fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Robimy eksperyment w Puszczy

Fotorzepa, Jerzy Dudek
- Z Doliną Rospudy to ja miałem rację. Protest w jej obronie nie uratował ginących gatunków – mówi minister środowiska Jan Szyszko

Chce pan uczyć dziennikarzy, jak zadawać pytania. Czy to nie pomylenie ról?

Prof. Jan Szyszko, minister środowiska: Wypowiedź, którą pan przytacza, została wyrwana z kontekstu i w ten sposób przeinaczono, zmanipulowano jej sens.

Pytany o przyszłość Puszczy Białowieskiej, odpowiedział pan: „Proszę nie zadawać tego rodzaju pytań, bo one są prowokujące i trochę nie na miejscu. Zrobimy szkolenia dla dziennikarzy, żeby wiedzieli, jak zadawać pytania".

Na konferencji prasowej dotyczącej Puszczy Białowieskiej, w Białowieży zresztą, kilku dziennikarzy zadało pytania świadczące o braku najbardziej elementarnej wiedzy z dziedziny, której te pytania dotyczyły. Zaproponowałem więc, by dziennikarzy przeszkolić z tematyki przyrodniczej, by lepiej ją rozumieli i dzięki temu zadawali lepsze pytania.

Przywiązuję wielką wagę do słowa, do mediów i za każdym razem, kiedy powracam do stanowiska ministra, organizuję spotkania z prasą. Jedziemy w teren, żeby zobaczyć, w jaki sposób funkcjonuje żywa przyroda. Wówczas rozmowa jest znacznie łatwiejsza. Gdyby ktoś mnie chciał przeszkolić z zakresu dziennikarstwa, to bym natychmiast się zgodził. A panowie się obrażają.

Pan chce narzucać dziennikarzom, jakie pytania mają panu zadawać.

Naprawdę nie. Ja po prostu nie chcę, żeby zadawano mi takie pytania jak w Białowieży, gdy jeden dziennikarz pytał, czy wytniemy puszczę w pień, a drugi mówił, że igły, które w całości opadły ze świerków, odrosną na wiosnę. Chcę, żeby dyskusja dotyczyła meritum, a nie rzeczy z sufitu. Jak mogę odpowiadać na pytania, które zupełnie nie dotyczą tej sprawy, o której mówimy?

Dziennikarzom pańska wypowiedź się nie podobała.

Z tego powodu jestem troszeczkę bardziej popularny (śmiech). Inaczej byście mnie w ogóle nie zauważyli.

W przeszłości miał pan kilka równie głośnych wypowiedzi.

Jakich?

W 2013 r. złożył pan interpelacje do kilku ministrów, pytając, czy smugi kondensacyjne powstające po locie odrzutowców są „celowo wywoływane na terenie Polski, a jeśli tak, to w jakim celu?".

Zrobiłem to dlatego, że dostawałem w tej sprawie setki listów od wyborców. Pytali, co się z tym dzieje, byli zaniepokojeni. Ówczesne kierownictwo resortu środowiska, które odpowiedziało na moją interpelację, nie wyśmiało tego pytania. Jego odpowiedź była poważna i stonowana. Łatwo to sprawdzić, bo ta interpelacja z odpowiedzią pani Beaty Jaczewskiej, ówczesnej wiceminister środowiska, wciąż jest na stronie internetowej Sejmu.

O globalnym ociepleniu mówił pan, że to decyzja polityczna.

Bo tak jest. Świat jest podzielony, jeśli chodzi o przyczyny zmian klimatycznych, ale wola polityczna sprawiła, że przyjęto światową konwencję klimatyczną i wprowadzono ją w życie. W 1992 r. na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro przyjęto koncepcję zrównoważonego rozwoju. Z nią związane są trzy konwencje. Pierwsza to konwencja klimatyczna, druga dotyczy bioróżnorodności, a trzecia pustynnienia. Trzy konwencje, które mają zapobiegać trzem podstawowym problemom świata: wody, na której brak cierpi jedna trzecia ludzkości, zaniku gatunków i jakości powietrza. Konwencja klimatyczna mówi o tym, w jaki sposób działać, aby jak najszybciej, jak najtaniej i jak najsprawniej zmniejszyć wzrost koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze. Można to robić poprzez lepsze technologie i mniejsze spalanie oraz poprzez wychwytywanie CO2.

Podtrzymuje pan, że Puszcza Białowieska została zasadzona przez człowieka?

Bardzo duża część to rzeczywiście las zasadzony przez człowieka. Podczas I wojny światowej Niemcy wycięli rabunkowo ogromne połacie puszczy, potem kontynuowała to w latach międzywojennych brytyjska spółka The Century European Timber Corporation, zwana Centurą, a rabunkowa wycinka miała tam miejsce także w czasie II wojny światowej. Na miejscu wyciętych wtedy drzewostanów zasadzono nowy las.

Nawet w sercu Białowieskiego Parku Narodowego, czyli w rezerwacie ścisłym, o którym mówi się, że to las pierwotny, są ślady osad ludzkich. Najstarsza zachowana mapa puszczy pochodzi z II połowy XVI wieku. Miejscowa ludność mogła wtedy korzystać z puszczy, albo wypasając bydło, albo zbierając chrust, albo wycinając las, albo go wypalając. Innymi słowy użytkowała, gospodarowała i przekształcała ją. Pod względem użytkowania przez człowieka to jest najlepiej udokumentowany obiekt przyrodniczy na świecie. To, że puszcza tak wygląda, jest efektem współistnienia człowieka i przyrody.

Zatwierdził pan zwiększoną wycinkę w nadleśnictwie Białowieża. Zakłada ona pozyskanie w ciągu 10 lat ponad 180 tys. m sześc. drewna, a nie 60, jak dotąd planowano. Do wycinki pójdą dziesiątki tysięcy drzew. Pozarządowe organizacje takie jak ClientEarth, Dzika Polska, Greenpeace, Greenmind, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF twierdzą, że wydał pan wyrok na Puszczę Białowieską.

Nie chodzi o wycinanie drzew za zysku, co sugerują niektóre media i ekolodzy. Chodzi o ratowanie puszczy, drzewostanów, siedlisk i gatunków, które są chronione prawem UE. Aby tak się stało, leśnicy muszą usuwać uschnięte lub usychające, zaatakowane przez kornika i inne patogenne owady drzewa. Robi się to po to, żeby te owady nie zaatakowały i nie doprowadziły do obumarcia kolejnych drzew. Jeśli nie zrobimy nic, bardzo duża część puszczy będzie za kilka lat cmentarzyskiem drzew, z zanikłymi siedliskami i gatunkami ważnymi dla Wspólnoty Europejskiej.

Bruksela chce z panem rozmawiać na temat wycinki. Dlaczego chce pan zamienić puszczę w plantację?

Nic takiego nie zamierzam zrobić. Chcemy jedynie chronić to, co jest chronione prawem, w tym prawem UE, czyli siedliska priorytetowe i gatunki występujące w tych siedliskach. To ginie w Puszczy Białowieskiej i jest skorelowane z zamieraniem drzew.

Flagowym gatunkiem jest jesion wyniosły. Zamarło kilkaset tysięcy drzew tego gatunku. Podobnie jest z sosną, która również zamiera. To wszystko związane jest z owadami patogennymi, m.in. z kornikiem sześciozębnym, kornikiem ostrozębnym, z chorobami drzew. Uschło już ponad 2,5 mln świerków, do czego doprowadziły takie owady jak kornik drukarz czy rytownik pospolity. To jest jak epidemia, którą trzeba zatrzymać, żeby dalej się nie rozprzestrzeniała. W przypadku świerków jedyny skuteczny sposób to wycięcie „zarażonych", zaatakowanych już przez kornika i usychających przez niego drzew. Jeśli nie zaczniemy działać, będzie jeszcze gorzej.

Puszcza umiera, a my chcemy ją ratować. Umożliwiając leśnikom wycięcie uschniętych bądź usychających, „zarażonych" przez patogenne owady drzew. To jest ta słynna wycinka, o którą się nas oskarża.

Puszcza sama sobie nie poradzi?

Zapraszam do Tuczna na przyrodnicze warsztaty dziennikarskie. Jak stonka zaatakuje, to pole ziemniaków sobie poradzi? Poradzi! Jednak niewiele z nich zostanie. Dlatego tę stonkę się zwalcza.

Pan na dwóch trzecich puszczy chce przeprowadzać „działania z zakresu inżynierii ekologicznej". Chce pan wycinki dwóch trzecich puszczy.

To kolejny mit. Puszcza składa się z parku narodowego oraz lasów gospodarczych, w których są rezerwaty. W skład Puszczy Białowieskiej wchodzą więc lasy gospodarcze trzech nadleśnictw, w których znajdują się te cenne dla UE siedliska. I to one giną.

To skąd niepokój Komisji Europejskiej, która boi się, że wycinka zaszkodzi Puszczy Białowieskiej?

Komisja Europejska martwi się zanikiem siedlisk priorytetowych i określonych gatunków.

W liście Komisji do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska znalazły się następujące sformułowania: „Z dużym zaniepokojeniem przyjąłem wiadomość o planowanym znaczącym zwiększeniu pozyskaniu drewna. (...) Proponowane obecnie zmiany stoją w sprzeczności z wcześniejszymi zobowiązaniami władz polskich".

List, który pan przywołuje, to korespondencja na niższym szczeblu, od jednego z dyrektorów w Komisji. Jego treść wynika zaś z tego, że Komisja była dezinformowana, m.in. przez media, co do naszych działań i planów dotyczących Puszczy Białowieskiej.

W sprawie puszczy jesteśmy w stałym kontakcie z Komisją, na bieżąco informujemy komisarza ds. środowisk, Karmenu Vellę o tym, co się dzieje i co robimy. Komisarz Vella wie o tym, że w puszczy zamarły setki tysięcy drzew, że zanikają w niej siedliska priorytetowe dla Unii Europejskiej. I jest tym zaniepokojony.

Gromadzimy całą dokumentację, począwszy od historii puszczy, poprzez wszelkie akty prawne z nią związane, kończąc na artykułach prasowych z ostatniego 25-lecia. Ta dokumentacja będzie ujawniona w internecie. Chodzi o to, żeby zainteresować puszczą cały świat. Mieszkańcy z tamtych terenów nie mogą pogodzić się z tym, że puszcza na ich oczach ginie, że giną lasy, które sadzili oni i ich przodkowie, że giną całe siedliska przyrodnicze, które powstały przy ich udziale i które są chronione prawem UE.

Znika świerk, który był w puszczy od jej zarania. Ekolodzy mówią, że to dobrze, bo świerka samoistnie zastąpi dąb, gdy te lasy zostawimy samym sobie. Dotychczasowe prace badawcze w puszczy pokazują jednak, że tak się nie stanie, jeśli tego dęba tam nie posadzimy. Zamiast monokultury świerkowej będziemy mieć monokulturę grabową, a nie piękny mieszany las, z którym kojarzy się nam Puszcza Białowieska, którym się tak zachwycamy i taki chcielibyśmy tam zachować.

Nie obawia się pan wszczęcie postępowania przeciwko Polsce przez Komisję Europejską, z uwagi na naruszenie integralności obszaru Natura 2000 i nałożenia kar za naruszenie prawa unijnego? Jest obawa, że wycinka nastąpi w III strefie ochrony UNESCO.

Będziemy ratowali i odtwarzali siedliska ważne dla Wspólnoty Europejskiej, do czego zobowiązuje nas prawo UE. To m.in. grądy, olsy, świetlista dąbrowa, której bez użytkowania puszczy przez człowieka by nie było. Dobrym tego przykładem jest piękna świetlista dąbrowa przy prawosławnym sanktuarium w Krynoczce. Skąd ona się tam wzięła? Z tego, że człowieka tam nie było? Nie, jest dokładnie na odwrót.

To skąd według pana takie kontrowersje budzi to, że chce pan ingerować w dwie trzecie powierzchni nadleśnictw w puszczy?

To są nadleśnictwa gospodarcze, w których prowadzi się gospodarkę leśną. Leśnicy odpowiadają za te lasy, za ich stan. Ponoszą też odpowiedzialność, gdy nie usuną uschniętych drzew, a któreś z tych drzew złamie się, wywróci, raniąc przy tym kogoś, kto akurat w tym czasie tamtędy przechodził. W puszczy jest dużo szlaków, ścieżek i dróg dla turystów, których bezpieczeństwa nie można zignorować. Były już przypadki, gdy uschnięte drzewo przy drodze Hajnówka-Białowieża upadło na przejeżdżający samochód. Kto za to odpowiada? Zarządca, czyli Lasy Państwowe. Ze względu na bardzo dużą ilość martwego drewna w puszczy jest też tam obecnie olbrzymie zagrożenie pożarowe. Tego zagrożenia leśnicy też nie mogą zignorować. Robimy eksperyment w Puszczy Białowieskiej: jedną trzecią lasów puszczańskich nadleśnictw zostawiając samym sobie, a na dwóch, stosując metody czynnej ochrony przyrody, inżynierię ekologiczną. Będziemy prowadzić i udostępniać do publicznej wiadomości dokumentację fotograficzną. Inwentaryzujemy także gatunki, siedliska i zobaczymy, które i jak się zmieniają. Będziemy to wszystko śledzić i po jakimś czasie zobaczymy, czy większe i cenniejsze bogactwo gatunkowe będzie wtedy, gdy człowiek będzie działał, czy wtedy, gdy puszczę zostawi się samą sobie, swojemu losowi.

Jaka powierzchnia lasów zostanie wycięta?

Taka, która będzie niezbędna do ratowania i odtwarzania siedlisk.

Możne pan określić powierzchnię?

W internecie będzie pan mógł na bieżąco śledzić, co jest robione. Zapewnimy pełną przejrzystość tych działań. Białowieski Park Narodowy ma długą historię. Są też rezerwaty obserwowane i badane od lat przez leśników. Tam są doświadczalne powierzchnie, gdzie przyrodę zostawiono samą sobie, założone jeszcze przez Józefa Paczoskiego, a później przez mojego profesora Tadeusza Włoczewskiego. Proszę sprawdzić, jak wyglądał tam drzewostan 60 lat temu, a jak wygląda teraz. Tam nie robiono żadnej wycinki.

I jak wygląda?

Bardzo zubożał, w miejsce pięknego mieszanego lasu został już prawie sam grab.

Czyli zostawienie puszczy samej sobie, żeby walczyła z kornikiem spowoduje, że...

Będzie wyglądała zupełnie inaczej. Zobaczymy, jak i kto ma rację.

A co z tym drewnem, które będzie wycinane?

Człowiek sadzi lasy po to, żeby drzewa gniły, czy też może po to, żeby je użytkować?

Jak odnosi się pan do protestów przeciwko panu? Kilkanaście dni temu w Katowicach nawet spalono marzannę z pańską podobizną.

Nie słyszałem o tym, ale z pewnością będzie to ujęte na stronach internetowych ministerstwa. W Białowieży na manifestacjach byli zwolennicy proponowanych przeze mnie rozwiązań i przeciwnicy. Przeciwników było ośmiu, a kilkaset osób popierało moje inicjatywy.

Nie obawia się pan takich protestów, jakie wywołał pan podczas poprzedniego urzędowania, które wówczas dotyczyły Doliny Rospudy?

Z Doliną Rospudy to ja miałem rację. Protest w jej obronie nie uratował ginących gatunków. Planowaną obwodnicę wybudowano w innym miejscu, też przecinając dolinę tej rzeki i powodując odcięcie rolników od pól i łąk, które oni użytkowali i które dochodziły do Rospudy. Na tych terenach występowały cenne, chronione gatunki, które występują na kośnych łąkach, w lasach i na polach. Są też takie gatunki, które gdzie indziej się gnieżdżą, a gdzie indziej polują, jak orlik krzykliwy. Budując obwodnicę w tym miejscu, w którym ona powstała, zlikwidowano możliwość uprawy pól i łąk po jej drugiej stronie, a tym samym spowodowano zanik niektórych gatunków w dolinie Rospudy. Ale o tym prasa woli milczeć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA