fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Joanna Ćwiek: Przychodnie rozsadnikiem wirusa

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Zmiana zasad szczepienia przeciwko Covid-19 miała uprościć i uelastycznić system. Zamiast tego bałagan zrobił się jeszcze większy.

Choć wydawało się to primaaprilisowym żartem, 1 kwietnia rzeczywiście uruchomiono szczepienia dla 40- i 50-latków. Niespodziewanie prawo do nich uzyskała część osób, które już wcześniej się na nie zapisały. Rząd tłumaczył wówczas, że rozluźnienie zasad związane jest z dodatkowymi dawkami szczepionek, które trafią do Polski. I choć wciąż nie wiadomo, ile ich rzeczywiście będzie, sytuacja ma być lepsza niż w I kwartale. Udostępniono też pół miliona dodatkowych terminów szczepień. Wszystkie osoby w wieku 60+ mają mieć wykonaną iniekcję do końca kwietnia. Szczepienia od przyszłego miesiąca będą ponoć masowe, a sam system prosty, klarowny i elastyczny.

Tyle teorii. W praktyce w wielu przychodniach wciąż nie wiadomo, czy rzeczywiście są jakieś dodatkowe terminy, bo ich nie zawiadomiono o przydziale kolejnych dawek. A nawet jeśli zawiadomiono, to przecież wcale nie jest powiedziane, że przychodnia będzie w stanie je wszystkie wykorzystać. Pracownicy muszą w systemie wychwycić uprawnioną do szczepień osobę, poinformować o możliwości wcześniejszego zaszczepienia, a potem trzeba jeszcze przecież wykonać zastrzyk. Wszystko to zabiera czas. Robi się jednak wszystko, by nie zmarnować tak trudno dostępnej szczepionki.

Na pewno warto by było pozwolić na szczepienie pod koniec dnia wszystkich chętnych niewykorzystanymi szczepionkami. I niektórzy tak robią, wychodząc z założenia, że najważniejsze, by wakcyna się nie zmarnowała. Takie działanie wpisuje się też w deklarację o uelastycznieniu systemu. Problem jednak w tym, że na szczepienie spoza listy nie ma oficjalnej zgody, a tym, którzy to robią, grozi kontrola. Pacjenci jednak jeszcze pilniej niż inspektorzy NFZ wyszukują informacji, gdzie można „załapać" się na niewykorzystaną szczepionkę.

Czatowanie przed przychodnią wiąże się ze spotkaniem z grupą innych niezaszczepionych osób.

W kolejce trudno zachować dystans, więc ryzyko zakażenia jest wysokie. Decyzja o szczepieniu po godzinach wszystkich chętnych z pewnością pomogłaby ucywilizować cały proces. Szkoda by było, gdyby ci, którym zależy na uodpornieniu się, z winy systemu stali się roznosicielami wirusa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA