestia przesłania

Coetzee pyta też o formę i treść przesłania, które pozostawił, badając ten wątek poprzez postać Dawida. Próba rekonstrukcji takiego przesłania oraz stworzenia opartego na nim systemu lub instytucji wywołuje zaciekłą rywalizację oraz konflikt o spuściznę po wizjonerze.

Noblista pokazuje też, jak wielką rolę odgrywa sztuka, wyrażając to, co nienazwane. Jednocześnie kpi z uproszczeń i nadinterpretacji. Gdy zadekretowanie przesłania Dawida jest kłopotliwe, wszyscy pokładają nadzieję w egzemplarzu „Don Kichota”, gdzie mogą być notatki na marginesie lektury. Tymczasem jest taki wpis: „Drogie dzieci, lubimy wiedzieć w bibliotece, czy podobały Wam się nasze książki, i co z nich wyniosłyście. Jakie jest przesłanie książki? Co z niej najlepiej zapamiętacie? Napiszcie swoje odpowiedzi”. Podpisane: „Wasz bibliotekarz”.

Jak się można domyśleć, odpowiedzi są cząstkowe albo głupie. Coetzee pisze: „Żaden z komentarzy nie jest napisany ręką Dawida. Szkoda. Nigdy nie będzie wiadomo, jak wyglądało – w jego oczach – przesłanie książki, ani co z niej najbardziej zapamiętał”. Wspaniałe, uczące pokory przesłanie na środę popielcową. Wszystko jest marnością, a życie „to tylko wiatr, wiatr, wiatr, który wieje tam, gdzie chce”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA