fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

LGBT

#JestemLGBT: Internauci ujawniają orientację na Twitterze

AFP
Pod hashtagiem #JestemLGBT użytkownicy Twittera pokazują twarze i deklarują, że należą do mniejszości seksualnych. W swoich wpisach podkreślają, że chcą pokazać innym, jak wielu jest wokół nas przedstawicieli społeczności LGBT i że każdy człowiek spotyka przedstawicieli mniejszości seksualnych w swoim codziennym życiu.

W ramach akcji o swojej orientacji napisał m.in. Nauczyciel Roku 2018, Przemysław Staroń, który zamieścił swoje zdjęcie z partnerem opatrzone opisem: "#jestemLGBT i mam takie samo serce jak Ty, i całym tym sercem kocham mojego Jędrusia, z którym chcę się wspólnie zestarzeć, bo mnie oswoił i jest dla mnie jedyny na świecie". 

O swojej orientacji napisał też m.in. Piotr H. Malich, członek partii Zieloni i Katarzyna Paprota z zarządu Partii Razem.

"Obsługuję cię w restauracji", "jestem nianią", "uczę wasze dzieci angielskiego", "obsługiwałam cię tydzień temu w sklepie", "po studiach będą grafikiem" - piszą internauci we wpisach oznaczonych hashtagiem #JestemLGBT.

Akcja rozpoczęła się po tym, jak w Białymstoku, 20 lipca, podczas pierwszego w historii miasta Marszu Równości organizowanego przez przedstawicieli środowiska LGBT, doszło do zakłócenia marszu przez przez kontrdemonstrantów - w tym m.in. pseudokibiców piłkarskich - którzy obrzucali jego uczestników kamieniami i petardami, palili tęczowe flagi, a także ścierali się z policją.

Kilkuset uczestników marszu niosło tęczowe flagi i parasole. Na transparentach mieli hasła: "Miłość nie jest grzechem", "Równość płci", "Miłość dla wszystkich ponad wszystko", "Miasto bez barier". Po obu stronach marszu szli kontrmanifestanci ze środowiska kibiców. Uczestników obu zgromadzeń oddzielał kordon policji.

Do pierwszych incydentów doszło jeszcze przed wyruszeniem marszu, zaatakowanego przez środowiska pseudokibicowskie. W czasie zamieszek w Białymstoku pobity został m.in. 14-letni chłopak.

Po zamieszkach podczas Marszu Równości w Białymstoku zatrzymano 25 chuliganów.

Komentując wydarzenia z Białegostoku minister edukacji Dariusz Piontkowski stwierdził, że "marsze wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne budzą ogromny opór". - Warto się zastanowić, czy tego typu imprezy powinny być organizowane - dodał. O tę wypowiedź szefa MEN pytał premiera Mateusza Morawieckiego Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Po kilku dniach minister tłumaczył, że jego słowa zostały źle zrozumiane. - Ja tylko mówiłem o tym, że tego typu manifestacje budzą ogromne emocje - oświadczył.

Premier Morawiecki trzy dni po Marszu mówił z kolei, że „w Polsce jest miejsce dla każdego, ale nie ma miejsca na takie chuligańskie, barbarzyńskie traktowanie drugiego człowieka”. 

Amnesty International potępiło nienawistne i przemocowe zachowania, do których doszło w Białymstoku podczas Marszu Równości. Stwierdzono, że policja nie zapewniła odpowiedniej ochrony.

28 lipca lewica zorganizowała w Białymstoku wiec przeciw nienawiści (wcześniej władze miasta nie wydały zgody na marsz argumentując, że organizatorzy zbyt późno wystąpili o zgodę). Wiec nie został zakłócony.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA