fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Stany Zjednoczone już zapomniały o Covid-19

Do 4 sierpnia liczba zgonów wzrośnie do 145 tys. – szacuje University of Washington
AFP
Od Florydy po Teksas wirus wciąż sieje spustoszenie. Amerykanie zachowują się jednak, jakby został już pokonany.

Korespondencja z Nowego Jorku

Protesty, towarzyszące im w pewnym momencie zamieszki, a także dyskusja o nierównościach społecznych i konieczności zreformowania policji od dwóch tygodni zdominowały przekaz medialny. O wirusie mniej się mówi, a tysiące uczestników protestów maszerują w ciasnym tłumie ulicami amerykańskich miast albo organizują pikiety, ramię w ramię domagając się sprawiedliwości społecznej, ale jednocześnie grzebią w niepamięci podstawową pandemiczną zasadę utrzymywania dystansu.

Tymczasem wirus nie odpuszcza. Wciąż panoszy się w amerykańskim społeczeństwie, i to na dodatek nieproporcjonalnie bardziej dotykając czarnoskórych społeczności, które – ze względu na uwarunkowania genetyczne – dwa razy bardziej narażone są na zgon z powodu infekcji niż inni.

Pandemia, w wyniku której zmarło ponad 110 tysięcy mieszkańców Ameryki oraz prawie 2 miliony miało objawy infekcji, nieco odpuściła w regionie północno-wschodnim, gdzie liczba zakażeń spada, obniżając ogólnokrajowe statystyki.

Reszta kraju wciąż jednak boryka się z wirusem. W wielu rejonach dobowa liczba zakażonych utrzymuje się na tym samym poziomie. Rośnie natomiast w kilku stanach, w tym w Kentucky, Arkansas, Karolinie Północnej i Południowej. Arizona i Kalifornia też odnotowują najwyższe liczby nowych infekcji oraz przyjęć do szpitali.

Wyższych statystyk niestety nie można przypisać większej liczbie testów dostępnych na rynku. – Gdyby tak było, nie widzielibyśmy wzrostu hospitalizacji, który towarzyszy rosnącej liczbie zakażeń – pisze magazyn „The Atlantic”, dodając, że „wiele jest przesłanek wskazujących na to, że kilka stanów naprawdę nie może sobie poradzić z koronawirusem i pandemia nasila się w rejonie południowym – tzw. pasa słonecznego”. Z tego powodu badacze z University of Washington skorygowali swoje przewidywania, teraz szacują, że do 4 sierpnia nie 140 tys., ale 145 tys. osób umrze z powodu Covid-19.

Eksperci spodziewają się też w najbliższych tygodniach fali zachorowań jako pokłosia protestów. Biorą jednak poprawkę na to, że na świeżym powietrzu prawdopodobieństwo zakażenia jest mniejsze niż w pomieszczeniach, a także to, że wielu protestujących pojawiało się na ulicach w maskach, które – według obecnej narracji – ograniczają przemieszczanie się wirusa.

Mało słychać już o działającej przy Białym Domu grupie specjalnej ds. pandemii, poszczególne stany skupiają się na otwieraniu gospodarek, bardziej lub mniej uwzględniając zabezpieczenia zapobiegające rozprzestrzenianiu się wirusa.

W fazie otwierania się, jako jeden z ostatnich, jest stan Nowy Jork, który w kwietniu był epicentrum koronawirusa w Stanach Zjednoczonych. Tylko tutaj Covid-19 zdiagnozowano do tej pory u prawie 400 tys. osób, a ponad 24 tys. zmarło z powodu infekcji. Rygorystyczne ograniczenia sprawiły jednak, że dobowa liczba zakażeń spadła poniżej tysiąca z ponad 10 tys. odnotowywanych w kwietniu. Spada też dobowa liczba zgonów oraz przyjęć do szpitali. – Przeszliśmy z najgorszego – bo byliśmy praktycznie epicentrum światowym. Udało nam się jednak nie tylko opanować sytuację, ale też doprowadzić do znacznych spadków zachorowań – powiedział nowojorski gubernator Andrew Cuomo.

Północne i zachodnie części stanu Nowy Jork zaczęły się otwierać już w połowie maja. W tym tygodniu natomiast, jako ostatnie, w pierwszą z czterech faz otwierania swojej gospodarki weszło miasto Nowy Jork, pozwalając na powrót pracowników na budowy, do zakładów produkcyjnych, sprzedaży hurtowej oraz sprzedaży detalicznej, ale przy drzwiach.

– Nowojorczycy powinni był dumni, że wytrwali do tego momentu – powiedział burmistrz Bill de Blasio, szacując, że 200 do 400 tys. ludzi wróciło do pracy w tym tygodniu. Miasto Nowy Jork, gdzie w dużym zagęszczeniu mieszka ponad 8 milionów ludzi, a kilka milionów dziennie przyjeżdża do pracy, dmucha jednak na zimne. – Stopniowe otwieranie nie znaczy, że miasto wróci do życia, jakie znało sprzed pandemii – mówi nowojorska komisarz ds. zdrowia Oxiris Barbot, przypominając o maskach, myciu rąk i utrzymywaniu odległości.

Otwieraniu towarzyszą szczegółowe zasady dotyczące miejsc pracy i punktów usługowych oraz dezynfekcji miejsc publicznych, w tym nowojorskiego metra, z którego korzystają setki tysięcy ludzi dziennie.

– Jeśli chodzi o miasto Nowy Jork, otwieramy je bardzo ostrożnie, opierając się na danych i faktach – powiedział Cuomo, zaznaczając na każdym kroku, że to nie koniec walki z wirusem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA