fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Nie chcą poświęcać się dla kraju

Giannis Antetokounmpo (z lewej), MVP ostatniego sezonu NBA, to główny atut Greków
Xinhua/Li Bo
Początek mistrzostw świata w sobotę w Chinach. Od dawna walka o tytuł nie zapowiadała się tak interesująco.

Drużyna USA ciągle jest faworytem, ale na idealnym obrazie pojawiły się rysy, gdyż do Chin nie przyjadą największe gwiazdy. Wiadomo było, że LeBron James czy Stephen Curry tego lata chcą odpocząć, ale na obóz trener Gregg Popovich powołał 21 graczy, wśród których nie brakowało naprawdę świetnych zawodników.

Potem jednak kolejne gwiazdy się wycofywały. Wolne wakacje wybrali m.in.: Anthony Davis, który z LeBronem Jamesem ma sięgnąć po mistrzostwo NBA, Kyle Lowry, Bradley Beal czy James Harden. Jakby mało było problemów, kontuzji kostki doznał Kyle Kuzma.

Inny świat

Dla kibica z Europy powszechne rezygnowanie z mistrzostw świata może się wydać dziwne, ale NBA to inny świat, który styka się z resztą globu tylko przy okazji mistrzostw świata lub igrzysk olimpijskich. Triumfatorzy ligi NBA otrzymują puchar i pierścienie z napisem „mistrz świata".

– Pierwszy raz turniej odbywa się w nowej formule, rok przed igrzyskami, które w USA są traktowane jak impreza docelowa, więc prestiż MŚ się rozmywa. Jeśli zsumujemy przygotowania i pobyt w Chinach, to okaże się, że koszykarze byliby przez sześć tygodni wyjęci z przygotowań w klubach. Wróciliby tydzień przed rozpoczęciem nowego sezonu. Poza tym można powiedzieć, że większość koszykarzy to przedstawiciele mniejszości etnicznych, a w tym środowisku jest dość nieprzychylne nastawienie do polityki obecnej amerykańskiej administracji. Nie widzą powodu, żeby się poświęcać dla kraju. I wreszcie trzeci czynnik: z roku na rok zarobki są coraz większe. Kluby, które inwestują po kilkaset milionów dolarów w koszykarzy, odradzają im wyjazd, bo każdy trening i mecz to ryzyko kontuzji.

Kiedy turnieje były w czerwcu, to wielu zawodników ryzykowało i jechało bez kontraktu, bo można było podbić wartość rynkową. Teraz wszyscy już mają podpisane umowy i to się im nie opłaca – mówi „Rzeczpospolitej" Rafał Juć, polski skaut Denver Nuggets.

Ostatecznie do Chin pojechało 13 zawodników, a liderami drużyny powinni być Kemba Walker (Boston Celtics), Donovan Mitchell (Utah Jazz) czy Khris Middleton (Milwaukee Bucks). Walker stwierdził, że nieobecność największych gwiazd to dla wielu zawodników szansa na znalezienie się w centrum uwagi i odegranie znaczącej roli w reprezentacji.

– Kemba Walker ma szansę być liderem, to zawodnik trochę niedoceniany w NBA. Przeszedł do Boston Celtics, w kadrze spotkał trzech kolegów z nowego klubu i może oni traktują MŚ jak możliwość zgrania się, bycia razem – ocenia Rafał Juć.

Amerykanie mają tak wielki potencjał, że nawet drużyna złożona z graczy drugiego planu jest głównym kandydatem do zdobycia złotego medalu, ale dystans między USA a resztą stawki wyraźnie się zmniejszył. Kiedyś zastanawiano się, jak wysoko Amerykanie będą wygrywać, a teraz wyglądają na drużynę, którą można zranić. Sygnałem ostrzegawczym może być porażka w sparingu z Australią 94:98 – pierwsza przegrana USA od 13 lat, po 78 wygranych meczach.

W ostatnich latach NBA bardzo otworzyła się na zagranicznych zawodników i dzięki temu w wielu reprezentacjach nie brakuje koszykarzy z najlepszej ligi świata – w sumie w Chinach zagra ich ponad 50.

Trener Amerykanów Gregg Popovich chwalił Australijczyków i twierdził, że mają szansę na zdobycie w Chinach złota. Ile w tym kurtuazji, a ile realnej oceny siły rywali? Skład Australijczyków jest naprawdę mocny: 30 punktów Amerykanom rzucił Patty Mills (San Antonio Spurs), 15 dołożył Joe Ingles (Utah Jazz), a 16 Andrew Bogut (niedawno Golden State Warriors).

Uwaga na Serbów

Za największe zagrożenie dla USA uważa się jednak Serbów, których Międzynarodowa Federacja Koszykówki (FIBA) w ostatnim rankingu umieściła na pierwszym miejscu. Serbia ma świetny skład z Nikolą Jokiciem, Bobanem Marjanoviciem i Bogdanem Bogdanoviciem na czele i rewelacyjnie prezentowała się w sparingach. Pokonała m.in. Włochy, Turcję i ostatnio – bez udziału Jokicia – Grecję, która w składzie ma MVP poprzedniego sezonu, niesamowitego Giannisa Antetokounmpo. Lider Milwaukee Bukcs jest zdeterminowany, żeby wspólnie z bratem Thanasisem poprowadzić Grecję do medalu, i stwierdził, że oddałby tytuł najlepszego zawodnika NBA za mistrzostwo świata z Grecją.

Poważnie do turnieju podeszli Hiszpanie, mają w składzie czterech graczy z NBA: mistrza z Toronto Raptors Marca Gasola, braci Willy'ego i Juancho Hernangomezów oraz Ricky'ego Rubio.

Trener Francuzów Vincent Collet na początku przygotowań ostrożnie zapowiadał, że celem jego drużyny jest awans za pośrednictwem MŚ do igrzysk olimpijskich, ale żeby tak się stało, trzeba zajść wysoko – bilety do Tokio uzyska jedynie siedem drużyn, z czego tylko dwie z Europy. Skład Collet przywiózł mocny, z Rudym Gobertem i Nicolasem Batumem na czele.

Tradycyjnie wielkie ambicje mają Litwini (w składzie są zawodnicy NBA Jonas Valanciunas i Domantas Sabonis), ale zabrakło im szczęścia w losowaniu. Trafili do „grupy śmierci" z Kanadą, Australią oraz Senegalem i będą musieli zagrać naprawdę dobrze, by przejść do kolejnej fazy rozgrywek.

Awans obowiązkowy

Do drugiej rundy awansują po dwie najlepsze ekipy z każdej grupy. Jak w tym kontekście wygląda sytuacja Polaków? Całkiem dobrze, awans wydaje się obowiązkiem, skoro za rywali mamy Wenezuelę oraz Wybrzeże Kości Słoniowej, czyli teoretycznie najsłabsze reprezentacje na turnieju oraz gospodarzy.

Znalezienie się w grupie najlepszych 16 drużyn mistrzostw świata daje prawo gry w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA