fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Raport NIK: Wielkie cięcie drzew bez kontroli

Wycinka na prywatnej działce, Kraków Czyżyny, rok 2017
Fotorzepa, Piotr Guzik
W blisko połowie urzędów wydawano zezwolenia mimo luk we wnioskach, skali wycinki w 2017 r. nikt nie monitorował.

Gminy nie miały dostatecznej kontroli nad wycinką drzew i krzewów, częste zmiany prawa potęgowały chaos – wynika z raportu NIK, który poznała „Rzeczpospolita".

– Na sytuację mogła wpływać pięciokrotna w okresie od 2015 do 2018 r. zmiana przepisów ustawy o ochronie przyrody, regulująca m.in. zasady wycinki drzew i krzewów – mówi Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK.

Masakra piłą mechaniczną

Izba wzięła pod lupę 30 organów – marszałków województw, starostów, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast – i zbadała, jak się wywiązywali z zadań związanych z usuwaniem drzew i krzewów oraz zagospodarowaniem drewna. Dopatrzyła się długiej listy zaniedbań. Co ustaliła?

Od 2015 r. do maja 2018 r. zbadane urzędy wydały 17 tys. zezwoleń na usunięcie 330 tys. drzew i 133 tys. mkw. krzewów. W 2017 r. liczba wniosków i zezwoleń drastycznie spadła – niemal o połowę.

Powodem była słynna liberalizacja ustawy o ochronie przyrody, nazwana „lex Szyszko" od nazwiska ówczesnego ministra środowiska Jana Szyszki. Pozwoliła ona wyciąć drzewa na własnej posesji bez zezwolenia (na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą). Zaczęły się masowe wycinki, jak np. wykarczowanie w lutym 2017 r. trzech hektarów lasu w Łebie.

Liberalizacja wywołała falę krytyki, a raport NIK dobitnie pokazuje, że zasadną. Efekt: gminy nie wiedzą, ile drzew przez ok. pół roku zniknęło.

„Żaden z kontrolowanych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie monitorował wycinki i nie znał liczby drzew usuniętych w tym okresie przez osoby fizyczne na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą" – alarmuje NIK.

Z kolei z ankiety Izby wynika, że tylko w 17 z 525 urzędów gmin (3 proc.), oszacowano skalę wycinki w tym czasie.

Co gorsza, w 14 urzędach gmin z 21 zbadanych (ok. 67 proc.) nie wdrożono monitoringu zmiany sposobu wykorzystania działek, z których usunięto drzewa. – To może spowodować, że osoby fizyczne będą zgłaszać zamiar usunięcia drzew bez ponoszenia konsekwencji finansowych. A następnie wykorzystywać nieruchomości na cele związane z prowadzeniem działalności gospodarczej lub zbywać tereny podmiotom planującym prowadzić taką działalność przed upływem pięciu lat – mówi prezes Kwiatkowski.

Luki i zaniedbania

Krytykowane przepisy zmieniono w czerwcu 2017 r. – odtąd, by usunąć drzewa na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą, trzeba (gdy obwód drzewa przekracza określony rozmiar) zgłosić to do gminy. A ta powinna dokonać oględzin i zmierzyć obwody pni. To jednak często było fikcją – wynika z raportu.

„Postępowania dotyczące wydania zezwoleń często prowadzone były nierzetelnie i niezgodnie z przepisami" – czytamy w raporcie.

W blisko połowie urzędów wydawano zezwolenia mimo niekompletnych wniosków – tak było w co piątej sprawie (70 z 392 zbadanych).

Luki miały protokoły z oględzin – nie wpisywano np. gatunków i wymiarów drzew – te braki były w jednej trzeciej urzędów. W mniej więcej połowie decyzje nie określały np. terminu wycinki lub pełnej nazwy gatunkowej. Do tego, w co trzecim urzędzie błędnie wyliczono opłaty za wycinkę. „Nieprawidłowości dotyczyły ogółem 229 tys. zł" – czytamy.

Powód? Przeoczenie i częste zmiany przepisów regulujących naliczanie opłat.

Inne zaniedbanie: odraczano opłaty za wycinkę (można to zrobić na trzy lata) przy zobowiązaniu, że posadzi się nowe drzewo. Taki obowiązek nałożono w 35 proc. zezwoleń. Rzecz w tym, że urzędnicy nie sprawdzali, czy nowe rośliny faktycznie zasadzono. W 14 z 30 urzędów nie badano tego rzetelnie – wskazuje Izba.

Urzędnicy często także nie sprawdzali nawet, czy drzewa wycięto zgodnie z warunkami zezwolenia – nie monitorowali tego w blisko 90 proc. badanych jednostek. Efekt: nie wiadomo, czy wycinki dokonano legalnie. Tylko w dwóch gminach z 21 zbadanych szacowano ilość i wartość drewna uzyskanego z wycinki drzew z nieruchomości gminnych.

NIK wskazuje ministrowi środowiska na potrzebę nowelizacji ustawy o ochronie przyrody.

Chce ją uzupełnić o elementy, które powinny zostać uwzględnione w zezwoleniu na wycinkę – termin złożenia informacji o usunięciu drzew i krzewów i termin uzyskania pozwolenia na budowę lub rozbiórkę w przypadku, gdy usunięcie drzew i krzewów związane jest z realizacją inwestycji wymagającej uzyskania takiego pozwolenia.

Posłanka Urszula Pasławska, wiceprzewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska, komentuje: – Brak systemu kontroli zawsze prowadzi do nadużyć. Ustawa, która pozwoliła w 2017 roku na niekontrolowaną wycinkę drzew, była zła ponieważ nie przewidywała jej skali ani kosztów uzyskiwania drewna. Teraz największym problemem jest zwiększone pozyskiwanie drewna w Lasach Państwowych. Niedługo Puszcza Piska przestanie być puszczą, a stanie się młodniakiem – zaznacza posłanka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA