fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Ksiądz o strajkujących nauczycielach: "Swołocz"

commons.wikimedia.org
Podczas mszy w kościele św. Jadwigi Śląskiej w Złotoryi ojciec Kryspin Zenon Bernat powiedział o strajkujących nauczycielach, że są swołoczą, którą trzeba przepędzić. Część wiernych opuściła świątynię.

- Jako parafia św. Jadwigi i wspólnota franciszkanów chcemy zdecydowanie odciąć się od wypowiedzianych przez ojca Kryspina słów. W żaden sposób nie odzwierciedlają one naszych opinii ani przekonań - napisali w specjalnym oświadczeniu o. Bogdan Koczor, proboszcz kościoła oraz wikariusz o. Roch Dudek.

Przełożeni przepraszają za słowa franciszkanina

Do tak oburzającej sytuacji doszło podczas mszy świętej w intencji uczniów, rodziców, obecnych i emerytowanych pracowników oraz zmarłych uczniów i pracowników Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Złotoryi.

Według relacji lokalnego portalu 24legnica.pl, który pierwszy opisał sprawę, w kościele znajdowali się głównie pracownicy szkoły specjalnej.

Podczas mszy ojciec Kryspin stwierdził, że nauczyciele nie powinni strajkować, ponieważ ich praca to misja. Opowiadał, że jedną nauczycielkę zapytał, dlaczego nie była na mszy. - Odpowiedziała, że nie ma się w co ubrać do kościoła. Pytam ją, ile ma par butów. Ona: pięćdziesiąt. A sukienek? Ona: Po 15 w każdym kolorze. To co mają powiedzieć matki, które mają troje, czworo, pięcioro dzieci? – pytał o. Kryspin.

Kiedy nazwał nauczycieli "swołoczą, którą trzeba przepędzić", część nauczycieli wyszła. - Byli tak wzburzeni, że już nie wrócili na mszę. O. Kryspin wołał za nimi do mikrofonu, że wystarczy w stół uderzyć, a nożyce się odezwą – relacjonuje lokalny portal.

Do sprawy odniósł się na Facebooku wikariusz parafii św. Jadwigi, franciszkanin o. Roch Dudek. "Chciałbym po prostu dzisiaj ucałować stopy wszystkich tych, którzy poczuli się dotknięci słowami, które padły w naszym kościele" - napisał duchowny.

Sytuacją oburzony jest też proboszcz parafii św. Jadwigi. - Jeśli takie słowa padły, jest mi bardzo przykro. Przepraszam za nie wszystkich nauczycieli. Tego nie powinno być – powiedział o. Bogdan Koczor, franciszkanin, proboszcz parafii św. Jadwigi w rozmowie z lokalnym portalem.

Nie było go w mieście, bo wyjechał głosić rekolekcje. Gdyby nie ten wyjazd, to on jak co roku odprawiłby mszę świętą w intencji zmarłych pracowników i uczniów Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Złotoryi oraz obecnych nauczycieli i uczniów placówki wraz z rodzicami. Zamiast o. Bogdana przy ołtarzu stanął jednak o. Kryspin Zenon Bernat.

Na stronie parafii pojawiło się też specjalne oświadczenie. "W związku z kazaniem, które wygłosił w naszym kościele o. Kryspin, jako parafia św. Jadwigi i wspólnota franciszkanów chcemy zdecydowanie odciąć się od wypowiedzianych przez niego słów. W żaden sposób nie odzwierciedlają one naszych opinii ani przekonań" - zapewnili  o. Bogdan Koczor, proboszcz kościoła oraz wikariusz o. Roch Dudek.

"Jest nam niezmiernie przykro, że takie słowa padły z ust franciszkanina. Tym bardziej, że były one skierowane do nauczycieli, którzy przyszli na mszę świętą razem ze swoimi uczniami. Jeszcze raz wyrażamy ubolewanie i serdecznie przepraszamy wszystkich, których te słowa dotknęły, dotykają lub dotykać będą" - podkreślili duchowni.

Do podobnej sytuacji doszło w Lublinie, gdzie z ambony w kościele p.w. Miłosierdzia Bożego, w ogłoszeniach duszpasterskich ksiądz proboszcz miał określić nauczycieli mianem "obiboków i nierobów".

Rzecznik kurii: Słowa powinny być wyważone

Urażeni słowami proboszcza lubelskiej parafii protestujący nauczyciele ze Szkoły Podstawowej nr 30 napisali skargę do arcybiskupa Stanisława Budzika.

"Decyzja o strajku była dla nich decyzją trudną. W ten sposób walczymy o szacunek dla naszej pracy i powołania. O lepszą przyszłość powierzanych nam dzieci" – zaznaczają autorzy skargi.

Nauczyciele przytaczają wypowiedzi proboszcza, które miały paść w czasie ogłoszeń duszpasterskich po mszy w kościele Miłosierdzia Bożego.

"Padły obrażające nas słowa, w których ksiądz proboszcz Eugeniusz Szymański określił nas mianem obiboków i nierobów" – piszą w skardze do metropolity lubelskiego pracownicy szkoły.

Dodają, że duchowny twierdził, że nauczyciel, który strajkuje, to nie nauczyciel oraz, że powinniśmy tak, jak kiedyś oddawać życie za uczniów i za ich nauczanie nie pobierać wynagrodzenia. "Jest nam z tego powodu bardzo przykro" - napisali nauczyciele.

Wyrazili też nadzieję, że "takie stwierdzenia nie są oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego w Polsce".

– Niektóre opinie i oceny nie znajdują akceptacji przełożonych księdza. Jeśli brzmienie intencji modlitwy wywołuje kontrowersje, nawet wśród osób obecnych w kościele, znaczy to, że jest ona sformułowana źle i należy to w roztropny sposób skorygować  – powiedział ks. Adam Jaszcz, rzecznik prasowy archidiecezji lubelskiej podczas rozmowy z „Dziennikiem Wschodnim".

Dodał, że duchowny zabierający publicznie głos, szczególnie w kwestiach budzących niepokój społeczny, musi ważyć wypowiadane słowa, a zadaniem duszpasterzy w tej sytuacji jest uspokajanie i tak już napiętej atmosfery.

Rzecznik lubelskiej kurii zapowiedział też, że metropolita lubelski będzie rozmawiał w tej sprawie z duchownym.

Protest nauczycieli trwa od poniedziałku w całej Polsce. Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, iż w poniedziałek do strajku przystąpiło 48,5 proc. szkół. Jednak szef ZNP Sławomir Broniarz podał, że strajkuje 15179 szkół, czyli 74,29 proc. ogółu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA