fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Wszystkie ofiary księdza Stanisława S.

Ks. Stanisław S.
Ks. Stanisław S. ma odpowiadać za składanie fałszywych zeznań
PAP, Piotr Polak
Zasłużony i znany ksiądz wykorzystywał seksualnie małoletnich. Sprawa się przedawniła, ale prokurator i tak go oskarżył.

Działacz podziemia antykomunistycznego, wydawca, drukarz i kolporter podziemnej prasy, członek podziemnej grupy Morwa, organizator mszy za ojczyznę, kapelan Solidarności, weteranów Armii Krajowej, policji, stowarzyszenia YMCA. Harcerz (był m.in. członkiem Rady Naczelnej ZHP) i organizator obozów, posiadacz czarnego pasa w karate kyokushin. To tylko kilka pozycji z obszernego biogramu ks. Stanisława S. z diecezji radomskiej, który pracował m.in. w Goźlicach k. Sandomierza, Sandomierzu, Opatowie, Pionkach, Oleksowie, Suchedniowie oraz Radomiu.

Okazuje się, że duchowny miał także inne – mroczne – oblicze. Przez wiele lat miał seksualnie wykorzystywał dzieci. „Rzeczpospolita” dotarła do ustaleń prokuratury w tej sprawie.

Tomasz Krzyżak był gościem podcastu Cezarego Szymanka "Rzecz w tym".

Doniesienie o możliwości popełnienia przez duchownego tego typu przestępstw Prokuratura Rejonowa w Zwoleniu dostała w połowie 2019 r. od Związku Harcerstwa Polskiego, Fundacji „Nie lękajcie się" oraz diecezji radomskiej.

W trwającym blisko półtora roku śledztwie biegli potwierdzili stawiane księdzu zarzuty. Ich zdaniem w latach 1985–1998 wielokrotnie dopuszczał się on wykorzystania małoletnich. Prokuratorzy ustalili, że poszkodowanych jest co najmniej siedmiu, ale ich dokładna liczba trudna jest do określenia. Najmłodsza ofiara księdza miała 9 lat, najstarsza 12. Do wykorzystywania miało dochodzić w rodzinnym domu księdza w Wawrzeńcycach, jego mieszkaniach w parafiach, w których pracował (Pionki, Oleksów), oraz na zimowiskach i obozach harcerskich, które organizował w Wąchocku, Kątach Rybackich, Częstochowie oraz Jeżowie Sudeckim.

Drastyczne sceny

Niektórzy chłopcy byli wykorzystani tylko jeden raz, inni wiele razy na przestrzeni kilku lat. Podczas obozów harcerskich duchowny często wybierał sobie jednego chłopca, który następnie mieszkał z nim w jednym namiocie, a w nocy był wykorzystywany.

Ofiary duchownego pochodziły z biedniejszych rodzin, często rozbitych, w których były problemy z alkoholem. Jeden z pokrzywdzonych przyznał wprost, że „ksiądz w znacznym stopniu zastępował mu ojca, który nadużywał alkoholu, i był dla niego autorytetem".

Ustalenia prokuratury, z którymi zapoznała się „Rz", pełne są szczegółowych drastycznych opisów aktów seksualnych, do których duchowny miał zmuszać dzieci. Poza stwierdzeniem, że „dotykał miejsc intymnych", nie nadają się do cytowania.

W toku śledztwa prokurator potwierdził też nasze doniesienia z czerwca ub. roku dotyczące tego, że już wcześniej – w roku 1999 – prowadzone było w Kozienicach postępowanie przygotowawcze dotyczące wykorzystywania dzieci upośledzonych z ośrodka w Opactwie. Podejrzanym w sprawie był ks. S. Dzieci o różnym stopniu upośledzenia były wtedy przesłuchiwane, ale kontakt z nimi był utrudniony. Wobec tego postępowanie umorzono.

„W świetle poczynionych obecnie ustaleń przedstawione w zeznaniach pokrzywdzonych opisy zachowań księdza Stanisława S. uznać należy za w pełni wiarygodne. Zeznania pokrzywdzonych korespondują ze sobą oraz zgromadzonym w sprawie materiałem dowodowym i brak racjonalnych podstaw do odmówienia im wiarygodności" – zapisał w konkluzjach prokurator.

– Z uwagi na przedawnienie się czynów śledztwo to zostało jednak umorzone 12 stycznia – informuje „Rz" prok. Beata Galas, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu. – Ostatni czyn przedawnił się w roku 2013 – dodaje.

Prokurator poszedł jednak krok dalej i 18 lutego skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko księdzu. Zarzuca mu złożenie fałszywego zawiadomienia o przestępstwie oraz składanie fałszywych zeznań.

O co chodzi? Pod koniec 2018 r. ks. S. złożył doniesienie, w którym informował, że jest szkalowany i pomawiany o wykorzystywanie seksualne małoletnich. Podczas kolejnych przesłuchań zarzekał się, że nigdy takich czynów się nie dopuścił. Postępowanie tamto zostało dość szybko umorzone, ale gdy ruszyło śledztwo przeciwko księdzu, akta wyciągnięto z szafy.

Inicjatywa prokuratora

– W momencie gdy w umorzonym teraz śledztwie okazało się, że ksiądz dopuszczał się jednak takich czynów, prokurator uznał, że tamto doniesienie było fałszywe, i sformułował zarzut – wyjaśnia prok. Galas. – Dołożył do tego zarzut składania fałszywych zeznań.

Sprawa trafiła do sądu w Zwoleniu. Na razie nie wiadomo, kiedy rozpocznie się proces.

Swój proces od grudnia ub. roku prowadzi diecezja radomska.

Choć okres przedawnienia tego typu przestępstw jest w Kościele znacznie dłuższy, to nie jest wykluczone, że także tu uległy one przedawnieniu.

– Osądzanie przestępstw tego typu zarezerwowane jest dla Kongregacji Nauki Wiary. Po zapoznaniu się ze sprawą może ona zatrzymać bieg przedawnienia – mówi „Rz" ks. prof. Piotr Majer, prawnik-kanonista z UPJPII w Krakowie. – Zresztą cały proces prowadzony jest w ścisłym kontakcie z Kongregacją, daje ona biskupowi wskazówki co do jego prowadzenia – uzupełnia i dodaje, że w przypadku najbardziej drastycznych przestępstw duchownego można ukarać nawet wydaleniem ze stanu kapłańskiego.

Inny wątek – ewentualnych zaniedbań poprzedniego biskupa radomskiego w wyjaśnianiu tej sprawy – bada z kolei Watykan. W czerwcu ub. roku pisaliśmy, że do radomskiej kurii w 2013 r. zgłosił się mężczyzna, który złożył obciążające ks. S. zeznanie. Procesu kanonicznego wówczas nie uruchomiono. Kuria tłumaczyła „Rz", że mężczyzna miał zgłosić się jeszcze raz, lecz tego nie zrobił, a ponieważ nie było z nim kontaktu, sprawy nie podjęto. W naszym śledztwie udowodniliśmy jednak, że kontakt z poszkodowanym był. W czerwcu 2020 r. Nuncjatura Apostolska informowała, że materiały w sprawie przekazano do Rzymu. Efektów postępowania opinia publiczna do dziś nie poznała.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA