fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Brazylia, epicentrum pandemii

Prezydent Jair Bolsonaro sprzeciwia się lockdownowi
EVARISTO SA/AFP
Jedna czwarta ofiar covidu to dziś Brazylijczycy. Kraj musi szybko pokonać wirusa, aby jego nowe odmiany nie zagroziły światu.

Plakaty Jaira Bolsonaro zdobiące ulice brazylijskich miast coraz częściej oblane są czerwoną farbą. Albo opatrzone napisem „genocida", ludobójca. Prezydent od początku lekceważył pandemię, którą nazwał „małą grypką". Nie nosił masek ochronnych, sprzeciwiał się zakupowi szczepionek a tych, którzy je użyją straszył, że "przemienią się w krokodyla".

W środę odmówił wprowadzenia narodowego lockdownu i procesuje się z gubernatorami, którzy w swoich stanów wprowadzili ograniczenia.

50 procent skuteczności

Dziś do Brazylijczyków dociera, jaką cenę przyszło im za to zapłacić. Tylko w marcu oficjalnie na covid zmarło 66 tys. osób, w kwietniu może to być 100 tys. W minionym tygodniu kraj pobił dzienny rekord zgonów (4,2 tys.). Łącznie to już 350 tys. ofiar, najwięcej poza Stanami Zjednoczonymi.

Służba zdrowia, przed pandemią jedna z lepszych w Ameryce Łacińskiej, jest na skraju zapaści. Trzy czwarte prywatnych szpitali ma najwyżej tygodniowe zapasy podstawowych leków czy tlenu potrzebnego pacjentom z najtrudniejszymi przypadkami covidu. Nawet w zamożnej Brasilii oddziały intensywnej terapii są pełne.

Brazylia z uwagi na tropikalny klimat ma dobrze rozwinięty system szczepień. Jednak kraj do tej pory udzielił tylko 12,2 dawek/100 mieszkańców (20 w Polsce) z braku odpowiednich dostaw z zagranicy i umów licencyjnych na produkcję na miejscu. Do dyspozycji są dwa preparaty: Sinovac i (w mniejszej ilości) AstraZeneca.

Nie tylko lekceważący stosunek Bolsonaro do pandemii i brak szczepionek doprowadził jednak do katastrofy. W grudniu w Manaus, mieście w środku Puszczy Amazońskiej, pojawiła się nowa, groźna odmiana wirus P1. Jest od 1,4 do 2,2 razy bardziej zaraźliwa, ale także wyraźnie bardziej śmiertelna, w szczególności ludzi młodych. Brazylijscy naukowcy z ulgą ustalili, że stosowane szczepionki pozostają skuteczne w przypadku P1, choć w mniejszym stopniu. Dla Sinovac ten wskaźnik spada do 50 proc. Ale lekarze w Brazylii ostrzegają też, że jeśli kraj szybko nie odzyska kontroli nad pandemią, mogą pojawić się odmiany odporne na znane nam dziś szczepionki.

– Bilans 4 tys. zgonów dziennie oznacza, że wirus bardzo szybko się rozprzestrzenia. Szuka sposobu na ominięcie przeciwciał – ostrzega Felipe Naveca z fundacji Fiocruz.

Z kolei o nowych odmianach wirusa tak mówi w „Financial Times" Jose Eduardo Levi z Uniwersytetu Sao Paulo: większość naukowców jest zdania, że mamy do czynienia z całkiem nową chorobą, niebezpieczną dla ludzi młodych.

W takim układzie siły zbrojne w coraz większym stopniu odcinają się od Bolsonaro. Gdy prezydent zapowiedział, że użyje „swojej armii" do powstrzymania gubernatorów przed zamrożeniem życia społecznego, po raz pierwszy w historii do dymisji podali się jednocześnie głównodowodzący siłami lądowymi, lotnictwem i marynarką. Do dymisji podał się też minister obrony, generał Fernando Azevedo e Silva.

Brazylia powróciła na ścieżkę demokracji, gdy armia oddała władzę w 1985 r. Gotowość wojska do obrony państwa prawa jest przyjmowana z ulgą w całej Ameryce Łacińskiej, bo gdyby brazylijski kolos zaczął flirtować z dyktaturą, jego sąsiadom trudno byłoby nie pójść tym śladem.

Ale Bolsonaro krytykę przyjmuje z coraz większym zniecierpliwieniem. – Nazywano mnie homofobem, rasistą, katem, oprawcą. Teraz mam być ludobójcą. Czy jestem odpowiedzialny za wszystkie utrapienia, które spotykają Brazylię? – pyta.

Powrót Luli

W kraju o ogromnej polaryzacji dochodów i dziesiątkach milionów ludzi żyjących bez żadnych oszczędności, sprzeciw prezydenta przeciw zamrożeniu życia społecznego długo był przyjmowany ze zrozumieniem. Sondaże wciąż wskazują, że prezydenta popiera ok. jednej trzeciej wyborców. Jednak reelekcja Bolsonaro w październiku przyszłego roku, niedawno raczej pewna, teraz stoi pod wielkim znakiem zapytania. Za sprawą niedawnego wyroku sądu 75-letni były prezydent i działacz związkowy Luis Lula da Silva został nie tylko wypuszczony z więzienia (był skazany za korupcję), ale może ponownie ubiegać się o najwyższy urząd w państwie. On także ma teraz poparcie jednej trzeciej elektoratu: Brazylijczycy pamiętają, jak dzięki takim programom socjalnym, jak Bolsa Familia, wyciągnął z nędzy ok. 30 mln osób.

Na tym nie koniec kłopotów prezydenta. Jeden Sąd Najwyższy nakazał Senatowi zbadanie, czy Bolsonaro złamał prawo, sprzeciwiając się walce z pandemią. To mogłoby doprowadzić do odsunięcia prezydenta od władzy.

Dzięki interwencji państwa do tej pory brazylijska gospodarka relatywnie dobrze przeszła przez pandemię: PKB skurczył się w ub.r. o 4,1 proc. Ale za cenę długu, który urósł do 90 proc. PKB. Sygnałem niepokoju rynków finansowych jest to, że real, przez lata równy złotemu, teraz jest wymieniany po kursie 1 PLN=1,5 BRL. I na froncie ekonomicznym kraj czeka więc trudne zaciskanie pasa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA